Przejdź do głównej zawartości

Posty

Miasto Maciuszkiewicza w Galerii Pustej w Katowicach

"Miasto widziałem różne i ciche" to tytuł wystawy Romana Maciuszkiewicza w katowickiej Galerii Pustej. Można tu zobaczyć prace z dwóch najnowszych cykli artysty "Tam..." oraz "Miasto różne". Bohaterem jest miasto ze snów, surrealistyczne niczym z opróżnionych z rekwizytów obrazów Giorgia de Chirico z jego niesamowitymi geometrycznymi fasadami, dziwacznymi perspektywami, opustoszałymi ulicami i krużgankami. Roman Maciuszkiewicz stworzył swój własny świat, obcy i fascynujący niczym z sennego koszmaru. Niby czarowny. błękitny, szary lub zielony w tonacji, a jednak niepokojący i chorobliwy. Widz zastanawia się co się kryje za tymi doskonałymi, zamkniętymi oknami, za czarnymi żaluzjami, we wnętrzach, których można się jedynie domyślać. Śląski artysta tworzy swoje własne miejskie misterium. Tytuły prac pozwalają domyślać się podtekstów. Nadrealistyczna "Ulica Magritte'a" -  szaro-niebieski obraz z 1998 roku, na którym białe chmurki i ...

Zmysłowa Niekobieta

Lubię oglądać prace studentów malarstwa, twórców u początku drogi artystycznej, nie do końca jeszcze skrystalizowane osobowości, z których dopiero powolutku wyłania się coś jak zalążek własnego stylu. Oczywiście, może się też okazać, że twórca mimo starań nie osiąga sukcesu, nie udaje mu się stworzyć nic z tego o czym marzył, albo z najróżniejszych względów rezygnuje. Jednak uważam, że warto przyglądać się  nowej, młodej sztuce, która dopiero "ma szansę" i "zaczyna się". Niedawno otwarta w katowickiej galerii 5 wystawa prac dwóch studentek  III roku ASP Klaudii Laty i Klaudii Krzysztonek zatytułowana jest "Niekobieta". Tytuł przewrotny, ale niezwykle trafny. Obie Klaudie uwieczniły na swoich wielkoformatowych obrazach wyobrażenie kobiecości - istotę, która jest jedynie ciałem, zmysłowym, perwersyjnym, pięknym, pożądliwym i właściwie nieco zwierzęcym. Niekobieta to istota bez głowy, z niewidoczną twarzą, która ukryta jest w cieniu. Ulega namię...

Przypomniany Radnicki

Zygmunt Radnicki urodził się jeszcze w XIX wieku - w 1894 roku - w Czortkowie - miejscowości, z której pochodził również  Jerzy Janicki, pisarz, dziennikarz i scenarzysta (współtwórca radiowej sagi "Matysiakowie") oraz malarz żydowski Sasza Blonder. Był synem pułkownika armii austriackiej i Holenderki, Marii van Gember. Kształcił się we Lwowie w prywatnej szkole rysunkowej L.Podhoreckiego, a potem w krakowskiej ASP u S.Dębickiego, J.Mehoffera i W. Weissa, czyli artystów związanych z Młodą Polską. W latach 20. związał się z ugrupowaniem lwowskich formistów. Był też współzałożycielem ugrupowania Jednoróg. W 1925 roku wyjechał na stypendium do Paryża, gdzie kształcił się pod kierunkiem J. Pankiewicza i  bardziej zainteresował się twórczością postimpresjonistów, a zwłaszcza Paula Cezanne'a, którego twórczość fascynować go będzie do końca życia. Przyjaźnił się z kapistami, między innymi z Janem Cybisem. Po wojnie  w 1946 roku przeniósł się do Krakowa, gdzie mal...

Błękit w Pałacu Sztuki - wystawa Juliusza Joniaka

W krakowskim Pałacu Sztuki otwarta została wystawa malarstwa Juliusza Joniaka. Urodzony w 1925 roku we Lwowie,  po studiach w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych u znanego kolorysty Czesława Rzepińskiego, wyspecjalizował się w pejzażach i martwych naturach. W 1995 roku  dostał główną nagrodę na VII Festiwalu Sztuk w Magne we Francji. Jest również honorowym członkiem Europejskiej Akademii Sztuk w Paryżu. W swojej twórczości jest bowiem bardzo... francuski. Kiedy po raz pierwszy pojechałam na południe Francji zwróciłam uwagę na niesamowity błękitny kolor - światła, powietrza i nieba. W pełnym słońcu jadąc samochodem przez Cote d'Azur  można obserwować jak około 12 w południe wszystko zatopione jest w tym przejrzystym jaskrawym błękicie, na tle którego ludzie, przedmioty, domy, hoteliki i stragany z owocami, wyglądają na niemal pocztówkowo sztuczne kiczowate obrazki, które  uwodzą nieprzygotowanego turystę, który niemal z miejsca się w tym zakochuje. Wype...

Niebezpieczne związki w muzeum

W Muzeum Historii Katowic otwarta została wystawa malarstwa Urszuli Broll i Andrzeja Urbanowicza, którzy przez pewien czas tworzyli wspólnie  katowicką Pracownię Piastowska 1. W latach 60. i 70. było to undergroundowe centrum Górnego Śląska, gdzie odbywały się artystyczne sesje filozoficzno-magiczno-okultystyczne i gdzie bywała ówczesna śmietanka "podziemnej" sztuki, a pewnego dnia pojawił się nawet nowojorski guru bitników poeta Allen Ginsberg. Na Piastowskiej 1, gdzie mieściła się katowicka pracownia artystycznego małżeństwa powstały niezwykłe Czarne Karty (1967-1969), które były swoistą wersją surrealistycznej zabawy cadavre exquis. Artyści związani z pracownią (Henryk Waniek, Antoni Halor, Zygmunt Stuchlik i oczywiście Urszula Broll i Andrzej Urbanowicz) wykonywali dowolne malunki odpowiadające poszczególnym literom alfabetu za pomocą farby białej, srebrnej lub złotej.  Na wystawie w katowickim muzeum nie ma jednak ani tych prac, ani dzieł najbardziej moim ...

Gotyckie Madonny z KULu

Wynurzają się z półmroku, dzięki oświetleniu, które nadaje ich kształtom mistycznego blasku. Są drewniane i puste w środku, mają ślady po kornikach, znaczne ubytki na twarzach, a niektóre pozbawione są dłoni. Gotyckie rzeźby o niewielkich rozmiarach. Madonny, Dzieciątka, święci i święte. Figury wolnostojące i  szafy ołtarzowe. Niegdyś stały w kościołach na Śląsku, a ich twórcy cieszyli się uznaniem lokalnych społeczności. Zespół czternastu dzieł z kolekcji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego można oglądać na wystawie we wrocławskim Muzeum Narodowym. Po 60 latach dzieła te powróciły  na dwa miesiące do Wrocławia. Losy tej kolekcji były niezwykłe. Gdy w latach 30. ksiądz kanonik  Jan Władziński ofiarował swój ogromny zbiór dzieł sztuki, rzemiosła i osobliwości z przeznaczeniem do nowego muzeum KUL-u, nie spodziewał się, że zaledwie po kilku latach, w grudniu 1939 roku, kolekcję zarekwirują Niemcy. Odzyskać udało się niewiele. W 1956 roku ówczesny rektor un...

Boznańska w Warszawie

Niezmiernie rzadko zdarza mi się oglądać dwukrotnie tę samą wystawę. Wyjątkiem była pośmiertna ekspozycja dzieł Tadeusza Kantora w krakowskim Muzeum Narodowym. Jednak była to wystawa ta sama, w tym samym muzeum, gdzie w salach uśpione ambalaże, rysunki i arte fakty budziły wspomnienia najsłynniejszych spektakli Kantora - "Umarłej klasy", "Wielopola, Wielopola" czy "Niech sczezną artyści". Jednak po raz pierwszy zdarzyło mi się oglądać wystawę dzieł tej samej malarki, ale w dwóch różnych muzeach i to w dwóch różnych miastach. Malarki, która bardzo wcześnie osiągnęła zawodowy sukces, została doceniona  i zrobiła prawdziwą karierę w kapryśnym Paryżu, gdzie prowadziła pracownię,  do której zapisywały się elegantki, nie tylko ze środowiska Polonii francuskiej, ale i  damy z międzynarodowej śmietanki towarzyskiej. Tę malarkę można było kilka miesięcy temu obejrzeć w krakowskim Muzeum Narodowym, a od lutego także w stolicy. W salach warszawskiego ...