Foto: Łukasz Gawroński Tom Waits to chyba najbardziej oryginalny z żyjących kompozytorów i zarazem poetów - muzyków, piewca nowojorskich historii, ostatni bitnik i cyniczny bezkompromisowy szyderca bawiący się słowami, w których miłość, ból i cierpienie, złamane serce i antywojenne przesłania podlane są mocno whisky i burbonem. Świat włóczęgów miejskich, pijaków i wielkich oszustów, ćpunów i drobnych kieszonkowców, alkoholowych tripów, narkotykowych wizji i rozpaczliwego pragnienia wolności wybrzmiewa w jego songach z całym okrucieństwem, ale i czułością. Waits jest artystą przewrotnym, śpiewającym o nocnych barach w oparach papierosowego dymu i podrabianego alkoholu. Mentalnie Waits wciąż jest człowiekiem bohemy, i aż trudno uwierzyć, że ten wieczny buntownik o ochrypłym, przepalonym i przepitym głosie, urodzony w Pomonie, ma już 74 lata, a jego american feeling jest właściwie żywcem przejęty z lat 50. XX w., z powieści Jacka Kerouaca i poezji...
Blog o sztuce, teatrze i wydarzeniach kulturalnych