Rewelacyjna okazała się zwłaszcza pierwsza część tego dwugodzinnego spektaklu. Prezentowana jako druga etiuda "Dinner" w choreografii Agaty Załuskiej do fantastycznej muzyki Damiana Dziweńki, z pełnym energii tancerzem Javierem Gutierezem Cuervo (niezapomniany Puk w balecie 'Sen nocy letniej') i pozostała piątka rewelacyjnie przygotowanych tancerzy (kierownictwo baletu Małgorzata Dzierżon) dała niemal teatralny show na deskach wrocławskiej opery.
Jedenaście osobnych, oryginalnych etiud baletowych i jedenaście utworów muzycznych to jak sądzę doskonały przegląd tego czym młodzi tancerze i kompozytorzy najbardziej się interesują, i tego co jest najbliższe ich wrażliwości.
W niektórych utworach zabrzmiał jazz i swing, w innych można było wychwycić echa rytmów hiszpańskich i francuskiej muzyki kabaretowej, a nawet... techno. Muzycznie był to prawdziwie wyrafinowany koktajl, w którym rytmy argentyńskiego tanga przeplatały się z muzyką filmową, która skojarzyć się mogła z serialem "Babylon Berlin" i z Moka Efti Orchestra.
"Żywioły IV" to nie tylko spora dawka postmodernistycznych dźwięków, ale i zachwycające oświetlenie wydobywające sylwetki z mroku (reżyseria świateł Kamil Jach), w także taniec odmieniany przez wszystkie nawet najbardziej nieprawdopodobne sytuacje choreograficzne - taniec na stojąco, siedząco, w powietrznych akrobacjach, w parach i solo, a nawet w grupie (składającej się z pięciu lub sześciu tancerzy i tancerek).
Było awangardowo, ale i klasycznie. Nawiązywano do różnych stylistycznie baletowych poszukiwań, sięgano po intrygujące odniesienia znane z historii choreografii światowej, wykorzystywano muzyczne improwizacje. Tancerze przełamywali schematy i zaskakiwali wykorzystywaniem w tańcu przedmiotów i elementów strojów. Na deskach Opery Wrocławskiej odtworzono m.in. kawiarnię, salon w stylu biedermeier, kosmiczną przestrzeń rodem z filmów science-fiction.
Podczas prezentacji tych 11 utworów widzowie oglądali taneczne bójki męskie i damskie, błąkających się w mroku tańczących książkoholików i młodych ludzi uzależnionych od telefonów komórkowych i zahipnotyzowanych głosem AI.
Z ciemności sceny wynurzały się krwiste słońca i pełne namiętności gesty tancerzy, którzy zdawali się przekraczać granice i możliwości ciał poddających się wymyślnym układom choreograficznym, zdawać by się mogło, z beztroską lekkością, choć nie oszukujmy się - z pewnością okupioną wielogodzinnymi próbami i ćwiczeniami.
W tym baletowym wieczorze każdy z widzów mógł znaleźć to co najbardziej do niego przemawiało i muzycznie i baletowo. Była i klasyka i teatralna ekstrawagancja, były nieustannie zmieniające się ruchy i wyrafinowane dźwięki przenoszące tancerzy w inne epoki.
Nad całością choreograficznych scen panowała, choć przesadnie nie dominowała, świetnie przygotowana orkiestra pod dyrekcją Jakuba Grzybowskiego, pozwalająca wybrzmieć m.in. solowemu występowi wiolonczelistki Anny Rodak w etiudzie ILLUSORY (choreografia Sava Cebanu, muzyka Amelia Mleczko).
2 października z ogromną przyjemnością obejrzałam tę żywiołową czwartą odsłonę Wieczoru choreografów i kompozytorów. Aż chciałoby się powtórzyć to doświadczenie. I jak zapowiada Opera Wrocławska wiosną 2027 roku Wieczór młodych choreografów i kompozytorów ponownie zagości w gmachu przy ul. Świdnickiej.
Foto: Karpati i Zarewicz
Komentarze
Prześlij komentarz