Dziko i kameralnie, czyli refleksje pokrakersowe 2025
Tegoroczny Cracow Art Week, czyli KRAKERS to odbywający się w kwietniu tydzień sztuki w krakowskich przestrzeniach, głównie w galeriach i muzeach, ale nie tylko; w niektórych z tych miejsc wciąż wystawy te można obejrzeć jeszcze przez kilka kolejnych dni czy tygodni (MOCAK, Bunkier Sztuki). Tegoroczna edycja pod hasłem "Chwilami myślę, że śnię" przygotowana w nawiązaniu do powieści Witkacego (tytuł zaczerpnięty został z "622 upadki Bunga"), to melanż najróżniejszych wątków w sztuce najnowszej i to zarówno młodych, wchodzących dopiero na rynek wystawienniczy artystów/artystek/osób artystycznych, jak i na już uznanych (Łukasz Stokłosa, Kris Marchlak), ale i ponownie odkrywanych, jak nieżyjący już od 2009 r. Franciszek Starowieyski - nieco zapominany jako twórca Teatru Rysowania i scenograf. Wystawy w znakomitej większości odbywały się w małych kameralnych przestrzeniach, które ukryte w krakowskich zakamarkach, trzeba było odnajdywać niczym w jakiejś skomplikowanej grze terenowej. Małe pokoiki, strychy, niewielkie galeryjki, ale i miejsca plenerowe prezentowały kameralne projekty, instalacje i rzeźby, wykonane np. z object trouve (Centrum Kultury Dworek Białoprądnicki - ogród z plenerowymi pracami krakowskich artystów, czyli zbiorową wystawa SZASZWEEK). Wykorzystano miejsca nieoczywiste i trudno dostępne jak Strych pod zegarem na Mikołajskiej 5.
Co podczas 14 edycji Krakersa można było obejrzeć? Prace smutne i nostalgiczne ("Poszukiwacze gasnących gwiazd" w MOCAK-u), depresyjnie przejmujące ("Nie bój się cieni" w Art Agenda Nova - galerii na Batorego 2), oniryczne ("Śnij kochanie śnij. Inkubator snów" w Dominik Rostworowski Gallery na św. Jana 20 ), mroczne i chorobliwe (wystawa "Laurki" Michała Żądło w Galerii Otwarta Pracownia na Długiej 33; "Somnabulion" Bogumiła Książka w klubie Betel przy pl. Szczepańskim 3 czy "Sen o doskonałości" w Galerii Widna na Grzegórzeckiej 31). Tematy wyciągnięte z głębokiej podświadomości, fantazji lub z przefiltrowanych przez indywidualne lęki doświadczeń twórców, którzy mogli tu pokazać szerszej publiczności swoją twórczość. Udostępniono prace studenckie (wystawa "New Designs. Projekty studentów Design UKEN w Muzeum Inżynierii i Techniki przy św. Wawrzyńca 15) i otwarto pokazy młodych twórców. Jedne były pełne surrealizmu codziennej egzystencji i tajemniczej poezji (lustrzana aranżacja "Przebudzenia" Anny Błądek w Zofia Weiss Gallery), inne miały charakter pokazu osobistych artefaktów (pisarz Sławomir Shuty na podwórku przy Sarego 10 wziął udział w pokazie pt. "Sen pijanego traktorzysty" wraz z Mary Olbrychtowicz, Tomkiem Baranem, Angeliką Wojas). Performansy (w UFO Art Gallery przy Podwale 6 odbył się "Ogród Uroborosa" Martina Pondelicka, towarzyszący wystawie "Ciemna. Głęboka. Zielona" Evy Macekovej, a w Galerii Jak zapomnieć na Bonifraterskiej 3 /1 performans Kamila Wesołowskiego w przestrzeni wystawy zbiorowej).
Nagość, dzikość, zwierzęcość (wystawa "Przesunięte horyzonty" w Pałacu Potockich przy Rynku Głównym 20), ale i subiektywne refleksje nad naturą zwiastujące odejście od antropocentryzmu, a także baśnie i czarny romantyzm (Kamila Stovrag i jej wystawa "Our pain self chosen" w Galerii van Rij przy Morsztynowskiej 1).
Sporo fotografii ("Nie potrzeba nam innych światów" w międzynarodowej obsadzie artystycznej w Galerii Supernova, przy Zyblikiewicza 12/4) i instalacji fotograficznych, a także fotografii inscenizowanych (Kris Marchlak i jego "Sleeping Beauty" w Galerii Re w MOCAK-u - absolutnie perfekcyjnie zrobione portrety drag queen). Otwarte zostały wystawy o charakterze monograficznym ("Z tyłu głowy" Doroty Mytych w MOCAK-u prezentującej malarstwo, video arty, obiekty) i zestawienia zbiorowe twórców pracujących zarówno w tradycyjnych jak i niekonwencjonalnych technikach i w różnej skali. A na początek wielka wystawa Franciszka Starowieyskiego w Pałacu Sztuki (wydarzenie specjalne "y") wraz z obiektami przygotowanymi przez innych współczesnych artystów.
Rozpasanie, zmysłowość, dzikość plakatów i rysunków Franciszka Starowieyskiego doskonale wpasowała się w przestronne wnętrza Pałacu Sztuki, gdzie sale ze zrekonstruowaną pracownią (pokój artysty, jego kolekcja, przedmioty stanowiące inspiracje), połączono z całkiem współczesnymi obiektami, np. wózkiem z supermarketu wypełnionym kamieniami.
Ale nie tylko w Pałacu Sztuki dostrzegalne były nieporządki, nietypowe zestawienia, wdzieranie się w przestrzeń sztuki przez wichrzycieli. Bo i szyderczy Witkacy unoszący się niczym duch nad całą krakersową przestrzenią był wichrzycielem i pogrywał sobie z filistrami, bawił się konwencjonalnymi portretami w Firmie Portretowej, za które dostawał niezłą kasę; i Starowiejski reprezentujący moim zdaniem podobny typ osobowości - niby klasyk, a jednak nowator - wystawa w Pałacu Sztuki przypomina jego twórczość pokoleniu, które zapewne w ogóle go nie zna albo coś tam słyszało, ale się wcześniej nie zainteresowało.
Krakers to niesamowita liczba niskobudżetowych wystaw, których wernisaże niestety nakładały się czasowo, tak że nie sposób było tego wszystkiego ogarnąć. Było dużo i bardzo "młodo"- nie zawsze sztuka super dopracowana, choć pokazywali swoje prace i ci, którzy mają już skrystalizowany język twórczy (choć dalej eksperymentują). To co się rzucało w oczy to totalna wolność i swoboda wypowiedzi, surowość formy, dużo eksperymentów, właściwie niewiele komercji i raczej nastawienie, żeby pokazać niż sprzedać.
Krakowski Krakers to laboratorium, w którym są udane i nie do końca udane realizacje. Nieoszlifowane, choć szczere i pełne niekonwencjonalnych wątków. Obok wielu wydarzeń nurtu głównego, które oglądali głównie ludzie zawodowo związani ze sztuką, studenci, artyści (dużo młodych), były też wydarzenia towarzyszące, w których brała udział bardziej nastawiona na zwiedzanie "zwykła" publiczność. Pomysł ponad trzygodzinnych krakersowych "Kultourów", czyli cyklu spacerów szlakiem krakowskich galerii i dzielnic, do których można było swobodnie przyłączać się i odchodzić uważam za świetny i warty kontynuacji podczas kolejnych Krakersów. Podobnie jak włączenie do Krakersa komiksu (Muzeum Komiksu, Bunkier Sztuki - adresowany do dorosłych wystawa "W szerokim kadrze. Komiks polski po transformacji" ).
Formy zapoznawania się ze sztuką naprawdę najnowszą były, niczym w tytułowym śnieniu, bardzo często przypadkowe i chaotyczne.
Chodziło raczej o klimat niż o konkretne nazwiska artystów, których prace można było obejrzeć. Ludzie szli na KRAKERSA, bo wybierali się oglądać sztukę ich znajomi, trafiając niespodziewanie na pokazy, na które nie planowali się wybrać albo znajdowali się nieoczekiwanie w tajemniczych miejscach, gdzie okazywało się, że coś im się spodobało. Było to najczęściej towarzyskie, grupowe obcowanie ze sztuką czy nawet podglądanie sztuki. Ta spontaniczność jako nieodłączny element Krakersa od lat kojarzy mi się z Cracow Art Week. W tym roku Krakers również (a może nawet bardziej niż w poprzednich latach) był labiryntem, w którym łatwo się było zagubić, mimo że w programie znajdowała się mapka.
Oczywiście KRAKERS pojawiał się i w miejscach już znanych i jednoznacznie ze sztuką kojarzonych jak wspomniany Pałac Sztuki na placu Szczepańskim 2; nie tak dawno odnowionym Bunkrze Sztuki stojącym nieopodal, przy Plantach; czy MOCAKu na Zabłociu.
Nie sposób wymienić wszystkiego co się w tej edycji KRAKERSa działo i gdzie się działo. Święto sztuki nieoczywistej, święto spontanicznej młodej i nieokiełznanej wyobraźni to zaledwie 7 dni w takim natężeniu i skondensowaniu. Pozostały wystawy, które można jeszcze gdzieś tam obejrzeć. KRAKERS, który niegdyś był zaledwie trzydniową imprezą rozrósł się, ale niezupełnie spokorniał. Ta czternasta już edycja była kolejną artystyczną prezentacją trwającą dość długo w poszczególnych galeriach. Nie było tu jednak szokujących wydarzeń, o których by się mówiło czy plotkowało. Raczej jak we śnie było to co nas przyciągało, uwodziło, nudziło czy za chwilę o tym zapominaliśmy budząc się z tego krakersowego snu. Tak sobie myślę, że gdyby żył Stanisław Ignacy Witkiewicz czy Franciszek Starowieyski byłoby bardziej kontrowersyjnie, obrazoburczo i głośno o ich działaniach. Dzika sztuka pełna świeżej artystycznej "krwi" okazała się jednak trochę jednak zbyt grzeczna. A może już nic nie gorszy, nic nie wstrząsa, bo za dużo w sztuce się wydarzyło i mało kogo szokują już drag queen Krisa Marchlaka, a drugiego Witkacego jakoś nie widać?
Komentarze
Prześlij komentarz