Przejdź do głównej zawartości

Lubieżnik w muzeum


 

Najnowsza wystawa we wrocławskim Muzeum Etnograficznym mieszczącym się w dawnym pałacu biskupim to ekspozycja, której już sam tytuł budzi emocje i kontrowersje. "Obłęd. Przypadek Mariana Henela - lubieżnika z Branic" to prezentacja zachowanej spuścizny twórcy o niepokojącym życiorysie, osobowości zaburzonej, dewianta zafiksowanego na erotomanii, transwestytyzmie, tworzącego liczne fotografie, na których upozowany na kobietę o obfitych pośladkach uwieczniał siebie jako postać niejako wykreowaną, osobę, którą chciał być i którą podniecał się erotycznie. Jego twórczość należy dziś do sztuki określanej art brut, twórczości pozostającej poza moralnością, poza tradycyjnym wartościowaniem i wybiegającej poza tzw. arteterapię. 

Marian Henel był osobowością przewrotną, specyficzną, wywodzącą się z wiejskiego środowiska (urodził się na wsi pod Częstochową), niewątpliwie zdegenerowaną i psychicznie odmienną. Ale zastanawiam się czy tego wieloletniego pacjenta Szpitala Psychiatrycznego w Branicach na Opolszczyźnie, gdzie od 1969 r. aż do śmierci, tworzył wielkie monumentalne gobeliny, bajecznie kolorowe i i choć ikonograficznie perwersyjne to jednak stanowiące pewien zamknięty system znaków i symboli przynależny do świata, który sam wymyślił, czy należy traktować wyłącznie jako pacjenta psychiatryka? Urodzony jako syn żebraczki, poniżany i wyśmiewany, pozostający w nie do końca zbadanych stosunkach z kobietami (małżeństwo zawarł po pijanemu, a żona zdradzała go i wyśmiewała się z jego fizyczności, jak słyszymy na filmie "Maniuś" Jerzego Boguckiego - prezentowanym na wystawie; ale czy było tak naprawdę?). Czy był przebiegłym mitomanem, który stawiał siebie w pozycji ofiary, choć tak naprawdę był potworem, katem z ramienia Urzędu Bezpieczeństwa w Kluczborku, gdzie patrzył na tortury, a może i sam brał w nich udział? 



Trudno rozstrzygnąć, kim był naprawdę i jak to się stało, że talent artystyczny jakoś się w nim objawił, bo przecież to nie jest tak, że ktoś kto nie miał wcześniej żadnego zalążka talentu ani wykształcenia artystycznego, a jedynie podczas terapii zajęciowej mającej na celu odciągnięcie od zboczonej chuci i innych dewiacji (pedofilia), nagle pod wpływem zetknięcia z dobrym nauczycielem, zaczyna tworzyć gigantyczne dywany, kilkumetrowe (na wystawie jest ich aż 11) o dość skomplikowanej i rozbudowanej narracji, w której pojawiają się postacie i zwierzęta, insekty i ornamenty tworzące zamknięte całości, które dziś współczesny widz ogląda  z niezdrową ekscytacją i dostrzega nie tylko seksualne treści, ale i piękne zestawy kolorystyczne, niezwykłe kształty, jakieś surrealistyczne emanacje podświadomości twórcy, jak również zastanawia się jak to możliwe, że lubieżnik zafascynowany mówiąc kolokwialnie gołymi dupami (gobelin "Wielkie tyłki") umie je tak dokładnie odtworzyć i wkomponować w gobelinową opowieść? 

Wystawa nie jest dla widzów nieletnich ani dla osób wysoko wrażliwych, i im tej ekspozycji nie polecam. Jest jednak interesująca. I nie bałabym się określić Henela mianem artysta. Artysta należacy do nurtu art brut. Nie zawsze życiorysy twórców są tak moralne jak byśmy sobie tego życzyli. Wystarczy przywołać postać Jeana Geneta. Prace Henela mają moim zdaniem dużą wartość artystyczną, ale z moralnością mało mają wspólnego. Polecam widzom odważnym, zaciekawionym i chętnym do poznawania tego co w sztuce INNE, brutalne, szokujące, a jednak  interesujące. Marian Henel zmarł 21 maja 1993 roku. Pozostały po nim dywany-gobeliny, przechowywane w jednej z sal szpitala psychiatrycznego w Branicach, skąd wypożyczone zostały na wrocławską wystawę. W Muzeum Etnograficznym pokazywane są w dwóch salach na parterze. Na tle czarnych ścian niewielkie fotografie eksponowane są  nieopodal wielkiego dywanu z 1969 roku, zatytułowanego "Muzykanci", inspirowanego jednym z dawnych drzeworytów. Warto przyjrzeć się tej kompozycji - znajdziemy tu i wkurzonego łabędzia, dziwacznego węża, ornamenty i łacińską sentencję, a w centralnej części - postaci  muzyków z instrumentami. Wyobraźnia tkacza z Branic nie miała granic.


Wystawa czynna do 16 lutego 2025 roku

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O malarstwie Waldemara Libery

Ekspresjonistyczne, mroczne portrety Waldemara Libery można obecnie oglądać w krakowskiej galerii Floriańska 22 na wystawie "Whateverities of 3D". Postacie, w większości o zdeformowanych twarzach, często z zaciśniętymi ustami i zamkniętymi oczami, zdają się być namalowane zgodne z twierdzeniem słynnego francuskiego ekspresjonisty rosyjskiego pochodzenia Chaima Soutine'a "Deformacja to życie". Waldemar Libera, urodzony  w 1983 roku w Tarnowie, ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest twórcą poruszającym się w szeroko pojętym nurcie ekspresjonistycznym. W jego pracach dopatrzyć się można fascynacji przedwojennymi ekspresjonistami (Kokoschka, Kirchner, Nolde, Rouault), ale też  rozwijającym się po II wojnie światowej abstrakcyjnym ekspresjonizmem spod znaku Bacona i de Kooninga. Bacon jak się wydaje najsilniej oddziałał na Waldemara Liberę, na jego sposób postrzegania postaci ludzkiej...

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...