"Staram się wychodzić poza muzealne ściany" – wywiad z krakowską artystką Beatą Zuba
W cyklu Wywiad z artystą – Beata Zuba
Artystyczne spojrzenie: Najnowsza wystawa Pani prac malarskich prezentowana jest na Kopcu Kościuszki. Skąd pomysł, żeby pokazać obrazy w miejscu, gdzie nigdy wcześniej nie odbyła się żadna wystawa czasowa artysty współczesnego?
Beata Zuba: Bardzo się cieszę, że zaczyna Pani naszą rozmowę, właśnie od tego pytania, bo Kopiec Kościuszki jest dla mnie miejscem szczególnym. Wychowałam się na krakowskim Salwatorze i Kopiec Kościuszki od zawsze był moją pierwszą i najważniejszą górą. Z tym miejscem jestem związana emocjonalnie jak z żadnym innym, bo właśnie tutaj działo się w moim życiu wiele ważnych dla mnie rzeczy. To tutaj z mamą chodziłam na spacery zbierać kasztany, tutaj tata po raz pierwszy uczył mnie jeździć na nartach, a wróciłam z nartami w te okolice po raz kolejny w stanie wojennym, kiedy nie można było opuszczać granic Krakowa i krakowianie tłumnie uprawiali narciarstwo na Dworskich Polach. Tutaj wędrowałam na pierwsze samodzielne wycieczki, a potem sama zabierałam na spacery moich małych synków, aby pokochali to miejsce, tak jak ja. Muszę się przyznać, że tak naprawdę od zawsze marzyłam o tym, żeby w tym ważnym dla mnie miejscu móc pokazać moje prace. Moje górskie obrazy, malowane, rysowane, szkicowane...mieszkające pod powiekami, w sercu, noszone we mnie i ze mną, pojawiają się wszędzie, nie tylko w pracowni i galeriach, ale często wracają w GÓRY, przenikając się nawzajem. Są wieszane w ogrodach i przestrzeniach publicznych, a każdy widzi w nich swoje góry. W 2021 roku na zaproszenie pani profesor Akiko Kasuya z Kyoto University of Art oraz Nishieda Foundation brały udział w dwóch górskich wystawach w Japonii: w Kioto i w Tatsuno. Reminiscencją tamtych wystaw było zaproszenie do indywidualnej wystawy w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, która odbyła się w 2023 roku. I to właśnie wtedy obraz "Czerwona góra" po raz pierwszy pojawił się na krakowskim Kopcu Kościuszki, rozwinięty na jego zboczu właśnie w japońskie Narodowe Święto Góry. Obecna wystawa jest pokłosiem mojej pierwszej akcji na Kopcu. A obrazy, które oglądamy teraz na wystawie w Centrum Konferencyjno-Wykładowym pojawiły się tam na zaproszenie profesora Piotra Dobosza, prezesa Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie
Artystyczne spojrzenie: Chyba nigdy dotąd Pani prace nie wisiały tak wysoko, pomijając ubiegłoroczną prezentację obrazu z przedstawieniem "Czerwonej góry"?
Beata Zuba: Moje obrazy bywały już na wyższych wysokościach nad poziomem morza, ale to fakt, że nigdy nie górowały tak znacznie nad otaczającą je przestrzenią, tak jak ma to miejsce teraz w trakcie wystawy w Centrum Konferencyjno-Wystawowym na Kopcu Kościuszki. Kopiec jest ewidentnie najwyższym punktem Krakowa, miejscem, które widzimy niemalże z każdego punktu miasta. Muszę powiedzieć, że bardzo miłym zjawiskiem, które miało miejsce w trakcie ekspozycji wielkoformatowego obrazu „Czerwona góra” na zboczu Kopca Kościuszki, było to, że wiele osób przysyłało mi zdjęcia z różnych części Krakowa, gdzie była widoczna na Kopcu "Czerwona góra". Tytułowe …PRZENIKANIE GÓRY…upostaciowało się wręcz namacalnie.
Artystyczne spojrzenie: Zastanawiam się, jak udało się przetransportować te wielkoformatowe obrazy z Pani pracowni do sali Muzeum Kościuszkowskiego?
Beata Zuba: Bardzo lubię pracować z wielkim formatem. To są obrazy, które działają mocniej właśnie ze względu na format. Są bardziej sugestywne. Odbiera się je zupełnie inaczej z oddali i z bliska, mają jakby swój dwojaki wymiar. Patrząc z pewniej odległości widzimy przede wszystkim ich treść, to co przedstawiają. W momencie kiedy zbliżamy się do nich i patrzymy na nie z bliska, postrzegamy przede wszystkim materię, kłębiący się dukt pędzla, kapiące strugi farby, wszechobecny ruch. Są też linie, mocno rysowane ostrym końcem ołówka lub zeschłego pędzla. Stają się jakby abstrakcyjne. To są wymagające obrazy na każdym etapie ich tworzenia, ale też w momencie, kiedy stają się zakończoną całością. Malowanie tego typu prac to ciężka, konceptualna, ale też fizyczna, praca, to nieustający dylemat, gdzie je przechowywać, jak eksponować no i wreszcie jak je transportować… niemniej jednak w momencie, kiedy stają się „wystawą” wszystkie dylematy znikają, a każdy trud jest wart tego, aby powstały. Oczywiście muszą być transportowane dużymi autami, a ze względu na swoją specyficzną fakturę często podróżują w specjalnych skrzyniach.
Artystyczne spojrzenie: Wystawę oglądają też zwiedzający Kopiec Kościuszki i tutejsze muzeum turyści z zagranicy. Jakie są ich reakcje?
Beata Zuba: Kopiec to miejsce niezwykłe. Sama, dzięki obecności moich obrazów w murach Muzeum Kościuszkowskiego, bywam teraz tutaj częściej niż zwykle. Przez Muzeum przetaczają się prawdziwe tłumy, nie wszyscy trafiają na moją wystawę, bo wejście jest z boku muzealnego traktu, ale ci którzy już tutaj zaglądają są naprawdę mile zaskoczeni i z przyjemnością wędrują po moich górach. Zauważyłam, że niezależnie od wieku, często przysiadają na podłodze, żeby sobie zrobić selfie z GÓRAMI. Oglądają obrazy wnikliwie, i z odległości i z bliska. Jak rozpoznają mnie, proszą o autograf na pięknie wydanych przez Komitet Kościuszkowski katalogach. Zauważyłam również, że w tygodniu więcej jest turystów zagranicznych, a w weekendy przychodzą głównie mieszkańcy Krakowa.
Artystyczne spojrzenie: Tytuł wystawy jest dość tajemniczy - "...Przenikanie góry 330...". Co oznacza ta liczba?
Beata Zuba: W swojej twórczości malarskiej portretuję góry i pokazuję je w różnych kontekstach, oczywiście także w galeriach, ale często staram się wychodzić poza muzealne ściany i tradycyjne miejsca ekspozycyjne. Moje GÓRY często wracają w góry, tak jak przy okazji tej wystawy, kiedy wielkoformatowa praca pojawiła się na Kopcu Kościuszki. Nad cyklem "…Przenikanie góry…" pracuję od wielu lat, a wybór miejsc nie jest przypadkowy. Stąd przy tytule każdej wystawy wchodzącej w skład tego cyklu, pojawiają się liczby oznaczające położenie tych miejsc – w przypadku Kopca to 330 metrów nad poziomem morza.
Jak napisałam we wstępie do tegorocznego katalogu: To przenikanie miejsc, kultur, międzynarodowy dialog, porozumienie bez granic, to rozmowa bez słów, gdzie obrazy znaczą więcej, gdzie każdy czyta je po swojemu, ucząc się jednocześnie tego co znaczą dla innych. To rozmowy gór na krańcach świata, które postrzegamy przez pryzmat naszych całkowicie różnych doświadczeń, to to co łączy, mimo różnorodności.
W tym roku w ramach projektu "…Przenikanie góry…" moje obrazy pojawiły się wcześniej w Galerii BWA Jatki w Nowym Targu oraz na brzegu jeziora Molveno we włoskich Dolomitach. Znajdujące się 864 m n.p.m. Molveno nie zostało wybrane przez przypadek.
Pomiędzy białymi szczytami Dolomitów a masywem Paganella, na terenie objętego ochroną UNESCO Parku Przyrody Adamello Brenta i z daleka od masowej turystyki, zachwyca wspaniałymi widokami. To jedno z najpiękniejszych jezior Włoch. Już sto lat temu poeta Antonio Fogazzaro nazwał to miejsce szlachetną perłą ukrytą w cennej skrzyni ze skarbami. Polodowcowe Jezioro Molveno jest największym górskim akwenem Włoch i zarazem jednym z największych w Alpach, jeśli wziąć pod uwagę jeziora położone powyżej 800 m n.p.m. Długie na 8 km i głębokie na 120 m zasilane jest wyjątkowo czystymi wodami spływającymi z gór Parku Przyrody Adamello Brenta. Z jeziora wypływa jedna rzeka – Rio Lambin, wpadająca ostatecznie do Jeziora Garda.
Nad Jeziorem Molveno znajduje się tylko jedno niewielkie miasteczko o tej samej nazwie. Można by powiedzieć, że w jakiś sposób jest to Święte Miejsce Gór.…To niebywałe miejsce, gdzie woda zmienia swój odcień w zależności od padającego światła, przybierając kolory chmur, otaczających go lasów i gór. Szmaragdowa zieleń rozpływa się w szarości kamienistej plaży, a nad tym wszystkim czuwa wznosząca się do nieba Góra.
Artystyczne spojrzenie: Japończycy zwiedzający wystawę porównali Kopiec Kościuszki do kopców Fujizuka. Czy może Pani wyjaśnić to określenie?
Beata Zuba: Odpowiadając na Pani pytanie pozwolę sobie zacytować fragment tekstu pani Bogny Dziechciaruk-Maj, wybitnej historyczki sztuki i muzealniczki, która w tekście do mojego katalogu napisała: „Japonia to kraina gór, kraj, w którym otacza się góry szczególną czcią i szacunkiem. To także kraj świętych gór z najwyższym szczytem i symbolem Japonii słynną górą Fuji na czele (3776 m). Wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO, jest miejscem świętym, stanowi odwieczny cel pielgrzymek i niewyczerpane źródło inspiracji dla artystów. Kult Fuji szczególnie wyraźny w epoce Edo (1603-1868), okresie silnej władzy shogunów w Japonii, przybrał niezwykłą formę Fujizuka – symbolicznych przedstawień świętej góry, jej swoistych „modeli”, wznoszonych w pobliżu historycznej stolicy kraju Edo, dzisiejszego Tokio. Źródła inspiracji dla tej oryginalnej idei należy szukać w pierwotnej religii Japończyków shinto opartej na kulcie natury. W tym czasie Fuji stała się już symbolem japońskiej państwowości; idea budowania i odwiedzania Fujizuka miała zatem także wymiar patriotyczny. A wejście na Fujizuka zastępowało trudną wyprawę na realną Fuji, do dziś zresztą widoczną z Tokio i okolic".
Artystyczne spojrzenie: Czy mogłaby Pani opowiedzieć jak powstał projekt ...Przenikanie góry... i w jakich okolicznościach pojawił się pomysł, by włączyć do prezentacji działania muzyczne, jak np. koncert Sinfonietty Cracovii, ale i inne działania, które zaowocowały tak różnorodną prezentacją?
Beata Zuba: Góry są jednym z najważniejszych motywów kultury Japonii, dlatego w projekcie łączą i przenikają się wątki gór i kopców, elementy kultury polskiej i japońskiej. To właśnie podczas ubiegłorocznej wizyty na Kopcu profesor Akiko Kasuya z Kyoto University of Art oraz pana Riotomaro Mijajima, zauważone zostało podobieństwo w formie i genezie krakowskiego Kopca Kościuszki do budowanych w okresie Edo japońskich kopców Fujizuka. Cały projekt został objęty Honorowym Patronatem Ambasady Japonii w Polsce.
W ramach projektu, prócz samej wystawy, prezentowane są rysunki nawiązujące do drzeworytów z wizerunkiem Fujizuka, a także unikatowa kolekcja kart do metra z wizerunkami japońskiej Fuji, będąca własnością profesora Piotra Dobosza. Swoje prace prezentują też artyści seniorzy z Centrum Aktywności Seniorów Willi Decjusza. Są to miniaturowe interpretacje własne góry Fuji, inspirowane japońskimi drzeworytami.
Profesor Piotr Dobosz, powiedział, że "wystawa stanowi niezwykle istotny element rozumienia dwóch kultur w obrębie „kultur kopców”, tych w Japonii i tych w Polsce. Mamy nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem i przybliży motywację japońską i polską wznoszenia kopców".
W ramach projektu odbyło się już wiele wydarzeń. Oczywiście wernisaż wystawy, który odbył się 11 sierpnia, w japońskie Święto Góry; koncert z cyklu Muzealne Espresso w wykonaniu Orkiestry Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa Sinfonietta Cracovia; świętowaliśmy również 16 września Keirō-no Hi - japoński Dzień Szacunku dla Ludzi Starszych – odbyły się z tej okazji warsztaty i spotkanie edukacyjne na temat gór, Fuji i Fujizuka. Przed nami jeszcze dwa wydarzenia:12 października o godz.16.00 będzie można wysłuchać wykładu Kraków - Tokio - miasta kopców, który prowadzony będzie przez panią Bognę Dziechciaruk-Maj - historyczkę sztuki, wieloletnią dyrektorkę Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, a 3 listopada o 16.00 w ramach Bunka-no Hi – Dzień Kultury – opowieść Bogny Dziechciaruk-Maj przy obrazach Kraków - Tokio - miasta kopców. Odbędą się także warsztaty malowania kopców.
Zapraszając do współpracy innych twórców, muzyków, malarzy, pasjonatów i każdego kto ma ochotę przyjść i z nami się spotkać, staram się wdrożyć w życie tytułowe „przenikanie góry”. Bo góry, tak naprawdę obecne są wszędzie, w muzyce, w naszych opowieściach, mitach i dniu codziennym. Warto czasem zatrzymać się w pędzie codzienności i zauważyć, tę niezwykłą magię, która jest im przynależna. Cieszę się bardzo, że wszystkie proponowane przeze mnie aktywności i spotkania cieszą się bardzo pozytywnym odzewem, a przybywające na nie goście wsłuchują się w opowieści o Kopcu Kościuszki, Krakowie, Tatrach, Fuji i Fujizuka.
Artystyczne spojrzenie: Wystawie towarzyszy film, czy mogłaby Pani opowiedzieć jak powstał i jak doszło do tego, że w Pani projekcie pojawił się pan Miyajima?
Beata Zuba: W 2023 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha odbywały się dwie wystawy, w których miałam przyjemności brać udział. Pierwsza z nich to wystawa indywidualna …Przenikanie góry…, a druga Tatsuno Art Project: Góra. Zachwyt i groza. Wcześniejsze odsłony wystawy Góra, prezentowane w Kioto i w Tatsuno jesienią 2021 roku, odbyły się w czasie ogólnoświatowej pandemii wywołanej koronawirusem, która uwypukliła znaczenie kontrastu między technologią a naturą. Po tych doświadczeniach górska wystawa przybyła do Krakowa, aby zgłębiać źródła mistycznej mocy, majestatu i tajemniczego czaru gór poprzez prace zawierające zarówno polskie, jak i japońskie, motywy górskie. Dokonała również porównania rozmaitych funkcji symbolicznych, jakie góry pełnią na Wschodzie i na Zachodzie. Na otwarcie wystawy do Polski przyjechali japońscy artyści, między innymi pan Ryotaro Miyajima. Wraz z panią profesor Akiko Kasuya zwiedzali bryłę Kopca Kościuszki z moim obrazem i to właśnie wtedy pojawiło się pierwsze skojarzenie pomiędzy Kopcem Kościuszki a japońskim Fujizuka. Sfilmowana w 2023 roku wypowiedź pana Mijajimy stała się zaczątkiem filmu, który otwiera tegoroczną wystawę.
Artystyczne spojrzenie: Pani profesor Akiko Kasuya z Uniwersytetu w Kioto napisała w swoim tekście do katalogu wystawy, że "góry to także świat, w którym przemykają różne dziwne stworzenia i który pełni funkcję bramy do innego świata". Czy zgadza się Pani z taką opinią? I jak należy to rozumieć?
Beata Zuba: Wznoszące się wysoko góry mogą być symbolem tego, co wzniosłe, natomiast strome pasma mogą się odnosić do pokonywania trudności, przeciwności i ludzkiego ego, ale też mogą być postrzegane jako coś wychodzącego poza domenę ludzkiej wiedzy, przejście między tamtym a tym światem.To fakt, że współczesna nauka i technika wyjaśniły wiele naturalnych zjawisk, a także, zaglądając w najodleglejsze zakątki gór, mogą odkrywać tajemnice najgłębiej skrywane w ich mroku. Ale jednak kiedy wyruszamy w góry, nasze codzienne widzenie świata zostawiamy w domu, bo tutaj towarzyszą nam rytmy i tchnienia gór, niekiedy też przeszywa nas dreszcz na widok oznak przejścia do innego świata. Będąc niejako ostrzeżeniem przed arogancją ludzkich prób ujarzmienia natury, góry trwają w niewzruszonym spokoju – przez wieczność. Góry są magiczne, a magia jest w nich od zawsze i nawet w obecnym całkowicie zdigitalizowanym świecie, Góry żyją nieustająco swoim własnym rytmem….i niech tak zostanie.
Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na moje pytania.
Rozmawiała: Ewa Mecner
Foto: dzięki uprzejmości artystki
Ekspozycja czynna jest do 30 listopada
Komentarze
Prześlij komentarz