"Ta wystawa jest opowieścią o poszukiwaniach piękna, kompromisach i realiach przemysłowej codzienności"–wywiad z dr Barbarą Banaś, kuratorką wystawy Szklane życiorysy
Artystyczne spojrzenie: W Muzeum Narodowym we Wrocławiu znajduje się specjalny dział dedykowany współczesnemu szkłu i ceramice. Jakie były początki tej kolekcji?
Barbara Banaś: Muzeum Narodowe we Wrocławiu chlubi się znakomitą kolekcją współczesnego szkła i ceramiki. Zbiory te zapoczątkowano w latach 50. XX w., kiedy to Muzeum Śląskie, bo taką nazwę nosiło obecne Muzeum Narodowe we Wrocławiu, było miejscem prezentacji pierwszych Ogólnopolskich Wystaw Ceramiki i Szkła Współczesnego. Część prezentowanych na tych wystawach prac trafiła do naszych zbiorów. Dziś liczą sobie blisko 4000 numerów inwentarzowych. Gros kolekcji to dzieła unikatowe, mamy także jednak spory zespół obiektów z zakresu designu – od znakomitej ćmielowskiej porcelany na współczesnych wyrobach huty „Julia” kończąc. To kolekcja konsekwentnie budowana i uzupełniana. Tak sprofilowanych kolekcji muzealnych nie mamy w Polsce zbyt wiele.
Artystyczne spojrzenie: Wystawa "Szklane życiorysy. Polskie projektantki szkła (1945-2020)" w Muzeum Narodowym, której jest Pani kuratorką, to subiektywny wybór 500 prac. Po raz pierwszy jest to ekspozycja poświęcona wyłącznie polskim mistrzyniom szkła. Jak udało się Pani wyselekcjonować artystki i zidentyfikować prace, bo przecież nie były w tych czasach sygnowane?
Barbara Banaś: Projekt „Szklane życiorysy. Polskie projektantki 1945-2020” powstał w pewnym stopniu dzięki prezentowanej w naszym muzeum w 2022 roku wystawie Jana i Eryki Drostów, wybitnych projektantów szkła prasowanego, którzy tworzyli tandem w życiu i w pracy, działając przez ponad 4 dekady w hucie szkła „Ząbkowice” w Dąbrowie Górniczej. Wówczas uświadomiłam sobie, że o ile coraz lepiej znany jest dorobek twórczy projektantów tej miary co Zbigniew Horbowy czy Jerzy Słuczan-Orkusz, to stosunkowo niewiele wiemy o kobietach projektantkach związanych z polskimi hutami szkła. Bazując na dostępnych materiałach archiwalnych – głównie katalogach wystaw z lat 60., 70. i 80. XX wieku, stworzyłam wstępną listę artystek – było ich ponad 40. W pierwszym etapie realizowałam badania archiwalne, dzięki stypendium ministerstwa. Celem było skonstruowanie scenariusza wystawy, która opowiadałaby o specyfice pracy projektanckiej w kolejnych dekadach i prezentowała różne postawy artystyczne, ośrodki wzornicze, a także rejestrowała zmieniające się na przestrzeni tych dekad trendy. Ważnym kryterium było więc przygotowanie listy obiektów, które pozwalałyby w reprezentatywny sposób zaprezentować sylwetki bohaterek. Bazę stanowiły oczywiście zbiory muzealne. Poza naszą wrocławską kolekcją na wystawę wypożyczyliśmy prace ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie i Krakowie, Muzeum Pałac Schoena w Sosnowcu, które ma świetny zbiór będący niegdyś zasobem wzorcowni Vitropolu, czyli centrali zrzeszającej państwowe huty szkła, Instytutu Szkła w Krakowie z jego kolekcją szkieł z huty na Lipowej. Uzupełnienie stanowią bardzo ciekawe przykłady prac dyplomowych wypożyczone z Ośrodka Dokumentacji Sztuki Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Kolejnym istotnym etapem przygotowań był kontakt z samymi artystkami, lub też z ich rodzinami. Rzeczywiście szkło użytkowe pozostawało wyrobem anonimowym, nie było sygnowane. Dlatego dziś – także z racji braku odpowiedniej dokumentacji archiwalnej – tak trudno przypisywać wzory i modele szkieł konkretnym projektantom.
Artystyczne spojrzenie: Kim były projektantki szkła powojennego – artystkami czy może tylko rzemieślniczkami?
Barbara Banaś: Bohaterki wystawy nie były rzemieślniczkami – to określenie bowiem przynależy przede wszystkim osobom, które wykonują swoją pracę samodzielnie, odręcznie i posiadają określone zawodowe przygotowanie. Były one artystkami, wykształconymi projektantkami. Większość z nich bowiem to absolwentki jedynej w Polsce Katedry Szkła, która powstała z końcem lat 40. XX wieku w wówczas Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, dziś Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Posiadały wyższe wykształcenie i ich zadaniem było nie tyle wykonywanie samodzielne szkieł, ile przygotowywanie wzorów i nadzorowanie ich realizacji. Sam proces realizacji to dzieło zbiorowe – projektantka opracowywała rysunki, wytyczne projektowe, konsultowała je z technologami, np. w kwestiach doboru mas szklanych, kolorów itp., a następnie projekt wykonywał zespół hutniczy. Od jego umiejętności i sprawności zależało, na ile zmaterializowany projekt zgodny będzie z wyobrażeniami i oczekiwaniami projektantki.
Artystyczne spojrzenie: Czy projekty szklanych przedmiotów projektowane przez kobiety różnią się od tych, które projektowali mężczyźni? Czy są jakieś cechy specyficzne tego "szkła kobiecego"?
Barbara Banaś: Jestem przekonana, że nie ma „szkła kobiecego” czy „szkła męskiego” – jest po prostu szkło dobrze lub źle zaprojektowane. Na wystawie niewątpliwie pokazujemy szkła dobrze zaprojektowane – czyli takie, które mimo upływu lat wciąż zachwycają formą, proporcjami, barwą szkła, dekoracjami.
Artystyczne spojrzenie: Szkło powojenne cieszy się dziś ogromnym zainteresowaniem, nie tylko kolekcjonerów, ale i zwykłych posiadaczy wazonów czy karafek, które niegdyś stawiano na meblościankach. Jak doszło do tego, że wyśmiewane swego czasu kryształy nagle zaczęły budzić podziw i chęć posiadania?
Barbara Banaś: Pamiętajmy, że szkło zawsze postrzegane było jako przedmiot na swój sposób luksusowy. Czy było to szkło kolorowe, czy bogato zdobione kryształy, pełniło ono przede wszystkim funkcję dekoracyjną. Oczywiście gościło na naszych stołach – pojawiało się w chwilach ważnych domowych uroczystości czy spotkań. Z kieliszków, kieliszeczków czy szklanek pito napoje i inne trunki, w wazonach ustawiano kwiaty, na paterach serwowano ciasta. Zmieniały się mody i potrzeby, niezmienne jest przecież nasze pragnienie nowości – i wtedy „stare” szkła trafiały gdzieś na górne półki, potem do domowego lamusa – w kartonach na pawlacze, czy do piwnicy. Dopiero tzw. pokolenie wnuków zaczęło odkrywać ich urodę i przywracać należne im miejsce. O ile szkło kolorowe, jak choćby słynne „antico”, ma swoich wielbicieli, o tyle kryształ jeszcze nie doczekał się pełnej „rehabilitacji”. I zresztą może na ową pełną rehabilitację bynajmniej nie zasłużył. Bardzo wiele tzw. rżniętych kryształów wręcz oblepionych gęstą siatką rozmaitych szlifowanych dekoracji nigdy nie zyska miana szkła dobrego, dobrego wzoru. Ale na pewno w dawnej produkcji znajdziemy wiele przykładów pięknych szlachetnych kryształów, jak choćby wśród projektów Reginy Włodarczyk-Puchały czy Stefanii Rybus-Kujawy.
Artystyczne spojrzenie: Ekspozycja "Szklane życiorysy" po raz pierwszy oddaje hołd kobietom, których nazwiska, zwłaszcza w minionych dekadach, były zapomniane. Czy ten pierwszy pokaz będzie miał w przyszłości ciąg dalszy na kolejnej poświęconej im ekspozycji?
Barbara Banaś: Na wystawie prezentujemy prace 22 artystek. Rozpoczynamy od pionierek „ładowskich” plastyczek Haliny Jastrzębowskiej i Wandy Zawidzkiej-Manteuffel, które w 1947 roku jako pierwsze przygotowywały nowe wzory w hucie „Józefina” w Szklarskiej Porębie, przez pierwsze pokolenie uczennic prof. Stanisława Dawskiego – Reginę Włodarczyk-Puchałę, Erykę Trzewik-Drost, Stanisławę Paczos, Barbarę Urbańską-Miszczyk. W tej ciekawej dekadzie lat 60. działały także Janina Węcewicz-Macek i Barbara Kaczmarek-Górska. Kolejną grupę tworzą związane z krakowską hutą przy Lipowej – Barbara Świstacka, Zofia Pasek i Monika Orkusz. W tej samej dekadzie lat 70. rozpoczynają swoją projektancką przygodę – Ewa Gerczuk-Moskaluk, Maria Słaboń, Stefania Rybus-Kujawa, Zofia Szmyd-Ścisłowicz. Kolejna grupa bohaterek to artystki, które projektowaniem szkła zajmowały się krótko, bądź nawet okazjonalnie – co jest świadectwem zmieniających się czasów i możliwości realizacji w zawodzie. Są to Lucyna Pijaczewska i Krystyna Schwarzer-Litwornia. I tak dochodzimy do okresu transformacyjnego przełomu i końca milenium – tu oblicze projektantki szkła to postaci Małgorzaty Dajewskiej, Katarzyny Hałas, Agnieszki Leśniak Banasiak, Aleksandry Kujawskiej i Agnieszki Bar. Ta wystawa jest, mam nadzieję, opowieścią o zmieniających się postawach, o indywidualnych wyborach, o poszukiwaniach piękna, kompromisach i realiach przemysłowej codzienności. Projekt „Szklane życiorysy” traktuję jako otwarty, przede wszystkim, w obszarze dalszych badań. Liczę na to, że dzięki tej wystawie uda się np. dotrzeć do kolejnych informacji o mniej znanych projektantkach jak Janina Węcewicz-Macek z Zawiercia czy Stanisława Paczos, która związana była z hutą „Violetta” w Stroniu Śląskim. Być może ta ekspozycja da impuls do kolejnych wystaw realizowanych przez innych kuratorów w oparciu o inne zbiory np. kolekcje prywatne. Czas pokaże.
Artystyczne spojrzenie: Jakie jest Pani ulubione szklane dzieło spośród tych prezentowanych na wystawie?
Barbara Banaś: Nie potrafię odpowiedzieć. Jest tu naprawdę wiele wspaniałych prac. Najbardziej cieszą mnie dziś te, które udało się pozyskać do kolekcji muzealnej w ostatnich dwu latach, w trakcie przygotowań do wystawy. A są to m.in. prace Haliny Jastrzębowskiej, Wandy Zawidzkiej-Manteuffel, Barbary Urbańskiej-Miszczyk, Małgorzaty Dajewskiej, Katarzyny Hałas i pozostałych projektantek najmłodszego pokolenia.
Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na moje pytania.
Rozmawiała: Ewa Mecner
Foto: Arkadiusz Podstawka
Komentarze
Prześlij komentarz