W październiku chciałabym polecić wystawy, które oprócz pięknej formy wizualnej mają w sobie sporą dozę optymizmu, radości życia i koloru. Nic więc dziwnego, że zacznę od FEMININUM, Władysława Szyszki, krakowskiego malarza, który mistrzowsko portretuje kobiety, ubierając i rozbierając je niczym damy z minionych epok. O tym iż dzieła te powstały w trudnych pandemicznych czasach świadczą wyłącznie przemyślnie zaprojektowane maseczki namalowane na twarzach urodziwych kobiet, którym płeć męska składa wieczny hołd, uznając siłę i moc urody, inteligencji intrygujących bohaterek tych obrazów, nierzadko tak maleńkich, że trzeba się im przyglądać przez lupę.
Wśród najnowszych prac Władysław Szyszko sporo jest miniaturek utrzymanych w tonacji zielonej, choć pojawiają się też czarno-białe. Dominują jednak iskrzące się humorem i przyodziane w drogocenne ozdoby czarujące damy na portretach o rozbudowanym, za każdym razem odmiennym passe-partout. Na wystawie znajduje się kilkadziesiąt obrazów, które przyciągają wzrok, kuszą, wabią i budzą uśmiech u oglądających wystawę. W galerii Ryza mieszczącej się przy Małym Rynku (Mikołajska 4) w Krakowie poziom doskonałego warsztatowo malarstwa równoważy wysoka dawka historii sztuki (od manieryzmu po surrealizm), mitologii i dobrego humoru. Na wystawie codziennie można spotkać artystę, który oprowadza widzów, racząc ich anegdotami i opowiadając o genezie powstania prac. Ekspozycja malarstwa Władysław Szyszki jest zawsze wydarzeniem, więc warto skorzystać z okazji i zapoznać się z "Femininum". Wstęp na wystawę jest bezpłatny. Czynna jest do 30 października.
Kolejna niezwykła ekspozycja znajduje się dosłownie dwie ulice dalej, na Floriańskiej 22, gdzie gości prezentacja "Unnatural", czyli pokaz malarstwa Grzegorza Wnęka (bujna, oszałamiająca tropikalna roślinność "Ogrodu mięsożerców" dosłownie wsysa oglądającego do egzotycznego świata) i hiszpańskiego artysty Ignacia Perez-Jofre (rachityczne drzewka na długich, wątłych pniach są symboliczną ascetyczną wizją współczesnego chorego miasta-molocha). Patrząc na te prace ma się wrażenie jakby były to dwa oblicza klęski naszych czasów - niczym walka postu z karnawałem walczą bowiem ze sobą niedobór z nadmiarem, chorobliwy brak i pożerająca wszystko ludzka żądza posiadania.
Na wystawie ustawione naprzeciw siebie spoglądają ze ścian obrazy Grzegorz Wnęka gęsto wypełnione formami i osamotnione drzewka Ignacia Perez-Jofre osadzone w pustawych przestrzeniach upiornie białego papieru. Ta artystyczna konfrontacja, zmaganie się odmiennych wizji natury w niewielkiej sali Galerii Floriańska 22 to doskonała okazja, żeby zastanowić się nad współczesnym światem, podzielonym na tych, którzy odczuwają klęskę urodzaju i tych którzy cierpią głód i niedostatek. Te dwa oblicza natury widziane oczami wnikliwych obserwatorów można oglądać do 14 października. Wstęp wolny.
Na trzecią z polecanych przeze mnie ekspozycji zachęcam do udania się do szacownego Collegium Maius, gdzie mieści się Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na parterze w 5 salach dawnych lektoriów gości obecnie ekspozycja "W nurcie czasu. Romuald Oramus - malarstwo i grafika 1981-2021". Wspaniałe obrazy pogrupowane w tryptyki lub dyptyki, inspirowane francuskimi katedrami, wypełnione mistycznym blaskiem, pełne są jarzących się kolorów, rozświetlonych krwawych, złotych i niebieskich form, przerzucających pomost czasu między średniowiecznymi świątyniami oświetlonymi barwnymi szybkami witraży a współczesnymi odbiorcami patrzącymi z zachwytem na katedralne sklepienia i wiązki światła przenikające wnętrza. Na wystawie można obejrzeć cykle grafik, z których najdoskonalsze moim zdaniem to te o tematyce sakralnej, pokazujące wnętrza francuskich katedr, a w nich słynnego autora "W poszukiwaniu straconego czasu", czyli Marcela Prousta. Warto również obejrzeć prezentowany na wystawie film, w którym Romuald Oramus zdradza tajniki swojej pracy. Ekspozycja czynna jest do 15 stycznia 2022 roku. Wstęp wolny.
Czwarta z polecanych ekspozycji to malarska opowieść Karola Palczaka w mia art Gallery "Ogień i śnieg". Ta wrocławska wystawa to pozornie realistyczna narracja, która oglądana przez monitor komputera sprawia wrażenie fotograficznego zestawu kadrów z jakiegoś bieszczadzkiego filmu, którego akcja rozgrywa się zimą, a bohater albo próbuje popełnić samobójstwo albo toczy śnieżną kulę czy obserwuje lodowe bryły. Właściwie dopiero na żywo można przekonać się, że te fragmentarycznie uwiecznione przez artystę krajobrazy wcale nie zostały sfotografowane, lecz są bardzo starannie zainscenizowanymi hiperrealistycznymi scenkami. Warto zwrócić uwagę jak precyzyjnie, niczym w malarstwie dziewiętnastowiecznych artystów, namalowany jest otoczony dymem ogień żarzący się z wnętrza spróchniałego drzewa na tle złowrogiego pejzażu. Wystawa czynna jest do 16 października. Wstęp wolny.







Komentarze
Prześlij komentarz