"Rośliny w moich ostatnich grafikach są tylko znakiem" – wywiad z Iwoną Ornatowską-Semkowicz


W cyklu Wywiad z artystą - Iwona Ornatowska-Semkowicz 


Artystyczne spojrzenie: Pani najnowsze grafiki, jakie możemy obecnie oglądać w galerii Artemis, skupiają się na tematyce roślinnej, skąd ten temat, dotąd chyba nie pojawiający się w Pani pracach? 

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Rośliny w moich ostatnich grafikach są tylko znakiem, którym wyrażam treści nie związane z zainteresowaniem roślinnością i ich trwaniem czy ochroną. Jeśli występują to z powodu symboliki jaką zawierają. Ale pamiętam, jak to się zaczęło.  Już w czasie pandemii pewnego dnia weszłam do kwiaciarni. Zobaczyłam lilie. Poczułam ich zapach. Kupiłam je. W domu długo stały na stole. Ich zapach był narkotyczny. Nachalność tego zapachu chyba obudziła we mnie pomysł na ten cykl. Lilie stały się nośnikiem moich myśli.

Artystyczne spojrzenie: Wystawa Pani prac zatytułowana jest "Zmysły"? Jak rozumieć ten tytuł w kontekście wizerunków roślin, pojedynczych, samotnych, rozświetlających subtelnymi kolorami szare tło?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Siedząc obsesyjnie w zamkniętej, klaustrofobicznej przestrzeni łatwo rozbuchać wyobraźnię i dopuścić do siebie czucie wielu rzeczy, o których dotąd nie miało się pojęcia.

Artystyczne spojrzenie: Czy inspirowały Panią konkretne miejsca, gdzie miała Pani okazję obserwować kwiaty, czy są to rośliny wyobrażone, na swój sposób abstrakcyjne?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: W lecie dużo czasu spędzam nad jeziorem Głęboczek. Znam je już na pamięć. Od lat je fotografuję. Są tam  białe lilie wodne i wiem, że otwierają się w dzień, a w nocy zapadają się pod taflą wody i zamykają się. Ten bezruch nad jeziorem przed zmrokiem, gdy siedzi się wpatrując w wodę przypomina mi bezruch pandemiczny.

Artystyczne spojrzenie: Wydaje mi się, że ta pustka otaczająca pojedyncze elementy znajdujące się w centrum Pani grafik jest w jakimś sensie aluzją do sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się w czasie pojawienia się koronowirusa i lockdownu; czy się mylę? Czy takie zatrzymanie świata i odseparowanie ludzi od siebie, oddziałało również na Pani twórczość?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Wręcz boję się to powiedzieć, że przez ten czas wyjątkowy dotarło do mnie wiele rzeczy, których nigdy bym sobie nie uświadomiła. Bezruch, puste ulice, stan zawieszenia, nowy czas nieznany. Mam pracownię w domu, więc spędzałam tam czas od rana do wieczora albo nocą. Zrobił się ze mnie taki bardzo pracowity rzemieślnik, jak jakiś szewc albo kaletnik. Tak to odczuwałam. Ale zaczęłam się bać co będzie, gdy wróci normalne życie. Ta izolacja pociągnęła moją twórczość w głąb. Praca stała się lekarstwem na pandemię. Z czegoś negatywnego zrobiło się coś pozytywnego.


Artystyczne spojrzenie: W cyklu grafik "Zmysły" odnajduję nawiązania do małych mistrzów holenderskich tworzących w epoce baroku, skupionych na drobnych elementach, fragmentach świata, którym nadawali ważność przez umieszczanie ich na swoich obrazach. Chciałabym zapytać, czy w swoich pracach świadomie odnosiła się Pani do sztuki dawnej?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Lilie wodne i ogrodowe całkiem mnie opanowały i okazało się, że już nie mogłam wyzwolić się od tematu, który narzuciły. Właściwie to one wyprzedzały i prowadziły mnie coraz bardziej, nadając sens, który sam się wyłaniał z nich, ale również szły za tym odkrycia w samej robocie, technice. Po skończeniu tych cykli patrzę kiedyś w internet i tam znalazłam pracę Constantina Brancusiego z 1933 roku, fotografie "Lilie". Poczułam straszną zazdrość, że natrafiam na tak piękną pracę sprzed prawie stu lat, jakby wyjętą z moich myśli. Poczułam głębię tej pracy, która jakby chciała powiedzieć, żebym sobie za dużo nie wyobrażała na swój temat! 

Artystyczne spojrzenie: Pani prace graficzne prezentowane w Artemisie są niezwykle malarskie. Patrząc na nie przez monitor komputera ma się wrażenie, że to nie grafiki, lecz obrazy. Czy cykl "Zmysły" jest  swoistym wyjściem w kierunku malarstwa? Czy szykuje Pani również wystawę obrazów?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Tak. Grafika jest to erzac. Moje opory wobec malarstwa, które przecież kończyłam, są ogromne. W  grafikach łatwiej mi poszaleć, bo w trakcie pracy praktycznie nie widać efektu, co się robi. Obraz mnie zawstydza! Czyha białym płótnem. Można umrzeć ze strachu. A w  grafice  nie ma tej przerażającej konfrontacji z własną rozbuchaną nadzieją. Malarstwo to moje marzenie.

Artystyczne spojrzenie: Która z prac należących do tego cyklu  jest dla Pani najważniejsza?

Iwona Ornatowska-Semkowicz: Cykl jest dłuższy i jest praca, którą zrobiłam jako pierwszą. Jest to lilia ogrodowa, która była próbą zaczęcia tego cyklu, ale na wystawie jej nie ma.

Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodziła się Pani odpowiedzieć na moje pytania.


Rozmawiała: Ewa Mecner

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O malarstwie Waldemara Libery

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"