Wystawa fotografii Wojtka Wieteski zajmującego się uwiecznianiem chwil, sytuacji, miejsc, charakterystycznych postaci spotkanych w trakcie podróży, tym razem zagościła w budynku projektu Stefana Kuryłowicza, czyli Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu, w miejscu wręcz genialnym jako oprawa projektu. Wystawa "Paradise 101" wypełnia dwa piętra NFM i jest naturalnym tłem dla pokazu cykli zdjęć pokazujących Japonię i Japończyków. To opowieść o dzisiejszej Japonii, w której współczesność splata się z tradycją, widoki świętej góry Fudżi, umieszczone są obok migawek z życia japońskiej ulicy, a sumo istnieje obok japońskich hipsterów w wyrafinowanych strojach prezentujących się niczym na wybiegu modowym.
Są na tej wystawie widoki gór i fali morskich, są miejsca dziwaczne (salon z perukami, w którym ekspedientka wygląda jak manekin), są poruszające sceny z deszczowego miasta, w którym młoda Japonka pod parasolem taszczy okazały instrument muzyczny szlochając. Swoboda w chwytaniu migawek z życia mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni przypomina nieco sceny z życia codziennego uwieczniane przez mistrzów japońskiej grafiki. Niedawno w krakowskim Muzeum Narodowym otwarto wystawę drzeworytów barwnych Hokusaia, który był prawdziwym kronikarzem dawnej Japonii.
Wieteska jest fotografem wrażliwym na krajobraz, który kadruje w taki sposób, że mamy wrażenie iż jest to obraz jakiegoś nieszczególnie kojarzącego się z Japonią, lecz raczej wyobrażonego miejsca. Na ostatnim piętrze NFM widać powiększone do wielkości reklamowego billboardu widoki japońskiego wybrzeża, które wyglądają jak surrealistyczne obrazy wzięte z jakiegoś filmu. Mnie skojarzyły się ze słynnym przed laty "Koyaanisqatsi" kręconym w USA, w Utach, w parku narodowym Goosenecks.
Wieteska przygląda się miejscom i chwyta klimat, często używa form negatywowych, które nie tyle odrealniają kadry, co nadają im niepokojącej, chorobliwej atmosfery. Zawieszone u góry wielkiego holu NFM fragmentaryczne "portrety" japońskie pokazują głowę japońskiego wojownika z charakterystyczną fryzują z wygolonym pasem, ale i monumentalną górę Fudżi, groźną i odwieczną niczym skała wyłaniająca się z morza, którą możemy obejrzeć na IV piętrze NFM. Można tam obejrzeć portret pandemiczny (głowa okryta kapturem kombinezonu i twarz osłonięta przyłbicą). To co dawne wplecione jest w to co najnowsze. Japonia wyrastająca z tradycji, nigdy się jej nie wyrzekła. Przeciwnie. Charakter Japończyków, którzy w równym stopniu ze swobodą korzystają z najnowocześniejszych osiągnięć współczesności, jak oddają się kultywowaniu tradycji, na zdjęciach Wieteski uwidacznia się jakby mimochodem, poprzez pewne subtelne znaki. Artysta tworzy cykle zdjęć, z których każde ma jakąś swoją historię, swoją tajemnicę, opowiada o życiu i codzienności w Japonii.
Ta wystawa jest świetnie zaaranżowana. Japonia doskonale prezentuje się wśród falistych linii budynku NFM, gdzie światło, szyby, stalowe wzmocnienia ścian, są dodatkową dekoracją, na tle której fotografie te stwarzają niezwykłe wrażenie obcowania z tym co równocześnie nieprzeniknione, sekretne, tajemnicze i pełne podtekstów. Kim są japońscy bohaterowie fotografii Wieteski? Zwykłymi ludźmi czy tajemniczymi postaciami, które być może podczas podróży metrem wyobrażają sobie siebie jako bohaterów mangghi albo słuchają muzyki, wysyłając dziesiątki smsów? Intrygująca wystawa, szkoda, że tak słabo reklamowana.
Ekspozycja czynna do 29 sierpnia





Komentarze
Prześlij komentarz