Przejdź do głównej zawartości

Ekspresjoniści w Galerii Miejskiej


Wystawa "Po Nitce do kłębka" otwarta ponownie, po okresie zamknięcia instytucji kultury w obliczu zagrożenia epidemiologicznego, w Galerii Miejskiej we Wrocławiu, to pokaz swoistej zmiany warty w pokoleniu twórców kojarzonych z szeroko pojętym ekspresjonizmem albo Nowymi Dzikimi (Neue Wilde). Górne piętro wrocławskiej galerii, mieszczącej się w kamienicy przy ulicy Kiełbaśniczej, zajmują, w znakomitej większości wielkoformatowe, dzieła "klasyków ekspresjonizmu", o ile w ten sposób można określić malarzy obrazoburczych i daleko odchodzących od akademickich zasad konstrukcji obrazu. Mamy tu zatem nawiązujące do niemieckich ekspresjonistów malarskie prace Zdzisława Nitki, który w drugiej, mrocznej, czarnej sali umieszcza, niczym totem, głowę wilka na kolumnie, przyglądającego się obojętnie  dywanowi (!) pokrytemu bajecznie kolorową, psychodeliczną sceną z bostońskiej restauracji ("Highlands, piosenka Dylana"). 



Wilka, który nie zwraca najmniejszej uwagi na  przypominające kadry filmowe obrazy Piotra Kotlickiego o absurdalnych tytułach (np. "W tle słychać głosy nowo zakupionej fisharmonii", "Bezzacisze"), egzystencjalne dzieła Huberta Bujaka z napakowanymi, pozbawionymi odzienia siłaczami  i odrażające mięsokształtne stwory Bartłomieja Radosza, przeżarte chorą miłością ("Sick love"), które niemal natychmiast skojarzyły mi się z filmem "Wstręt" Polańskiego, z Isabelle Adjani w roli kosmetyczki, oddającej się miłosnym rytuałom z już pozbawioną ludzkiej formy istotą... 



"Po Nitce do kłębka" wystawa zmierza ku piwnicom, gdzie młodsze pokolenie artystów w niczym nie skrępowanym geście anektuje codzienność przerażającą i potworną, nasycając ją ironią, groteską, gniewem i perwersyjną mieszanką baśni i rzeczywistości. Ta wystawa jest gwałtowna, kolorowa, przerysowana, krzykliwa, jak czasy, w których przyszło żyć artystom, którzy prezentują w Galerii Miejskiej swoje prace. Bez tabu, bez skrępowania odsłaniają wszystko, co intymne. Gdy rozum śpi, budzą się potwory. Potwory w nas, ludziach, drzemiące zazwyczaj gdzieś głęboko...


Ludzie stają się świniami, jak na obrazie Mikołaja Sarzyńskiego, obłąkane białe rumaki ścigają mitycznego jednorożca powołanego do życia przez Konrada Żukowskiego; w krwawej poświacie kotłują się namalowane przez Julię Świtaj zwierzęta o rozwartych paszczach, a brzydkie bezuste dziewczyny, niczym zombie na prochach, zostały zatrzymane w dziwacznych pozach przez Paulinę Sanecką,  jakby przygotowane do biegu zawodniczki znieruchomiały pochylone na plastikowych ogrodowych krzesełkach, pod którymi siedzi łaciaty jak krowa kotek z diabelskim pyszczkiem (taki kotek może się przyśnić w koszmarnym śnie). 



Nie ma tu jasnych sytuacji, jest przyczajona wściekłość, wulgarność, a zwierzęce instynkty dochodzą do głosu. Dziwnie spokojne, choć nie pozbawione czarnego humoru, jawią się przy tym prace Martyny Czech ("Gatki  gacki", "Popielniczka"), które wieńczą prezentację, ukryte w ostatnich salkach galeryjnych piwnic. Ta wystawa jest jak zerwanie maski i wypuszczenie kłębiących się emocji, które stłumione przez miesiące zamknięcia nawarstwiły się i wreszcie znalazły ujście w tych gwałtownych ekspresjonistycznych scenach. Im dalej od turpistycznej elegancji (czy raczej elegancji "au rebours", na wspak) Zdzisława Nitki, tym wyraźniejsza dominacja perwersyjnego zezwierzęcenia, a ludzie stają się potworami, pozbawionymi kontroli i ulegającymi niskim instynktom. 


Na obrazach pojawiają się zdeformowane postacie i bazgroły przypominające zwykłe, banalne uliczne graffiti (Jakub Gliński). To wystawa, która pokazuje, że w kłębku są różne nici, różne style, różne narracje, ale łączy je gniew, wściekłość, która raz wylewa się ekstrawertycznie na zewnątrz, a innym razem stłumiona emanuje z pozornie introwertycznych, statycznych scenek. Muszę przyznać, że najbardziej na tej wystawie podobały mi się prace młodych artystek, ich świeżość, nieco arogancka i bezkompromisowa, przyćmiewa malarskie rozważania ekspresjonistycznych mistrzów. Warto obejrzeć tę wystawę aż do ostatniej malarskiej niteczki.

Ekspozycja czynna jest do 10 czerwca.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O malarstwie Waldemara Libery

Ekspresjonistyczne, mroczne portrety Waldemara Libery można obecnie oglądać w krakowskiej galerii Floriańska 22 na wystawie "Whateverities of 3D". Postacie, w większości o zdeformowanych twarzach, często z zaciśniętymi ustami i zamkniętymi oczami, zdają się być namalowane zgodne z twierdzeniem słynnego francuskiego ekspresjonisty rosyjskiego pochodzenia Chaima Soutine'a "Deformacja to życie". Waldemar Libera, urodzony  w 1983 roku w Tarnowie, ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest twórcą poruszającym się w szeroko pojętym nurcie ekspresjonistycznym. W jego pracach dopatrzyć się można fascynacji przedwojennymi ekspresjonistami (Kokoschka, Kirchner, Nolde, Rouault), ale też  rozwijającym się po II wojnie światowej abstrakcyjnym ekspresjonizmem spod znaku Bacona i de Kooninga. Bacon jak się wydaje najsilniej oddziałał na Waldemara Liberę, na jego sposób postrzegania postaci ludzkiej...

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...