Przejdź do głównej zawartości

"Pomysł „W głębi obrazu” narodził się w momencie, kiedy zostaliśmy niejako uwięzieni w miejscach zamieszkania" – wywiad z Łukaszem Huculakiem


Wywiad z artystą – Łukasz Huculak

Artystyczne spojrzenie: W Muzeum Narodowym we Wrocławiu do 25 lipca można oglądać wystawę stanowiącą połączenie sztuki dawnej i współczesnej "W głębi obrazu". Skąd wziął się pomysł na zajrzenie w głąb obrazu? Kiedy powstał ten projekt?

 

Koncepcja wyłaniała się stopniowo. Najpierw Jadwiga Sawicka zaproponowała, aby zrobić coś wokół tematu bezpieczeństwa i schronienia, potem ja, aby wykorzystać kolekcje muzealne Wrocławia i Przemyśla i nawiązać do obiektów historycznych.

Wystawy zacierające granice periodyzacji, kiedy obiekty historyczne zyskują nowy kontekst w wytworach aktualnej kultury wizualnej, wydają mi się bardzo interesujące. Pozwalają odnaleźć nieoczywiste powinowactwa, trochę w duchu Atlasu Mnemosyne Aby Warburga, trochę jakbyśmy odczytali przesłanie innej cywilizacji. Taka swoista „archeologia” obrazu może wydobyć z prawosławnego Sądu Ostatecznego związki narracyjne z Wojnami gwiezdnymi, czy w warstwie wizualnej z informacją wysłaną w kosmos na pokładzie sondy Pionier 11 w ramach programu Seti. Witalność tego projektu wynika ze zderzenia naszych ekspresji, mojej i Jadwigi Sawickiej, która odnosi się do obiektów muzealnych charakterystycznymi dla siebie środkami oraz naszej współpracy z pracownikami merytorycznymi obu muzeów, którzy pomagali wniknąć w historyczną materię, wydobyć z plątaniny znaczeń interesujące nas wątki. Wielkim entuzjastą projektu okazał się dyrektor Piotr Oszczanowski, któremu należą się szczególne podziękowania.

 

Artystyczne spojrzenie: Pana obrazy są eksponowane w Galerii Sztuki Europejskiej XV-XX wieku obok arcydzieła malarstwa XVI-wiecznego przedstawiającego mitologiczną historię Apolla i Dafne. Jak dokonał Pan wyboru tego a nie innego dzieła autorstwa  Abrahama Bloemerta? Czy najpierw oglądał Pan wszystkie inne obrazy, czy też od razu to dzieło manierystycznego mistrza zwróciło Pana uwagę?

 

Tak, choć to nie jedyny obiekt: są jeszcze nawiązania do kazania św. Antoniego, alegorii zmysłów, czy portretu Radziwiłła. Mieliśmy z Jadwigą Sawicką okazję, aby gruntownie zapoznać się z obiema kolekcjami, po Muzeum Narodowym we Wrocławiu oprowadzał nas dyrektor Piotr Oszczanowski. Sam bywam tam dość regularnie, lockdown to dobra okazja, aby wrócić do muzeów, które są w zasięgu ręki, docenić świetne ekspozycje, które nie wymagają odległych podróży. Projekt ma zachęcać również do tego. Obraz Bloemerta to nabytek dość nowy, z drugiej strony obraz bardzo wyjątkowy tematem, skalą i sposobem ujęcia. Ze szczegółami opowiadamy o tym wraz z dyrektorem i kuratorem projektu Piotrem Oszczanowskim w filmach dostępnych na stronie muzeum. Dla mnie najbardziej interesujące w tym obrazie jest pomieszanie motywów ludzkich i pozaludzkich, w niehierarchicznej konwencji. W opowieści Owidiusza dostrzegłem odległą prefigurację posthumanizmu.

Artystyczne spojrzenie: W Pana obrazach mamy jak sądzę do czynienia z fascynacją nie do końca poznanym światem roślin, które otaczają nas, ale uważamy je raczej za część codzienności, za „martwą naturę”, którą w swoich pracach Pan ożywił. Dlaczego za punkt wyjścia do stworzenia tych obrazów wziął Pan „duet mitologiczny” (Apolla i Dafne), przekształcając go w wirujący zestaw korzeni? Czy po to aby pokazać „tajemne życie roślin”?

Historia Apolla i Dafne to z jednej strony historia przemocy, z drugiej zaś piękna poetycka wizja antropomorfizująca rośliny i „roślinomorfizująca” istotę ludzką, znosząca kartezjańskie granice pomiędzy świadomymi istotami ludzkimi i wegetującymi, czyli właściwie nie istniejącymi, bo nie „żyjącymi”, organizmami roślinnymi. Ta fascynacja roślinami zaczęła się chyba od dendrytów, struktur mineralnych, które powstają pod wpływem określonych reakcji chemicznych, zazwyczaj układając się w naturalny sposób w kształt, przypominający strukturę drzewa, rośliny. Mechanizm ten był wykorzystywany w sztuce, obrazy przedstawiające jeźdźców w takim stworzonym „naturalnie” pejzażu można oglądać między innymi w muzeum w Chantilly. Ludzi od zawsze fascynowały obiekty, które powstając w wyniku procesów naturalnych, sprawiają wrażenie dzieła inteligencji, efektu jakiegoś mechanizmu selekcji i wyboru, świadomego działania. Świat roślinny stojąc gdzieś pomiędzy tak zwanym „światem ożywionym” i „nieożywionym”, z jednej strony unieruchomiony, z drugiej jednak podlegający cyklicznym procesom fizjologicznym, wydaje się bardzo ciekawy w relacji z organizmami zwierzęcymi. Pozornie będąc zupełnie odmienne, pod wieloma aspektami rośliny realizują podobne funkcje. Zwykle lekceważone, są przecież ilościowo najbardziej rozpowszechnioną masą organizmów wielokomórkowych na świecie. Roślin, w tym drzew, jest znacznie więcej i rozprzestrzeniają się znacznie szybciej, niż inne organizmy. A co najważniejsze, ich struktura bezpośrednio i silnie przypomina wiele naszych wewnętrznych organów i systemów: układ krwionośny, system nerwowy. To wszystko w jakimś sensie drzewa i krzaki, rośliny w środku nas.

 

Artystyczne spojrzenie: Temat roślinno-korzenny, podejmował Pan już w czasie rezydencji w Paryżu. Czy zatem dostosował Pan wcześniejsze zainteresowanie tym motywem do analizy dawnego obrazu, wiszącego na ścianie w muzeum?

Tak, pewne aspekty wizualne „heliotropii” są dość uniwersalne, a estetyka detalu interesuje mnie od dłuższego czasu. Pierwszą taką wystawą były Detale/Przestrzenie w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Od dłuższego czasu zwiedzając muzea równie dużą uwagę zwracam na obraz w całości, narracyjne toposy, jak i małe wycinki, często fragmenty drugoplanowe, które mogą wydawać się bez znaczenia, bardzo często jednak są bardziej bezpośrednimi nośnikami ekspresji i myśli artysty, niż nastawione na zadowolenie zleceniodawcy całości. Lubię więc odbywać takie wewnętrzne podróże „w głąb kompozycji” i znajdować dziwne, niepokojące, niestandardowe, nieoczywiste detale.

 

 

Artystyczne spojrzenie: Nie sposób nie spytać jaki jest obecnie Pana stosunek do dawnego malarstwa narracyjnego, czy wciąż stanowić może  intrygujący impuls dla współczesnego artysty?

Mój stosunek do sztuki historycznej jest bardzo podobny jak do sztuki aktualnej. Wizualność jest po prostu uniwersalnym wyrazem stanu intelektualnego i duchowego. Skala dystansu nie ma istotnego znaczenia, ewentualnie uatrakcyjnia przekaz. To tak, jakby doświadczać odleglejszej, bardziej egzotycznej formacji kulturowej. Poznawczo może to być bardziej interesujące, niż pozostać w granicach własnego „rewiru”. Ja osobiście bardzo lubię takie zderzenia. Jest to właściwie kwestia  scenografii, pewnych ram kulturowych: zobaczyć siebie i nasze problemy z perspektywy innego. Wycieczka cztery wieki wstecz może przypomnieć rzeczy ciekawsze, niż wycieczka do sąsiedniej dekady.

Artystyczne spojrzenie: W Pana twórczości sporo jest odniesień do świata roślin. Czy zatem jest Pan wielbicielem, obserwatorem i amatorem ogrodów? Czy ma Pan ogród lub miejsce,  gdzie podgląda Pan przyrodę?

Mam ogród, otaczam się roślinami, staram się spędzać sporo czasu w lesie. Interesują mnie te wszystkie organizmy, które, pozornie prymitywne i lekceważone, dają nieustannie dowody swojej ewolucyjnej skuteczności, rośliny, grzyby, porosty. Interesują mnie też rozmaite poszerzone definicje życia, inteligencji. Kiedy Lem pisał o tym, że nie ma możliwości kontaktu człowieka z cywilizacją pozaziemską, miał na myśli nasze nie kompatybilne systemy nerwowe. Mamy w jego literaturze sceny, w których spotykają się cywilizacje zbudowane na podstawach fizjologicznych tak odmiennych, że właściwie egzystując równolegle, praktycznie się nie zauważają. Bohaterowie Solaris nie mogą pojąć myślącej planety-oceanu, ziemscy eksploratorzy nie dostrzegają cywilizacji zbudowanej na podziemnej grzybni. Może rośliny czy śluzowce są takimi „kosmitami”, być może stanowią całkiem nieźle rozwiniętą cywilizację, której nie sposób docenić ludziom, którzy ewolucyjnie rozwinęli zupełnie inną metodologię przetwarzania informacji i komunikowania się?

Artystyczne spojrzenie: Wystawa „W głębi obrazu” przez długi czas była niedostępna dla publiczności z powodu zamknięcia muzeów w efekcie zagrożenia epidemiologicznego. Jak pandemia i lockdown oddziałały na Pana jako artystę? Czy więcej Pan dzięki temu namalował?

Właściwie tak, to był pracowity okres, w takich momentach szczególnych nasze umysły przyspieszają, rośnie ciśnienie i zapewne potrzeba ekspresji. To na pewno są ciekawe czasy, a ograniczenia mogą niekiedy inwencję pobudzać, nie zaś hamować. Pomysł „W głębi obrazu” narodził się w momencie, kiedy zostaliśmy niejako uwięzieni w miejscach zamieszkania, wzbudzona w nas została atawistyczna obawa przed światem zewnętrznym. Sztuka wydała się nam z Jadwigą naturalnym obszarem ucieczki, a obrazy historyczne rezerwuarem wyobrażeń, które bardzo przystają do aktualnego stanu zagrożenia. Weźmy choćby rozbudowaną ikonografię wanitatywną i eschatologiczną. W Przemyślu Jadwiga sięga po Męczeństwo św. Sebastiana, ja zaś po Sąd Ostateczny. We Wrocławiu oboje podjęliśmy wątek Wizji Ezechiela ze wspaniałego obrazu Tobiasa Fendta, ale również obrazy pozornie nie kojarzące się z zagrożeniem, które mogą dziś nabrać nowych znaczeń: Alegorie zmysłów, portret Radziwiłła czy wspomniany już Apollo i Dafne. Wydaje się, że mamy dziś do czynienia ze swoistym przełomem, dzieją się rzeczy, które pod koniec ubiegłego wieku, a nawet na początku naszego stulecia, wydawały się odległe lub niemożliwe. Klimat, posthumanizm i nowy materializm, wszystkie te zmiany światopoglądowe i ekonomiczne z którymi się mierzymy, przeglądają się bardzo ciekawie w ikonosferze malarstwa historycznego. Zyskują w wyobraźni niderlandzkiego manierysty czy ruskiego ikonopisa nowe znaczenia. Interesujące czasy wydobywają z tych, dobrze już znanych, opowieści nowe konteksty. 

Artystyczne spojrzenie: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Mecner

Foto: dzięki uprzejmości Muzeum Narodowego we Wrocławiu

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O malarstwie Waldemara Libery

Ekspresjonistyczne, mroczne portrety Waldemara Libery można obecnie oglądać w krakowskiej galerii Floriańska 22 na wystawie "Whateverities of 3D". Postacie, w większości o zdeformowanych twarzach, często z zaciśniętymi ustami i zamkniętymi oczami, zdają się być namalowane zgodne z twierdzeniem słynnego francuskiego ekspresjonisty rosyjskiego pochodzenia Chaima Soutine'a "Deformacja to życie". Waldemar Libera, urodzony  w 1983 roku w Tarnowie, ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest twórcą poruszającym się w szeroko pojętym nurcie ekspresjonistycznym. W jego pracach dopatrzyć się można fascynacji przedwojennymi ekspresjonistami (Kokoschka, Kirchner, Nolde, Rouault), ale też  rozwijającym się po II wojnie światowej abstrakcyjnym ekspresjonizmem spod znaku Bacona i de Kooninga. Bacon jak się wydaje najsilniej oddziałał na Waldemara Liberę, na jego sposób postrzegania postaci ludzkiej...

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...