Przejdź do głównej zawartości

Surromantyk, surrealista, erudyta, czyli o księgach artystycznych Zbigniewa Makowskiego

Zbigniew Makowski  to artysta, który  mówi o sobie  surromantyk. Mimo  85 lat wciąż tworzy i choć od  niemal 30 lat nie opuścił Warszawy (nie przybył również na otwarcie swojej wystawy do wrocławskiego Muzeum Narodowego), to bynajmniej nie ustaje w intensywnej twórczej aktywności. Ten urodzony w 1930 roku surrealista, który biegle włada kilkoma językami, w tym łaciną i greką, szczególnie ceni sobie intelektualne gry z malarstwem, kocha matematykę i filozofię, ma pracownię pełną oprócz własnych wciąż powstających prac, również przyrządów takich jak ekierki, kątowniki, linijki ("Jestem linearystą", powiedział w jednym z wywiadów), dzwonki, urządzenia muzyczne, pamiątki z podróży, liczne motta stworzone przez znanych ludzi. I książki.
Jest malarzem, rysownikiem, poetą, a przede wszystkim człowiekiem o niesamowitej wyobraźni, który w naszych skomputeryzowanych czasach, o zgrozo!, nie posiada nawet maszyny do pisania i doskonale się bez tego obywa.  Po studiach w pracowni kolorysty prof. Kazimierza Tomorowicza na warszawskiej ASP (1950-1956), kilkumiesięcznym pobycie stypendialnym w Paryżu i Prowansji, gdzie zetknął się z Andre Bretonem i środowiskiem francuskich surrealistów (wystawiał swoje prace z ugrupowaniem Phases), zaczął tworzyć swój własny, niezwykle oryginalny styl.
Początkowo skupiał się głównie na malarstwie olejnym, jednak już w początkach lat 70. zarzucił tę technikę na rzecz gwaszu i akrylu.  Zaczął też coraz bardziej poświęcać się swoim księgom artystycznym, które tworzył już we wczesnej młodości. W gimnazjum przerabiał zeszyty szkolne do języka polskiego i biologii, w które wklejał widokówki, ozdabiał rysunkami, tworząc  z nich małe dzieła sztuki. Z czasem fascynacja tworzeniem ksiąg pogłębiała się. Od lat zajmuje się już tylko księgami, które wciąż przemalowuje, zmienia, zszywa, sygnuje, nadając im czasem kilka dat, co dla przygotowujących wystawę we wrocławskim muzeum stanowiło nie lada problem. Księgi  jako byt wciąż "żywy", nieustannie podlegający artystycznemu działaniu twórcy, trudne są do jednoznacznego, stałego  opisu.
We wrocławskim Muzeum Narodowym można obejrzec około 90 ksiąg artystycznych i ponad 20 rysunków i obrazów olejnych.  W księgach znajdziemy prawdziwie surrealistyczne kompendium wiedzy, wspomnień artysty, refleksji na temat sztuki, zapisków na różne tematy. Inspiracje Makowskiego są rozległe - od malarzy renesansu i baroku (Botticelli, Caravaggio, El Greco, Rembrandt), po dzieła literackie i filozoficzne, a nawet ezoteryczne.
Na wystawie można obejrzeć znakomite warsztatowo rysunki i podziwiać napisy w różnych językach. To twórczość niezwykle hermetyczna, erudycyjna, trudna i fascynująca.  Ja z moją licealną zaledwie znajomością języków martwych daremnie próbowałam zrozumieć niektóre zapiski  umieszczone w księgach umieszczonych w szklanych gablotach. Z największym trudem udało mi się odczytać greckie słowa, jednak ani kontekstu, ani sensu pojąć nie byłam w stanie. Dzieła warszawskiego artysty  są jednak jak większość prac surrealistów - trzeba je, jak sądzę, spróbować przeniknąć w sposób poetycki - analizując poszczególne elementy, podziwiając skojarzenia, które w nas wywołują.
Fascynacja ezoteryką i magią nie była obca surrealistom. Szukali w tej sferze pomocnych "przejść" do świata podświadomości, do świata snów i marzeń sennych, które uaktywniały się niespodziewanie w odbiorcach.
Zbigniew Makowski pokazuje nam na kartach swoich artystycznych ksiąg zupełnie inny świat, nierealny, a jednak żywiący się realnymi doznaniami. Przywodzi na myśl twórczość belgijskiego surrealisty Paula Delvaux i oniryczne piękno, które jest niczym tajemnica - nie sposób przeniknąć jej zawartości, a kusi by ją poznać. Oglądając księgi artystyczne Zbigniewa Makowskiego pomyślałam, że jest  w nich coś co budzi tęsknotę za utrwaleniem chwil, które minęły, wrażeń jakie wywołały różne zdarzenia i postacie. Warszawskiemu artyście udało się zatrzymać i opisać czas i emocje, tym barwniej że dysponuje niezwykłą wiedzą z tak różnorodnych dziedzin, które nam, zwykłym śmiertelnikom, znane mogą być co najwyżej z podręczników akademickich, prac naukowych czy encyklopedii.
Bardzo polecam tę wystawę, która czynna będzie do 15 listopada 2015 r.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

„Natchnienie jest czymś ulotnym” – wywiad z krakowską malarką Ewą Kutermak-Madej

Artystyczne spojrzenie: Pochodzi Pani z rodziny artystycznej, czy zawsze wiedziała Pani, że będzie malarką?  Nie chciała się Pani zbuntować? Ewa Kutermak-Madej: Rzeczywiście pochodzę z rodziny artystycznej. Mój ojciec był pedagogiem ASP. Uczył rysunku i malarstwa na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Krakowie. Nie wyznaczało to jednak moich przyszłych wyborów. Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyłam Tatusiowi, dzierżąc szkicownik, w wypadach na łono natury i biorąc udział w plenerach, które prowadził dla studentów. Zapełnione szkicowniki nie były początkiem dalszej drogi.  Od 4 roku życia brałam udział w teatrzyku, który prowadził znany aktor Jan Niwiński. Z tej „stajni” wyrośli znani aktorzy Monika Niemczyk, Ryszard Filipski, poetka Halina Poświatowska, Mietek Grąbka, Anna Dymna, Jan Frycz.   Nie zdecydowałam się na tę drogę pomimo albo dlatego, że w wieku 9 lat zagrałam główną rolę w „Cudzie w Alabamie” w Starym Teatrze. Świadomie myśląc o przebytyc...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...