Przejdź do głównej zawartości

"Reniferek" w Capitolu




Po dwóch  monodramach "On (Baz)Air" Rafała Derkacza (grudzień 2025) i "Za ładna" Magdaleny Szczerbowskiej (luty 2026) Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu przygotował  jeszcze jedną  interesującą premierę - "Reniferka" według tekstu szkockiego aktora i komika Richarda Gadda, opartego na jego własnych przeżyciach z początków kariery. Tekst ten stanowił najpierw źródło monodramu granego przez Gadda w Edynburgu, a następnie posłużył za kanwę netflixowego miniserialu, który cieszył się dużą popularnością.  Na deskach wrocławskiego Capitolu na Scenie Restauracja mogliśmy 15 maja obejrzeć polską wersję "Reniferka" wyreżyserowaną przez Filipa Kowalczyka z brawurową rolą Jana Kowalewskiego, z mocnym, choć jedynie głosowym, wsparciem fantastycznej Emose Uhunmwangho. 

Kowalewski to, podobnie jak bohater monodramu Gadda, młody aktor. Jest znany capitolowej  publiczności np. z roli Romea w spektaklu "Romeo i Julia"  w reżyserii Jana Klaty. W "Reniferku"  gra rolę młodego mężczyzny, który po molestowaniu seksualnym przez starszego mężczyznę, scenarzystę, opuszcza szkołę aktorską i  zatrudnia się w pubie, próbując równocześnie własnych sił w niezależnych pokazach stand-upowych. Obraca się tu w środowisku heteronormatywnym i zależy mu, aby uchodzić za heteryka, dlatego pewnego wieczoru pozwala sobie na żarcik w stosunku do czterdziestoparoletniej bywalczyni pubu. Ta jednak niespodziewanie traktuje ów żart jako poważną deklarację i zaczyna stalkować młodego mężczyznę, nazywając go jak pluszaka z dzieciństwa. 

Początkowo Reniferek traktuje ich "relację" jako zabawę,  słowną grę z kobietą, której tak naprawdę nie zna, zwłaszcza że zależy mu, aby koledzy z pubu uważali go za kobieciarza, co jest zupełnie sprzeczne z jego orientacją seksualną. Stalking staje się coraz poważniejszy i coraz bardziej toksyczny. Mężczyzna dostaje tysiące esemesów i jest coraz bardziej przerażony, bo nie wie jak to zakończyć, a sytuacja ta zaczyna go przytłaczać. 

Ubrany na czarno Jan Kowalewski  na tle jaskrawo czerwonej pluszowej kotary, gra w capitolowym spektaklu kilka osób równocześnie. Momentami jest zabawny i  wywołuje śmiech  widzów, chwilami  zaś, jako zestresowany młody człowiek, zaczyna  miotać się i przeklinać; by potem, jako Scott nierozumiejący sytuacji, wysyłać  esemesy o seksualnych podtekstach w imieniu Reniferka, podpuszczając stalkującą Marthę (Emose  Uhunmwangho o charakterystycznym głosie, który łatwo rozpoznać, jeśli się go choć raz słyszało, znakomicie stopniuje napięcie w rozmowach z Reniferkiem - najpierw jest flirtująca, uwodzicielska, a potem zaczyna się zachowywać groźnie i przesuwa granice dobrego wychowania i stosunków między obcymi w gruncie rzeczy wobec siebie osobami z pubu). 

Jan Kowalewski pokazuje jak postać Reniferka zmienia się i jak dobre wychowanie i uprzejmość zaczyna walczyć w nim z wściekłością. Najzabawniejsza jest jego rola jako typowego nieco głupawego policjanta (z wielkim pączkiem!), któremu w końcu po 1,5 roku zgłasza sprawę stalkingu. Problem prześladowania kobiety przez mężczyznę jest dla gliniarza zrozumiały, ale odwrotna sytuacja, czyli ta, w której znalazł się Reniferek, budzi  na komisariacie zdziwienie, a nawet śmiech. Dopiero po jakimś czasie bohaterowi udaje się uzyskać zakaz zbliżania się Marthy do niego., ale wtedy dzieje się coś niewiarygodnego. Reniferek zaczyna zamartwiać się ciszą, która zapadła. Jakby tęsknił za tą niekomfortową przecież sytuacją. Martha milczy, a Reniferek się niepokoi. Jest człowiekiem, który sam już nie wie czego chce lub wydaje mu się, że chce, bo znalazł się w patowej sytuacji. 
Prywatnie pozostając w związku z trans kobietą nie umie się do tego przyznać oficjalnie, a gdy stalkerka się o tym  dowiaduje, rzecz jasna wykorzystuję to do dalszego dręczenia aktora. Scena bójki na zaimprowizowanym na scenie niewidzialnym ringu jest kwintesencją absurdu, w jakim coraz bardziej pogrąża się bohater. Martha wrzeszczy i wyzywa na pojedynek Terry, partnerkę Reniferka. Bohater spektaklu  traci wszystko - jego partnerka odchodzi, a on sam musi się wynieść z wynajmowanego mieszkania, bo właścicielkę nachodzi jego prześladowczyni. Cały czas jednak  Renierek nie potrafi przyznać się (nawet przed sobą), kim jest. Wstydzi się wyznać otoczeniu prawdę o sobie. I choć zaczyna zachowywać się coraz bardziej autodestrukcyjnie, to nie wie jak z tego wybrnąć i w gruncie rzeczy sam siebie oszukuje.

Prześladowanie przez kobietę i wepchnięcie w sytuację, z którą sobie nie radzi, budzi w nim poczucie głębokiego lęku, a nawet przywołuje myśli, że może jest człowiekiem lubiącym chaos, więc go bezwiednie do siebie przyciąga. Stalking nie jest tu jedynym problemem. Bohater sam nie wie, co czuje i jak potoczy się jego kariera, z nieodłącznie przyssaną do niego esemesami i mailami, starszą od niego kobietą. 

Spektakl w Capitolu trwa godzinę i piętnaście minut i czas ten jest szczelnie wypełniony scenami, które bawią, szokują, bulwersują, ale i wzruszają (bo w pewnym momencie litujemy się nad nieszczęśnikiem, którego za cel erotycznych zakusów obrała sobie psychicznie niestabilna eksprawniczka). To niełatwy monodram, bo Jan Kowalewski grał chwilami jednocześnie kilka ról naraz. Jest i katem i ofiarą,  rozemłanym stróżem prawa  i trans kobietą z penisem i doktoratem, wciela się w napastującego scenarzystę w czarnych okularach i  sobą samym w wersji studenckiej, aktorskiej i kelnerskiej. I chociaż tematy poruszane w monodramie są poważnego kalibru, to sporo scen,  a nawet piosenek śpiewanych przez bohatera, jest po prostu zabawnych.

Premiera spektaklu odbyła się 15 maja w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu


Foto: Łukasz Giza

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik, Ewa Partum, Zdzisław Jurkiewicz, Maria  Pinińska-Bereś, Teresa Kelm i Zygmunt Krauze — prace tych i innych klasyków  polskiej sztuki współczesnej zobaczyć można będzie na przekrojowej wystawie Przestrzenie  w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa "Przestrzenie" przybliży ważne zjawisko w sztuce drugiej połowy XX wieku, w którym  tworzywem i tematem realizacji łączących różne media stała się przestrzeń. Termin  environment (ang. — otoczenie) wyprzedza o kilka dekad pojęcie instalacji artystycznej  i charakteryzuje wykreowane przez twórców „światy”, w których zmysły widza poddawane  są działaniu różnych bodźców. Będzie to opowieść o artystycznych eksperymentach, w których  malarstwo łączy się z architekturą, dźwiękiem i działaniami performatywnymi.  W ramach wystawy prezentowanych będzie pięć rekonstrukcji historycznych realizacji  environment, powstałych ponad pół wieku temu — w tym trzy pokaza...

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Na czerwcowej konferencji prasowej w Operze Wrocławskiej zapowiedziane zostały premiery (4 operowe, 2 baletowe) zaplanowane na nadchodzący sezon 2025/2026 oraz spektakle upamiętniające wybitne, lecz nieżyjące już postacie związane z wrocławską Operą: Ewę Czermak ( koncert 30 sierpnia) i Macieja  Krzysztyniaka (8 października).  W latach 1988-2015 Ewa Czermak wykreowała na deskach wrocławskiej sceny wiele pamiętnych ról. Widzowie do dziś wspominają jej sopran liryczny z takich kreacji jak Micaela (Carmen), Mimi (Cyganeria), Hanna (Straszny Dwór), Desdemona (Otello), Pamina (Czarodziejski Flet), Agata (Wolny Strzelec), Zuzanna (Wesele Figara) i wielu innych. B yła również pedagogiem, profesorem wokalistyki na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie kształciła studentów odnoszących dziś sukcesy na operowych scenach w kraju i za granicą. To właśnie ich występy usłyszymy w trakcie koncertu. Ponadto na skrzypcach towarzyszyć im będzie syn solistki, Adam Czerma...

Rozpakowanie polsko-białoruskiej historii

"Un-packing" to sztuka białoruskiego dramaturga Mikity Iłynczyka  zainspirowana książką Anety  Prymaki-Oniszk "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia". Wieloznaczną, pełną podtekstów, mrocznych  odniesień  do autentycznych historii Podlasia political fiction, wyreżyserowała  Katarzyna Kalwat bardzo subtelnie prowadząc aktorów i tych z zespołu Wrocławskiego Teatru Współczesnego i tych warszawskich (spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Dramatycznym imienia Gustawa Holoubka w Warszawie).  Tytułowe rozpakowywanie rozgrywa się w "tiktokowym domku" posłanki Joanny Jachimczuk  (Ewelina Paszke-Lowitzsch), która nagrywa tu spot wyborczy z uchodźcami w tle; choć powinni być w roli głównej, to jednak sprowadzeni są przez nieco nieogarniętą polityczkę do roli milczących obserwatorów, którzy przez długi czas po prostu siedzą i czekają. Scena zastawiona jest kartonami. Nawet łóżko jest wykonane z kartonów, a uchodźcy są niczym przedmioty porzu...