"Państwo Snu" we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w reżyserii Michała Kmiecika, na podstawie książki malarza i rysownika Alfreda Kubina "Po tamtej stronie" to ponad trzygodzinna oniryczna podróż do wnętrza koszmaru, w którym Rysownik (Mariusz Bąkowski) wkracza do surrealistycznej rzeczywistości, mrocznej i pełnej klaustrofobicznych sytuacji. Ten spektakl z niemal filmową muzyką Wojciecha Kucharczyka i genialną podwójną rolą Macieja Tomaszewskiego (wspaniały, wyrazisty, znakomicie podkreślający cechy granych postaci głos, jakiego już nieczęsto można posłuchać w najnowszym polskim teatrze!) to skrzyżowanie retro klimatu z lat 30. XX wieku (trochę jak z dusznej i perwersyjnej Republiki Weimarskiej), prozy Franza Kafki i filmów Petera Greenawaya.
"Państwo Snu" to epicki, fascynujący i groteskowy obraz teatralny, który budzi grozę tak bliski jest współczesności i jej demonom. Dużo tu malarstwa i scen, które wyglądają jak wyjęte z konkretnych obrazów. Już pierwsza scena wygląda jak z surrealistycznych obrazów Rene Magritte'a, a zapraszający do "Państwa snu" agent (Miłosz Pietruski) w meloniku i garniturze na tle krwisto czerwonej kurtyny wygląda jak z ożywionego obrazu Magritte'a. Ubrany na czarno pan w meloniku i garniturze to postać pojawiająca się często na obrazach belgijskiego surrealisty.
Elementy scenografii w spektaklu WTW są ruchome i stanowią części niewielkich pomieszczeń, które łatwo jest rozmontowywać i zmieniać. To motyw bliski specyficznej przestrzeni wykreowanej na obrazach ekspresjonistów niemieckich (Kubin był związany z ekspresjonistycznym ugrupowaniem Der Baue Reiter) i filmom Friedricha Wilhelma Murnaua ("Nosferatu symfonia grozy") czy Roberta Wiene ("Gabinet doktora Caligari").
W spektaklu wyreżyserowanym przez Michała Kmiecika dostrzec też można coś z filmów brytyjskiego artysty i reżysera Petera Greenawaya (sposób przemieszczania się postaci pomiędzy elementami zmieniającej się scenografii, epizodyczne pojawianie się i znikanie postaci na scenie, chłodny erotyzm, motyw obłędu i niezrozumienia, tworzenie malarskich scen i otaczanie bohaterów dziełami sztuki dawnej, np. Rembrandta czy nowej - obrazy gazetowego ilustratora Nicolasa Castringiusa).
Domy w Perle, która jest stolicą Państwa snu, przywiezione z prawdziwego świata, mają swoje upiorne historie. Bywały miejscem mordów (młyn, o którym mówią bohaterowie, ale go nie widać), perwersji (burdel u madame Adrienne) i samobójstw (mąż pani Goldschlagerowej, granej przez Jolantę Solarz - Schwed).
Główny bohater zachęcony przez tajemniczego agenta Franza Gautscha (Miłosz Pietruski) wysłanego przez dawnego szkolnego kolegę Klausa Paterę (Tomasz Taranta), decyduje się przyjąć propozycję nowej pracy i przenieść się wraz z żoną (Dominika Probachta) do stworzonego przez Paterę Państwa, w którym ma zamieszkać i zbudować nowe, lepsze życie. Skuszony pokaźnym czekiem zgadza się i, jak to zwykle bywa, są to "miłe złego początki".
Skromny, choć utalentowany Rysownik - dostaje pracę w jednej z trzech istniejących w Państwie gazet i jak się dowiaduje, zastąpi wyrzuconego nagle z posady, dotychczasowego ilustratora. Nowy rysownik, a zwłaszcza jego żona, nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji.
Wynajmuje mieszkanie w kamienicy należącej do bogatego Odoakra von Lampenbogena. To genialna rola Macieja Tomaszewskiego, który nie rozstaje się z futrami i swoją urodziwą żoną Melittą, jak się domyślamy wziętą z burdelu (Anna Kulińska-Kieca), wystylizowaną jak postać z autoportretu młodej Boznańskiej (suknia, fryzura) albo obrazów Toulouse-Lautreca czy Maneta.
Postacie ubrane są w niezwykle wyrafinowane stroje (za kostiumy odpowiada Natalia Burzyńska - wielkie brawa): Rysownik i jego powoli wpadająca w obłęd żona na granatowo-czarno, a zdegradowana Księżniczka von X (świetna Beata Rakowska, która rozwścieczona nieustannym hałasem w kamienicy, krzyczy bez końca: "Małpy, malarze i kurwy!" - bo jest tu i małpa!) występuje w eleganckiej burgundowej sukni, z narzutką w kolorze wina i czerwonym fascynatorem wpiętym w starannie uczesane włosy.
W Kamienicy, gdzie zamieszkuje Rysownik i jego żona, mieszają się wszystkie klasy społeczne - biedni i bogaci, wysoko urodzeni i nędzarze, ludzie których przywiodła tu chęć zmian i polepszenia swojej sytuacji finansowej i żądni uznania swego statusu przez innych. To osobliwe, nie do końca realne miejsce, jest jakby zamrożoną przeszłością, w której jakoby spełniają się marzenia. Z czasem jednak mieszkańcy przekonują się, że te marzenia stają się koszmarami. Z Państwa snu nie sposób się wydostać, ludzie tu gnuśnieją i przestają zwracać uwagę na zło, które panoszy się bez sprzeciwu kogokolwiek.
Rysownik zdaje się wpadać w pułapkę czasu i miejsca. Nawet gdy jego żona zapada na tajemniczą chorobę psychiczną i umiera, on nie bardzo ma ochotę się stąd wydostać. Wręcz przeciwnie. Podczas stypy, zamiast rozpaczać po śmierci żony, flirtuje z piękną żoną właściciela kamienicy.
Wszędzie unosi się woń starzyzny i grzechu. Handlarz Max Blumenstich (Przemysław Kozłowski) żyje otoczony stertami książek, niczym Ojciec ze "Sklepów cynamonowych" Schulza. Profesor Korntheur (Zina Kerste) badająca wszy kurzowe zoolog, pozornie zatopiona w książkach, korzystając z nadarzającej się okazji, oddaje się bezwstydnie uwodzicielskim tańcom z Melittą. Mordercy i zbrodniarze, władca, któremu oddaje się cześć oraz prawdziwy baron (znakomity młody aktor Adrian Wójcicki grający cynicznego, ale i bezwolnego dandysa Hectora von Brendela, który nie opiera się niczemu, co go spotyka) - wszyscy oni w tym wysysającym wolę świecie Państwa snu podporządkowują się panującym zasadom.
Dopiero pojawienie się podejrzanego amerykańskiego milionera Herculesa Bella (Krzysztof Ogłoza), który jako Wysłannik Lucyfera namawia do zbuntowania się przeciwko władcy i przejmuje gazety, by propagować własne idee, sprawia, że Państwo snu zamienia się w Państwo koszmaru, które z wolna staje się niepokojącym anachronicznym światem, gdzie ludzie umierają, popełniają samobójstwa, piją w gospodzie i oddają się klimatowi rozpusty i upadku. Jak się okazuje, tak naprawdę nikt nie zyskuje na zamieszkaniu w Państwie snu. Nawet jego władca.
W spektaklu są postacie, które Państwo snu pożera, po trochu, po kawałku, zabijając ich indywidualność. Są tupkazane przeciwstawiane sobie osobowości. Skromny, nieco nieśmiały Rysownik i rozbuchany, temperamentny Von Lampenbogen, który gdy występuje w roli premiera, przywdziewa gigantyczne białe futro, a gdy jako lekarz udaje się z wizytą do żony Rysownika, ma ze sobą torbę lekarską i dużo skromniejsze brązowe futro.
Ironiczna profesor Korntheur, pozornie zimna intelektualistka, ochoczo zgina kark przed władzą, symbolizowaną przez zamknięte drzwi szafy powtarzając "Panie, stoję przed tobą" i nie sposób nie przywołać tu, porównując, słynnej sceny z Jarząbkiem mówiącym do szafy w "Misiu". Ta scena wywołuje śmiech widowni, i jest to jedna z wielu aluzji, mrugnięć okiem do publiczności, która co prawda ulegając iluzji śmieje się, ale nie jest to wyzwalający śmiech. To co śmieszne występuje w spektaklu bardzo blisko grozy, w którą może się niespodziewanie przekształcić błaha sytuacja. Aktorzy znakomicie wyczuwają tu podwójność, schizofreniczność przedstawianego świata, w którym mieszkańcy Państwa snu egzystują, powoli staczając się i zapadając w sen. Scena powszechnego zasypiania jest tu znacząca - gdy powoli wszyscy zapadają w sen, ostatnim walczącym ze snem i nie śpiącym do końca jest Rysownik...
Nie sposób nie wspomnieć o muzyce (Wojciech Kucharczyk), która przypomina hollywoodzkie filmy, nawet może klasyczne westerny, snuje się niczym dym, zatapiając postaci w oparach narastającego absurdu, i sprawiając, że bohaterowie kołysani są do snu i tylko momentami wyrywają się z tego muzycznego uwodzenia. Ta muzyka jest tłem dla akcji, pełnym asocjacji i metafor. Splata się z kolorowymi światłami i rozmywa kontury teatralnej rzeczywistości.
Dokonana przez Michała Kmiecika adaptacja jedynej książki napisanej i zilustrowanej przez Alfreda Kubina "Po tamtej stronie" ("Die andere seite" - polskie wydania nie zawierają ilustracji) jest jak sądzę w pewien sposób literacko-malarską zapowiedzią czasów, które nadeszły w latach 30. XX w. wraz z dojściem do władzy nazistów. Na scenie WTW pojawia się stojąca w pokoju drewniana trumna, motyw choroby umysłowej i śmierci dotychczas zdrowej i nie przejawiającej skłonności do obłędu młodej kobiety, a także niepokojący identycznie ubrani mężczyźni mający zamurować okna mieszkania Rysownika.
W spektaklu mamy do czynienia także z odniesieniami do naszej rzeczywistości, pełnej wielkich oczekiwań, gorączkowego rzucania się w nowe doświadczenia, chwytania okazji awansu i możliwości realizacji ukrytych pragnień (władzy, pieniędzy, miłości, sukcesów), a także zetknięcia się z destrukcyjnym działaniem na jednostki doznawanych porażek.
Ten spektakl jest długi i niepokojący. Ponad trzy godziny tkwimy wraz z aktorami w innym świecie. Patrzymy jak Państwo Snu powoli staje się Państwem Koszmaru, a jego władca, pokonany i odarty z szat, może już tylko leżąc na ziemi, patrzeć na swoją klęskę.
Premiera na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego 9 maja
Foto: Filip Wierzbicki
Komentarze
Prześlij komentarz