Przejdź do głównej zawartości

Krakersowi "Łowcy, zbieracze i praktycy przyszłości"



Tegoroczna jubileuszowa edycja Cracow Art Week, odbywająca się już po raz 15 w Krakowie, zorganizowana była z ogromnym rozmachem. W dniach 23-30 kwietnia w dużych i małych galeriach, ale i w muzeach (MOCAK, Collegium Maius) czy przestrzeniach uczelnianych (Akademia Sztuk Pięknych, Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej) odbyło się mnóstwo ekspozycji, performansów i akcji, w których uczestniczyli nie tylko debiutujący artyści, studenci, ale i twórcy już uznani.

Oddano także hołd artystom, a raczej artystkom już nieżyjącym, nieco zapomnianym, ale jak się okazuje wciąż żywo oddziałującym na młodych twórców (indywidualnych i działających jako kolektywy). Działo się dużo i różnorodnie. Wernisaże często czasowo nachodziły na siebie, a ekspozycji było w całym Krakowie tak dużo, że nie sposób było obejrzeć choćby połowy (70 lokalizacji!), nie wspominając już o programach oprowadzań i spacerów, na które trzeba się było zapisać (cieszyły się dużą popularnością). Kraków wypełniła sztuka nieznana, znana i bardzo znana, w miejscach, których byśmy się nie spodziewali. 

Tytułowi łowcy wspomnień, chwil minionych, doznań wszelakich, zbieracze i kolekcjonerzy pokazali swoje prace. I było w nich sporo zaskakujących wątków (instalacja w przestrzeni publicznej Szkic Pomnika Ofiar Eksmisji autorstwa Łukasza Surowca - konstrukcja składająca się z walizek, połamanych mebli i tzw. maneli była tu swoistym signum temporis - dość przerażającym i przygnębiającym dla widzów oglądających ten obiekt nieopodal przystanku Filharmonii). 

Artyści pokazywali prace i swoje "kolekcje". To czym się zajmują na co dzień i czym żyją, czym się otaczają i co ich martwi, przeraża, doprowadza do depresji, ale też bawi. Pokazywali też świat uczuć i przeczuć. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie wystawa w galerii Subteria - podziemna, mroczna, drastycznie obnażająca status współczesnego młodego artysty i jego lęków - o znamiennym tytule "Need to speed". Mocne przesłanie mieli także artyści z Pracowni Rysunku IV z Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych. Instalacja dźwiękowa "Dziura w pościeli", to moim zdaniem jedna z najbardziej interesujących prac podczas tegorocznego KRAKERS-a. W studenckiej galerii ASAP zaaranżowanej w holu na parterze Akademii Sztuk Pięknych było też kilka innych intrygujących prac, w których dostrzegalne były inspiracje dawnymi formami użytkowymi (w jednej z  rzeźbiarskich instalacji -"Pamięci zimozielonych" - wykorzystano ludowy motyw  podłaźniczki) albo  zabawkowe konstrukcje z niepotrzebnych brzydkich maskotek Labubu. W instalacji "Bubu Tower" nagromadzono ich tu całkiem sporo, co robiło raczej dość posępne wrażenie. Te modne gadżeciki  niegdyś masowo kupowały nie tylko mamy swoim małym córkom, ale i nastolatki, aby przywiesić sobie przy torebkach. Co  potem, gdy przestały się cieszyć popularnością, się z nimi stało? "Kto je kupi, kto je pokocha?" pytają młodzi artyści.

W Galerii Szara Kamienica Tomek Baran pokazał wystawę "Tiruriru", na której można było skonfrontować się z nagromadzeniem osobistych artefaktów i zatrzymanych na płótnach i innych podłożach momentów z życia. Trochę intymnie, trochę ekscentrycznie, trochę uczuciowo, ale i z humorem. 

W starych zabytkowych kamienicach artyści uchylali rąbka tajemnicy procesu swojego tworzenia - tak było m.in. w galerii Floriańska 22, gdzie troje grafików zaaranżowało surrealistyczną przestrzeń wypełnioną pracami, w których rola przypadku w działaniu twórczym stawała się tytułowym FATUM. 

Warto wspomnieć też o jednoczącej różne aspekty twórczości roli koloru. W kawiarni U Pęcherza w podziemiach Collegium Maius na średniowiecznych ścianach zawisły granatowe obrazy ("BLUE is the warmest colour"). Były tu i portrety, ale i pejzaże ze sztafażem  (dowcipny "Idzie na kury" akryl na płótnie autorstwa Patrycji Madej); obrazy o tematyce animalistycznej (niemal secesyjne kocie obrazy Olgi Porczyńskiej), ale i prace abstrakcyjne ("Nowoforma" grafika cyfrowa Leona Tabora). 

Na św. Jana 30 w  Galerii Pod Pawiem  krakowska rzeźbiarka i performerka Maria Niewiadomska zaaranżowała różowy świat, zmysłowy i feministyczny, nie pozbawiony elementów teatralnych i groteski. "Idzie różowa" tak brzmiał tytuł ekspozycji, która dzień po otwarciu kontynuowana była spacerem performatywnym po krakowskich Plantach (Spacer z Różem Teatru Nikoli). Akcentów feministycznych było sporo. Jak już wspomniałam wydobyto z zapomnienia dwie artystki i ich twórczość. W Galerii Dyląg przy św.Tomasza można było obejrzeć zrekonstruowaną pracownię krakowskiej malarki Ewy Kierskiej - pełną jej obrazów (znakomite były zwłaszcza namalowane przez nią martwe natury), wierszy, mebli. Ewa Kierska (1923-2013) zaprzyjaźniona była z Tadeuszem Różewiczem, który bardzo cenił jej twórczość. Galeria Dyląg już w 2015 roku w ramach KRAKERSa prezentowała prace tej artystki (rysunki do prozy Brunona Schulza). 

Drugą ważną postacią, o której  zrobiło się głośno  po otwartej w 2024 roku ekspozycji w Muzeum w Skierniewicach, jest Estera Karp, urodzona w Skierniewicach w 1897 roku, a zmarła w 1970 roku w Paryżu. Na ekspozycji w galerii Międzynarodowego Triennale Grafiki, mieszczącej się w starej kamienicy przy krakowskim Rynku w dwóch pomieszczeniach zgromadzono znakomicie przygotowaną aranżacyjnie zbiorową wystawę prac Estery Karp i kilku artystek, które wspaniale dialogują z jej twórczością ("Kolorami mnie ratuj"). Wystawa była otwarta już wcześniej, przed Krakersem, ale doskonale komponowała się z klimatem tegorocznej edycji, w której dużo było kobiet-artystek. Wernisażem wystawy Dąbrówki Sobockiej "Kunstkamera" w Galerii Pryzmat zaczęło się przecież otwarcie Cracow Art Week (23 kwietnia), a wystawa laureatki Sekcji Laboratorium  Katarzyny Depty - Garapich "Nie-ludzkie" otwarta została 24 kwietnia w Galerii Beta w MOCAK-u, i  prezentowana będzie do 14 czerwca, więc kto nie zdążył zobaczyć - jeszcze będzie miał okazję.

Na osobną uwagę zasługuje też fakt, że niektórzy artyści mieli okazję pokazać swoje prace w zestawieniu z działami sztuki dawnej. W Domu Aukcyjnym Desa przy Floriańskiej 13 na I piętrze Pałacu Kmitów swoje obrazy (zawieszone na łańcuchach) pokazał mieszkający w Paryżu Bogdan Korczowski prezentujący najnowsze prace z cyklu "BLACK" (taki też tytuł nosi ta mroczna ekspozycja, która czynna jest jeszcze do 7 maja).

W tym podsumowaniu warto też zwrócić uwagę na pozornie tak oczywisty fakt, że Kraków wciąż sztuką stoi - nie tylko dawną, ale i najnowszą, nie tylko doskonale czującą się w zestawie z zabytkowymi murami czy  dziełami sztuki, ale i  tą pozostającą w dysonansie. Nowa młoda sztuka jest jak sądzę coraz bardziej wyrazem wewnętrznych rozterek i dylematów artystów, ale czyż zawsze tak nie było? Coraz bardziej artyści zaglądają w głąb siebie, sięgają do swoich indywidualnych historii, przywołują wspomnienia, kolekcjonują przedmioty, wrażenia, refleksje, a nawet traumy! Zauważają, że świat, który ich otacza nie jest już nastawiony antropocentrycznie. Jest niekończącym się zwierzęco-roślinnym panoptikum, w którym człowiek jest tylko jednym  z elementów. Nie bez powodu nagrodzono ekspozycję "Nie-ludzkie" Katarzyny Depty-Garapich. I nie bez powodu największe wrażenie na mnie zrobiła instalacja "Dziura w pościeli" - do której możemy zajrzeć, w której możemy się schronić, na której możemy wspomnieć własną kolekcję strachów. "Wejdź do dziury i zostaw swoje wyznanie" czytamy na  płóciennej ścianie. To była bardzo refleksyjna edycja, choć nie pozbawiona humoru i odkryć. Kontrowersji i skandali nie było. Przypomniano zapomniane, pokazano kolory, które łączą, wspólną przeszłość pełną indywidualnych historii i indywidualnych opowieści wydobytych na światło dzienne. Tegoroczny KRAKERS to było około 100 wydarzeń. Tydzień krakersowych  wystaw pokazał to co się dzieje w sztuce najnowszej i najmłodszej. To co różnorodne i to co składa się na żywy tętniący artystyczny ferment. Co z niego się ukształtuje? Zobaczymy. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik, Ewa Partum, Zdzisław Jurkiewicz, Maria  Pinińska-Bereś, Teresa Kelm i Zygmunt Krauze — prace tych i innych klasyków  polskiej sztuki współczesnej zobaczyć można będzie na przekrojowej wystawie Przestrzenie  w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa "Przestrzenie" przybliży ważne zjawisko w sztuce drugiej połowy XX wieku, w którym  tworzywem i tematem realizacji łączących różne media stała się przestrzeń. Termin  environment (ang. — otoczenie) wyprzedza o kilka dekad pojęcie instalacji artystycznej  i charakteryzuje wykreowane przez twórców „światy”, w których zmysły widza poddawane  są działaniu różnych bodźców. Będzie to opowieść o artystycznych eksperymentach, w których  malarstwo łączy się z architekturą, dźwiękiem i działaniami performatywnymi.  W ramach wystawy prezentowanych będzie pięć rekonstrukcji historycznych realizacji  environment, powstałych ponad pół wieku temu — w tym trzy pokaza...

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Na czerwcowej konferencji prasowej w Operze Wrocławskiej zapowiedziane zostały premiery (4 operowe, 2 baletowe) zaplanowane na nadchodzący sezon 2025/2026 oraz spektakle upamiętniające wybitne, lecz nieżyjące już postacie związane z wrocławską Operą: Ewę Czermak ( koncert 30 sierpnia) i Macieja  Krzysztyniaka (8 października).  W latach 1988-2015 Ewa Czermak wykreowała na deskach wrocławskiej sceny wiele pamiętnych ról. Widzowie do dziś wspominają jej sopran liryczny z takich kreacji jak Micaela (Carmen), Mimi (Cyganeria), Hanna (Straszny Dwór), Desdemona (Otello), Pamina (Czarodziejski Flet), Agata (Wolny Strzelec), Zuzanna (Wesele Figara) i wielu innych. B yła również pedagogiem, profesorem wokalistyki na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie kształciła studentów odnoszących dziś sukcesy na operowych scenach w kraju i za granicą. To właśnie ich występy usłyszymy w trakcie koncertu. Ponadto na skrzypcach towarzyszyć im będzie syn solistki, Adam Czerma...

Rozpakowanie polsko-białoruskiej historii

"Un-packing" to sztuka białoruskiego dramaturga Mikity Iłynczyka  zainspirowana książką Anety  Prymaki-Oniszk "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia". Wieloznaczną, pełną podtekstów, mrocznych  odniesień  do autentycznych historii Podlasia political fiction, wyreżyserowała  Katarzyna Kalwat bardzo subtelnie prowadząc aktorów i tych z zespołu Wrocławskiego Teatru Współczesnego i tych warszawskich (spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Dramatycznym imienia Gustawa Holoubka w Warszawie).  Tytułowe rozpakowywanie rozgrywa się w "tiktokowym domku" posłanki Joanny Jachimczuk  (Ewelina Paszke-Lowitzsch), która nagrywa tu spot wyborczy z uchodźcami w tle; choć powinni być w roli głównej, to jednak sprowadzeni są przez nieco nieogarniętą polityczkę do roli milczących obserwatorów, którzy przez długi czas po prostu siedzą i czekają. Scena zastawiona jest kartonami. Nawet łóżko jest wykonane z kartonów, a uchodźcy są niczym przedmioty porzu...