Dorastający chłopak, w czerwonej koszuli, w skejtowskich spodniach, z grzywką przysłaniającą oczy, ma niemal przyrośnięte do głowy słuchawki, z którymi się nie rozstaje nawet podczas snu. Stoi nieruchomo w wodzie odwrócony do widzów tyłem. Wokół niego pulsuje lustro wody, rzucając cienie na ściany postindustrialnego wnętrza. To pierwsze sceny spektaklu LITTLE.
Jezioro jest też miejscem nieustającego koncertu Prodigy, brytyjskiego zespołu techno, który w 1994 roku wydał kultowy drugi studyjny album "Music for the Jilted Generation". W Polsce zyskał on status złotej płyty. To właśnie tego słucha zbuntowany chłopak i jego kumple dresiarze, gdy po raz pierwszy próbują używek, tańczą na rave'owych imprezach i wdają się w fingowane bójki.
Little to Mały, a raczej Młody zbuntowany chłopak, który ciągle jest dzieckiem, chudym niedorostkiem, dręczonym przez niepokojące myśli. Oglądamy je wyświetlone na ścianach Wrocławskiego Teatru Pantomimy. "Mamo nie gaś światła" to jeszcze dziecinna prośba, która za chwilę zamieni się w stwierdzenie "Bóg zesłał MTV" (aby się masturbować do teledysków seksownych gwiazd muzyki jak Kylie Minogue). Muzyka staje się całym światem Młodego. Bez niej nie potrafi sobie poradzić z rzeczywistością.
Ma tylko matkę (doskonała Anna Nabiałkowska, która jest jakby archetypiczną mamą wszystkich nieszczęśliwych nastolatków, denerwującą i gderającą, ale kochającą syna tak bardzo, że jest gotowa zacierać ślady zbrodni popełnionej przez potomka).
Little to dzieciak, który uważa się za dorosłego. Niewiele się odzywa, wstydzi się budzących się pragnień i chce akceptacji rówieśników i dziewczyny, w której jest zakochany (fantastyczna Karolina Pewińska momentami nieśmiała i delikatna, by potem objawić się jako prowokująca uwodzicielka, taka młodociana femme fatale lat dziewięćdziesiątych).
Młody aktor grający postać Little'a (Mikołaj Ciapa) jest wizualnie dokładnie taki jak dzisiejsze nastolatki. Muzyka otacza go warstwą ochronną. Ale jest ich dwóch. Jego alter ego (Jakub Pewiński) bez skrupułów realizuje fantazje nieśmiałego introwertycznego Młodego. Młody tylko patrzy i marzy, często pozostając poza strefą żywiołu wodnego, kładąc się na ziemi, na brzegu "jeziora" albo przysypia na futrze czarnego stwora. Aleksandr Prowaliński stworzył w spektaklu niezwykłą metafizyczną scenografię, która jest strefą uzewnętrznienia zmieniających się emocji bohatera. To metaforyczny wodny pejzaż, który jest fascynującym, ale też niebezpiecznym terytorium, gdzie emocje kierują gestami postaci, a złość i furia wymykają się spod kontroli i dochodzą do głosu.
To ten drugi ON realizuje jego pragnienia. Wdaje się w bójki, uprawia pierwszy żałośnie nieudany seks z dziewczyną; zdradza i jest zdradzany. Jednocześnie niemal przez cały spektakl trwa koncert i taniec, w którym pięciu chłopaków i dwie dziewczyny próbują doświadczyć emocjonalnej ekstazy i emocjonalnego ukojenia. Spowolnienia ruchów, zatrzymywanie tańca w pół kroku, są jak przewijanie taśmy do tyłu. To powrót do wspomnień i pragnień po to, żeby je przeżyć jeszcze raz. Tym razem lepiej i skuteczniej. Taniec wyzwala stłumione uczucia postaci, daje możliwość wyżycia się i uwolnienia od lęku i wstydu.
Postacie tworzą taką typowo blokerską wspólnotę. Nawet biją się na niby, żeby za chwilę poklepywać się po plecach. Kumple Młodego, których grają Eloy Moreno Gallego i Mateusz Wierzbicki, są wobec siebie brutalni, jakby chcieli pokazać swoją dorosłość i zademonstrować wyrzeźbione w siłowni torsy. Są zafascynowani filmem "Fight Club" ("Podziemny krąg") Davida Finchera. Inni kumple dresiarze, Dawid Sozański i Wojciech Rybicki, walczą łagodniej, bardziej dla zabawy, raczej dla zgrywy. Choreograficznie jest to doskonale opracowane.
"Little" to spektakl o dorastaniu i o wykluwaniu się młodego mężczyzny z form chłopięcych, o wstydzie i bezsilnej wściekłości, ale i o braku pozytywnych wzorców męskości (brak ojca) i próbie udowodnienia sobie i innym, że nie jest się już dzieckiem, lecz dorosłym, który jest w stanie zabić, gdy się go sprowokuje.
W tym spektaklu są nie tylko niesamowite sceny tańca w wodzie i dzikie imprezy, podczas których zdarzyć się może wszystko, lecz także małe pantomimiczne etiudki zagrane znakomicie np. przez Jana Kochanowskiego, który za pomocą banalnych gestów charakteryzuje graną postać (brodzenie w wodzie z konewką i ćwiczenia gimnastyczne dające efekt pozornie nieszkodliwego osaczenia).
Majstersztykiem minimalistycznej budowy postaci jest Matka (Anna Nabiałkowska), która nieustannie odpychana przez syna, stara się mu pomóc, choć nie bardzo wie jak. To jak taplając się w wodzie "jeziora" przenosi torby z zakupami albo zmywa szmatami krew jest kwintesencją opowieści o jej życiu.
Reżyserka Gosia Wdowik tworzy teatr fizyczny, cielesny, boleśnie emocjonalny, we Wrocławskim Teatrze Pantomimy znajdując, po trzech latach od wielokrotnie nagradzanego spektaklu "Niepokój przychodzi o zmierzchu" (2023), kolejny poruszający i mocny przekaz teatralny, w którym z pewnością odnajdą się młodzi ludzie, borykający się z problemami, jakie zdają się istnieć od początku świata. A ich rodzice rozpoznają tu swoje gesty, swoje emocje i problemy. Akcja spektaklu rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych, ale jest jak najbardziej aktualna, bo bunt dorastających chłopaków jest wieczny i miłość do muzyki również, choć Prodigy nie jest dziś hitową kapelą i nie wiem, czy nazwa tego zespołu znana jest obecnie młodym ludziom.
Foto Natalia Kabanow
Premiera 20 marca 2026 r. w Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego
TWÓRCY:
Scenariusz Robert Bolesto
Reżyseria Gosia Wdowik
Koncepcja scenografii Gosia Wdowik i Aleksandr Prowaliński
Scenografia i reżyseria świateł Aleksandr Prowaliński
Kostiumy Saskia Hellmann
Muzyka i Sound Design Agata Zemla
Rzeźby Jan Błaszak
Choreografia walk Tomasz Lewandowski
Ruch sceniczny Zespół
Konsultacja artystyczna Magdalena Komornicka, Dobromir Dymecki
OBSADA
Agnieszka Dziewa
Karolina Pewińska
Anna Nabiałkowska
Eloy Moreno Gallego
Jan Kochanowski
Jakub Pewiński
Mateusz Wierzbicki
Wojciech Rybicki (gościnnie)
Dawid Sozański (gościnnie)
Mikołaj Ciapa (gościnnie)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz