"Tworzenie to czynność wymagająca konfrontacji z widzem" - wywiad z graficzką Teresą Frodymą.


W cyklu Wywiad z artystą - Teresa B.Frodyma

Czy pochodzi Pani z artystycznej rodziny i czy zawsze wiedziała Pani, że zostanie artystką (graficzką)?

W mojej rodzinie każdy przejawiał zainteresowania artystyczne, był wrażliwy na piękno i wszelkie przejawy sztuki. Mój dziadek lubił malować, rysować… Pierwsza wojna światowa i został zawodowym wojskowym… drugą wojnę światową spędził w oflagu, w Woldenbergu, zmarł  po wojnie, służbę zakończył w stopniu kapitana i z krzyżem Virtuti Militari za dwudziesty rok. Mama mówiła mi, że jego koledzy ukończyli akademię… Moja mama grała na fortepianie (pianino dostała w wieku siedmiu lat), uczyła się prywatnie, miała sukcesy, ale niestety druga wojna i czasy powojenne… Pracowała jako księgowa, a gra? Oczywiście dla przyjemności i dla nas, dodatkowo lekcje. Syn fizyk, ale można zaryzykować, że to najlepszy grafik (projektant) wśród fizyków.

Czy pamięta Pani swoją pierwszą pracę plastyczną (graficzną)?

Cóż mam powiedzieć, w rodzinie krąży opowieść, że już w wózku miałam pociąg do rysowania, dawano mi kredki i papier i był spokój. Problemem było to (według ówczesnych metod wychowawczych), że zawsze chwytałam kredkę do lewej ręki. Wiązano mi ją, pakowano w temblak, wmawiano, że mnie boli, nic to nie dało! Jestem leworęczna (mańkutem). A rysowanie? Zawsze je lubiłam, jak i książki. Zrysowałam niemal wszystkie encyklopedie, słowniki (nawet te przedwojenne) itp., które miały puste wyklejki… Szkoda było papieru, niepotrzebnie marnował się. Sukcesy w szkole były średnie, najczęściej miałam trzy na szynach, dopiero jak mama mi namalowała obrazek (to była zima), dostałam piątkę i znowu wróciłam do domu z płaczem… Na akademię dostałam się za siódmym razem… Pierwsza grafika, wolę nie wspominać.

Jacy artyści wywarli wpływ na Pani twórczość?

Była i jest ich cała plejada… w różnych okresach mojego życia twórczego pasje się zmieniały…

Skąd czerpie Pani inspiracje?

Często jest to przypadek. W przypadku Marginalii był to długi paragon i odręczna notatka dyspozycji/zakupów, zachowane na kamieniach litograficznych wzory starych etykiet (to też jest jednym ze źródeł pracy stypendialnej »Stypendium Twórcze Miasta Krakowa 2019«, na najbliższe pół roku), nasiona, powiększane do ogromnych wielkości, też zwierzęta, rośliny owoce, warzywa etc. dostrzeżony cień, widok, fragment przedmiotu…

Czy ma Pani swoje ulubione dzieła, które wciąż są dla Pani ważne (inspirujące)?

Tak. Niektóre dzieła raz zobaczone zostają w pamięci na całe życie. I co zastanawiające, nie są to te najbardziej znane, ale takie wyłuskane, gdzieś z lamusa, czy zobaczone w zakamarkach muzeum, gdzieś z boku, czy w książkach, ilustracje, reprodukcje…

Dlaczego zdecydowała się Pani poświęcić grafice? Co w tej technice uważa Pani za najbardziej interesujące dla artysty?

Tak się złożyło, że dostałam się na wydział grafiki. Tak naprawdę nic o niej nie wiedziałam, ale w miarę studiowania, odkrywania jej tajników, coraz bardziej ulegałam fascynacji jej technologią i rozumieniu obrazowania. Specjalizuję się w litografii, już, jak niektórzy wyrokują, ginącej technice (krążyły wieści, że została wpisana na listę ginących zawodów UNESCO, ale to nieprawda, chociaż kto wie, czy za parę lat…?), zajmuję się też innymi technikami grafiki warsztatowej/artystycznej, jak niektórzy mówią: należę do grupy „dinozaurów” grafiki. /… jeszcze można coś dopisywać…/. W grafice można się zapomnieć, na nowo odkrywać, i ważne nie ulegać wpływom, modom, po prostu trzeba to lubić robić. Można sprawdzać się w różnych konkursach, ale nie za wszelką cenę… Wkurzające jest to, że miarą artyzmu są nagrody, wystawy…

Jakie prace będzie można obejrzeć na wystawie w galerii Floriańska 22? 

Będą to trochę inne prace. Miały to nie być grafiki, jako że jednym z członów nazwy Krakowskich Spotkań Artystycznych 2019 jest obok malarstwa i  rzeźby, rysunek. Ale będą to mimo wszystko prace z pogranicza grafiki. Zdradzę, że są one w technice chine collé. Pomysłów było wiele. Od stycznia zmieniały się koncepcje na wystawę - od rysunków poprzez rysowanie i niszczenie, pokazanie tego co już mam, aż po to co będzie do zobaczenia… będą niespodzianki, bo niestety nie wszystko można zrealizować. Jak zwykle finanse…

Jak można rozumieć tytuł wystawy - jest niezwykle poetycki i sugeruje fascynację literą, słowem…

Tak. Tytuł to czas niedokonany i dokonany. Bo on jest parafrazą tego co trwa, było, będzie… Jest to opis czynności wykonywanej i wykonanej. Tej, która będzie trwała, a czy do nieskończoności… Kto wie… Tworzenie to czynność trwająca, wymagająca konfrontacji z widzem/odbiorcą, i powrotu do twórcy i znowu… to dzieło otwarte.

Rozmawiała: Ewa Mecner
Foto: Dzięki uprzejmości artystki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz