"Maluję tylko z wyobraźni" - wywiad z Wojciechem Głogowskim



Artystyczne spojrzenie: Jest Pan jednym z najbardziej tajemniczych artystów polskich. Czy to celowa strategia? W czasach, gdy niemal wszystko jest na sprzedaż, a różni artyści grają role celebrytów, Pan niczym mnich chroni się we wnętrzu swojej sztuki. Dlaczego?

Wojciech Głogowski: Zabawnie to brzmi :) Za dużo tajemniczości, a może za mało? Dla mnie właśnie tajemnicze są sprawy medialne, instytucjonalne, celebryckie. Ogródek, który uprawiam jest odrębny i rzeczywiście nie bardzo przystaje do reszty. Bywa to uciążliwe, ale ma także dobre strony.

Artystyczne spojrzenie: Niektóre Pana prace przedstawiają tajemnicze kobiety wyglądające jak wzięte z filmów lat 50. Czy maluje je Pan z wyobraźni, czy też pozują Panu konkretne modelki?

Wojciech Głogowski: Maluję tylko z wyobraźni, bo chcę uzyskać taki specyficzny i jednorodny realizm, jakby przetworzony przez percepcję dziecka. Ale postacie kobiece, które pojawiają się w moich obrazach czasami mają realne pierwowzory. Bywają to konkretne osoby albo posiadają pewne ich cechy.

Artystyczne spojrzenie: Wnętrza przedstawione na Pana obrazach są pełne dziwnych urządzeń, niepokojących, jakby żywcem przeniesionych z przeszłości. Czy pełnią one jakąś szczególną funkcję, czy są jedynie dopełnieniem atmosfery niepokoju i zagadkowości?

Wojciech Głogowski: Cała ta ikonografia kształtuje się długo i stopniowo. Jest to proces złożony. Mógłbym wiele o tym powiedzieć i rozebrać to na poszczególne elementy. Jednak może najważniejsze jest to, że te urządzenia to jakby pryzmaty, w których załamuje się strumień czasu w postaci światła, świetlnych obrazów. Są one przywoływane, przemieniane i wyświetlane dalej w przyszłość. Całość jest jakąś sytuacją mitologiczną, w części chyba uniwersalną, a w części mającą charakter mitu lokalnego czy prywatnego – może więc posiadać nieprzejrzyste, niezrozumiałe miejsca.



                                                                                           
Artystyczne spojrzenie: Czy podczas malowania musi mieć Pan jakieś szczególne warunki, np. absolutną ciszę, a może przeciwnie - głośną muzykę?

Wojciech Głogowski: Nie potrzebuję specjalnych warunków, oprócz spokoju. Najbardziej cenię ciszę, ale pracuję również przy muzyce. Najważniejsze to mieć dużo czasu do dyspozycji, żeby nie wisiały nade mną jakieś pilne sprawy do załatwienia, bo wtedy nie potrafię nic sensownego zrobić. Nie mam podzielności uwagi, koncentruję się zawsze na jednej czynności.

Artystyczne spojrzenie: Czy ma Pan swoich mistrzów – artystów, których Pan podziwia?

Wojciech Głogowski: Mam bardzo wielu takich mistrzów, mogę ich tu wymienić tylko wyrywkowo: Mistrz Ołtarza Trzebońskiego, Mistrz Piety z Tubądzina, Mistrz Poliptyku św. Barbary – większość z nich nie jest znana z nazwiska –  to mistrzowie czescy z XIV wieku, śląscy, małopolscy z XV w. i wielkopolscy z XVI w. Potem anonimowi najczęściej malarze sarmaccy malujący portrety i kościelne obrazy. I wielu późniejszych. Z XX-wiecznych przede wszystkim malarze polscy: Malewicz, Strzemiński, Ślendzinski, Skangiel, Wróblewski, Brzozowski, Krawczyk, Nowosielski, Fijałkowski, Gierowski, Modzelewski, Czwartos, Dłużewski.

Artystyczne spojrzenie: Czy wierzy Pan w natchnienie, czy też w rzemieślniczą pracę nad obrazem?

Wojciech Głogowski: Muszę powiedzieć, że natchnienie rzeczywiście istnieje, nie jest jedynie terminem, jakim laicy określają niepojęty dla nich proces twórczy. Nie chodzi o słowo, ale samą substancję natchnienia, ten narkotyk, dla którego podejmuje się malowanie, czyli stwarza się warunki, by pojawiło się w efekcie coś więcej niż się w to włożyło.  Jeśli chodzi o sprawy rzemieślnicze, współcześnie bywa z nimi bardzo różnie, malarze robią bardzo różne rzeczy i wymagają one odmiennej artykulacji. Ale można chyba powiedzieć, że jak nie mam umiejętności, to produkuję po prostu śmieci i niepotrzebny szum. Jednak jeszcze gorsze są rzeczy namalowane niby fachowo, lecz bez powodu.


W cyklu Wywiad z artystą - Wojciech Głogowski

Artystyczne spojrzenie: Skąd tytuł najnowszej wystawy w galerii Zderzak i co oznacza „Nowy gatunek”?

Wojciech Głogowski: Tytuł wystawy pochodzi po prostu od jednego z obrazów – jest tam przedstawione pozaziemskie stworzenie przypominające inteligentną ośmiornicę. Drugie wyjaśnienie jest właściwie bardziej na mój własny użytek – pokazuję na wystawie obrazy, które nawiązują do moich wczesnych prac abstrakcyjnych z lat 90-tych. To te tablice kontrolne, szare i kobaltowe. Są tu dwa sposoby malowania – abstrakcyjny kolor w części ekranu oraz namacalny, iluzjonistyczny w panelu sterującym. Taką formułę obrazu-urządzenia uważam w mojej ikonografii właśnie za “nowy gatunek”.

Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.


Rozmawiała Ewa Mecner
Foto: dzięki uprzejmości galerii Zderzak






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wystawa Abakanowicz w Wałbrzychu

„Określiłabym siebie raczej jako peintre-graveur” – wywiad z krakowską artystką Agnieszką Łakomą.

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem