Posty

Ormianie i secesyjne damy - wystawa Teodora Axentowicza

Teodor Axentowicz urodził się w  siedmiogrodzkim Braszowie w 1859 roku i zasłynął jako malarz pięknych kobiet. Paryżanki i krakowianki z rozkoszą pozowały do portretów, na których wyglądały po prostu wspaniale - wytworne, subtelne, o alabastrowej cerze i zamyślonych przejrzystych oczach. Malował Sarę Bernhardt i słynącą z urody córkę redaktora naczelnego Le Figaro Henriettę Fouquier, a także żonę - Izę  Giełgud pochodzącą z litewskiego rodu osiadłego w Anglii. Kiedy kilka lat temu odwiedzałam w Krakowie moją przyjaciółkę, która wynajmowała pokój u starszej pani, ze zdumieniem zobaczyłam, że na dawno nie malowanej ścianie wisi portret Axentowicza - prześliczna młoda kobieta, zadumana, w półpostaci. Dowiedziałam się jedynie, że obraz był w rodzinie starej krakowianki od lat. Nie ośmieliłam się zapytać, czy to jej własny portret z czasów młodości. Obrazy Axentowicza, jak sądzę, można znaleźć w wielu domowych kolekcjach w Krakowie. Obecnie również na aukcjach cieszy...

Malarz i jego dwie żony - wystawa Maxa Wislicenusa

Malarz Max Wislicenus (1861-1957) miał dwie żony. Najpierw poślubił Else, utalentowaną artystkę hafciarkę. Był już wtedy uznanym  twórcą, który co prawda urodził się w Weimarze, ale po studiach w Dusseldorfie, największe sukcesy odnosił w środowisku artystycznym Monachium. Miał 35 lat, kiedy dostał propozycję objęcia katedry rysunku na uczelni artystycznej w Breslau, jak w owym czasie nazywano Wrocław. Został tu przyjęty jak gwiazda - panie z towarzystwa z chęcią pozowały mu do portretów, a jego przyjacielem został słynny architekt Hans Poelzig, który zaprojektował m.in. Pawilon Czterech Kopuł, który możemy dziś oglądać w Parku Szczytnickim, w pobliżu  Hali Stulecia Maxa Berga. I wtedy poznał jeszcze bardziej utalentowaną niż żona początkującą artystkę, Wandę, która była jego studentką. Flirt z niezwykle urodziwą Polką przerodził się w płomienny romans, który przetrwał lata. Gdy o 17 lat młodsza artystka uciekła przed uczuciami niemieckiego malarza w Karkonosze,...

Tajemnica „Biczowania"

Przedstawienie Jezusa chłostanego przez żołnierzy w asyście przyglądającej się tej scenie publiczności na dziedzińcu pałacu Piłata, w Wielki Piątek, tuż po skazaniu Chrystusa na śmierć to motyw, który opisany został w Nowym Testamencie. W sztuce temat ten znany był od IX wieku. Podejmowano go często w wiekach średnich (przykładem może być fresk w klasztorze dominikanów w Krakowie), ale i później w epoce  renesansu i baroku. Biczowanie malował  Piero della Francesca i Caravaggio, a także Rubens i jego uczniowie. Nierzadko namalowane sceny biczowania autorstwa  nieznanych dziś mistrzów,  zdobiły ołtarze kościołów i kaplice pałacowe, a także prywatne kolekcje zamożnych wielbicieli sztuki. W ramach Galerii Jednego Obrazu w Muzeum Historii Katowic pokazany został  barokowy obraz ze zbiorów prywatnych, nazwany od tematyki dzieła „Biczowaniem”. Pracownicy muzeum nie zdradzają nazwiska właścicieli eksponowanego czasowo dzieła, bo po licznych kradzieżach...

Kuczoka sen o jednorożcu

Jednorożce najpopularniejsze były w średniowieczu, choć o ich istnieniu pisano już wcześniej. Wyglądały jak konie, z lwimi ogonami i jelenimi rogami między którymi pysznił się róg. Podobno  zawierał truciznę, ale i antidotum na nią. Dlatego też był towarem pożądanym przez ówczesnych władców. O tym czy róg był faktycznie od prawdziwego jednorożca świadczył test, któremu go poddawano. Dookoła skorpiona zakreślano rogiem okrąg. Jeśli był to róg prawdziwego jednorożca to skorpion nie mógł uciec z  kręgu. Wierzono też, że róg ten ma właściwości lecznicze, stąd częste w średniowiecznej sztuce przedstawienia polowań na jednorożce. Podobno ukazywały się jedynie dziewicom, gdyż były istotami uosabiającymi niewinność, bezgrzeszność i czystość. Na witrażach powstających w wiekach średnich towarzyszą dziewicom, czasem nagim niczym Ewa tuż po stworzeniu, w rajskim ogrodzie, nierzadko też przywiązanym do drzewa przez złoczyńców. Obecność jednorożca sygnalizuje również doskon...

Plątaniny ukraińskiego surrealisty

Obraz
Ivan Marchuk (a raczej Iwan Marczuk - bo, jak sądzę, tak właściwie należałoby przetłumaczyć imię i nazwisko tego malarza) jest jedynym ukraińskim artystą, który został zaliczony w poczet Złotej Gildii Akademii Sztuki Współczesnej w Rzymie. Jak dotąd stworzył ponad 5 tysięcy prac i miał około 100 wystaw. Ma 78 lat, charakterystyczne wąsy przypominające wąsy Piłsudskiego (tyle że białe) i burzliwą biografię. Urodzony w 1936 roku w Moskalewce w powiecie tarnopolskim, ukończył Lwowski Instytut Sztuki, a potem wyjechał do Kijowa. W 1989 roku podjął decyzję o emigracji. Mieszkał w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. A potem w 2001 roku wrócił  do Kijowa, co wielu zdziwiło, bo opuszczając Ukrainę nie miał zbyt dobrych wspomnień.W latach 70. był prześladowany, gdy nie chciał się podporządkować ówczesnym wymogom obowiązującym artystów. Musiał więc swoje prace pokazywać nie w galeriach, lecz we własnym domu. W Kijowie mieszka i tworzy do dziś. W warszawskiej galerii Kordegarda ...

Piekielne Metropolis

Byłam w piekle. Piekle wybrukowanym nie dobrymi chęciami, ale czarną folią, tą samą którą stosuje się do wyrobu worków na śmieci. Piekło wybrukowane śmieciami. Ludzkimi odpadkami, istotami chorymi i zdegenerowanymi. Widziałam ludzi "pokawałkowanych pisakiem" jak świniak narysowany w dziale mięsnym w Tesco. Można kupić część zadnią albo golonkę. Człowiek to też zwierzę, też można zrobić z niego potrawę. Człowiek zniszczył naszą piękną planetę. Zniszczenia ekologiczne, choroby, larwy, robactwo. I  zwisająca z sufitu ucięta ręka, którą bawiły się dzieci podsadzane przez młodego tatusia, z którym przybyły obejrzeć wystawę. Jakbym znalazła się wewnątrz opowieści Chucka Palahniuka. Kalekie, chore, zdeformowane, brudne Metropolis. Wystawę  "Projekt Metropolis" w  nowym Muzeum Śląskim oglądałam przy dźwiękach piłowania, jakie dochodziło z pomieszczeń tuż obok wystawy. W dodatku z projektora naprzeciw schodów słychać i widać było ujadające psy. Atmosfera jak w...

Nikifor i Nikifory

Jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli malarstwa naiwnego. Jego obrazy pokazywane były we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech. Za życia uchodził za wariata, niedorozwiniętego żebraka, który coś tam sobie w zeszycikach gryzmolił. Dokładnie nie wiadomo kim był i skąd pochodził. Jego ojcem był prawdopodobnie Polak, matka łemkowską głuchoniemą żebraczką. Malował Krynicę - jej ulice, wille i cerkwie. Nikt nie uczył go malowania. Nikt nie dawał mu lekcji, a i żadnej uczelni poza szkołą życia nie ukończył. Jednym słowem talent samorodny. Nikifor Krynicki, bo tak zapisano mu w papierach, kiedy pojawiły się plany wysłania go za granicę, bo spodobał się  jednemu z profesjonalnych artystów (ukraińskiemu malarzowi Romanowi Turynowi), który jeszcze w latach 30-tych zainteresował się błąkającym się po Krynicy dziwakiem, i kilka jego prac zawiózł do Paryża, gdzie kapiści zachwycili się tą nieprofesjonalną twórczością i zapragnęli poznać jego autora. Do wyjazdu nie dos...