Nikifor i Nikifory

Jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli malarstwa naiwnego. Jego obrazy pokazywane były we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech.
Za życia uchodził za wariata, niedorozwiniętego żebraka, który coś tam sobie w zeszycikach gryzmolił. Dokładnie nie wiadomo kim był i skąd pochodził. Jego ojcem był prawdopodobnie Polak, matka łemkowską głuchoniemą żebraczką. Malował Krynicę - jej ulice, wille i cerkwie. Nikt nie uczył go malowania. Nikt nie dawał mu lekcji, a i żadnej uczelni poza szkołą życia nie ukończył. Jednym słowem talent samorodny.
Nikifor Krynicki, bo tak zapisano mu w papierach, kiedy pojawiły się plany wysłania go za granicę, bo spodobał się  jednemu z profesjonalnych artystów (ukraińskiemu malarzowi Romanowi Turynowi), który jeszcze w latach 30-tych zainteresował się błąkającym się po Krynicy dziwakiem, i kilka jego prac zawiózł do Paryża, gdzie kapiści zachwycili się tą nieprofesjonalną twórczością i zapragnęli poznać jego autora. Do wyjazdu nie doszło. Ponowne odkrycie Nikifora nastąpiło za sprawą kolekcjonerów i znawców sztuki państwa Elli i Andrzeja Banachów w latach 60.
Urodzony najprawdopodobniej w 1895 roku Nikifor malował głównie akwarele i gwasze jako podkład wykorzystując to co mu wpadło w ręce - tekturę, kartki z zeszytów, kawałki papieru. Z pewną dumą podpisywał się na swoich pracach jako Matejko albo Netyfor. Malował pejzaże miejskie i dziesiątki wersji autoportretów, które miały sprawić, że poczuje się jak prawdziwy artysta. Ogółem stworzył 40 tysięcy dzieł, zwykle małoformatowych (źródło zdjęcia: strona internetowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Krakowie).
Największy zbiór jego prac znajduje się w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, sporo jest również w Muzeum Nikifora w Krynicy Zdroju, a także w wielu kolekcjach prywatnych. Sztuka Nikifora stała się  przedmiotem zainteresowania  już wiele lat temu. To co  niegdyś pogardzane i wyśmiewane stało się przedmiotem fascynacji artystów i kolekcjonerów.
Dla mnie Nikifor ma jednak twarz znakomitej nieżyjącej już aktorki Krystyny Feldman, która w filmie "Mój Nikifor" wcieliła się w postać malarza żyjącego w swoim własnym świecie i tworzącego obrazki, które stanowiły  jedyny sens jego istnienia. Krystyna Feldman, kojarząca się w ostatnich latach życia z serialem o Kiepskich  ("Świat Kiepskich" wzorowany na amerykańskim serialu "Świat według Bundych"), który oskarżany był o propagowanie kiczu i nieprawdziwego wizerunku Polaków. Wszak Polak nie siedzi godzinami przed telewizorem, nie bredzi o swoich urojonych problemach, nie bywa bezrobotny i nie wysławia się wulgarnie, dając obraz swoich aberracji umysłowych - a taki był Kiepski stworzony przez krakowskiego aktora Andrzeja Grabowskiego. Krystyna Feldman grała w serialu Babkę Kiepskiego i robiła to znakomicie, z groteskowym i komicznym zacięciem, jakie przysporzyło jej wielu fanów. Była mistrzynią drugiego planu.  Wystąpiła m.in. w  jednym z moich ulubionych filmów "Zazdrość czy medycyna" na podstawie prozy Michała Choromańskiego. I żyła bardzo skromnie -  w jednym z wywiadów, którego udzieliła będąc już w podeszłym wieku wyznała, że nigdy nie miała telewizora, lodówki, pralki. Może dlatego przedstawiony w filmie  Nikifor tak doskonale oddawał  cechy charakteru  prawdziwej  postaci. Podobieństwo fizyczne aktorki  podkreślone znakomitą charakteryzacją miało tu również ogromny wpływ na ukształtowanie aktorskiego wizerunku Nikifora. Uświadamiało również niezwykle dobitnie, że istnieją  artyści samoucy, którzy urodzili się aby tworzyć i nie obchodzą ich ani krytycy ani podziw publiczności, a tworzenie uważają za coś niezwykle oczywistego, jak oddychanie czy jedzenie. Być może jest to powód, dla którego twórczość nieprofesjonalna wciąż budzi fascynację profesjonalnych artystów.
Francuski artysta Jean Dubuffet zafascynowany był  twórczością nazywaną l'art brut i w swoich pracach inspirował się dziełami sztuki osób chorych psychicznie, samouków, a także dziecięcymi rysowankami. Podobnie było w przypadku polskiego malarza Edwarda Dwurnika, który swego czasu pozwalał rysować po swoich obrazach swojej małej córeczce.  Nikifor,a zwłaszcza  malowana przez niego architektura miejska, stanowił dla niego obiekt czysto artystycznego zainteresowania.
Od lutego w krakowskim MOCAKu można oglądać prace zarówno Nikifora Krynickiego jak i Edwarda Dwurnika na wystawie "Nikifory". Edward Dwurnik, absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych jest w prezentowanym gronie jedynym malarzem profesjonalnym. Można tu także  zobaczyć prace  Aliny Dawidowicz, córki Leona Chwistka, słynnego matematyka i teoretyka sztuki, którego wizerunek uwiecznił w charakterystycznym dla siebie stylu Witkacy. Alina Dawidowicz, z wykształcenia matematyczka przez wiele lat związana z politechniką, malować zaczęła dopiero na emeryturze w latach 80-tych, tworząc na kartonie i kartkach zeszytowych niewielkie obrazki za pomocą farb akwarelowych lub pisaków. Kopiowała  głównie dzieła sztuki znalezione w albumach o malarstwie. Nazywano ją Nikiforem w spódnicy.
Na krakowskiej wystawie są  również prace innego twórcy nieprofesonalnego Nikifora Warszawskiego -  niepełnosprawnego Marka Kraussa, który maluje kolorowe obrazki nasycone erotyzmem i nierzadko komentujące sytuację polityczną i społeczną w Polsce.
Wystawa "Nikifory" czynna będzie do 12 kwietnia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz