Przejdź do głównej zawartości

Hitowa wystawa w Krakowie, czyli Tokio według Gonciarza


Po 20- minutowym zwiedzaniu w głównym budynku Manghhi wystawy "Kodomo no kimono. Kimona dziecięce z kolekcjo Kazuko Nakano" (oprócz pięknych pejzaży, motywów roślinnych i ptasich jest tam sporo ciekawostek takich jak chwalące potęgę militarną Japonii kimona z żołnierzami i czołgami), zajrzałam do pawilonu Galerii Europa - Daleki Wschód. Zajrzałam i osłupiałam, po czym spędziłam tam kolejne 120 minut...

Od dawna nie zdarzyło mi się stać w tak koszmarnie długiej kolejce do zwiedzania wystawy, i to w Muzeum Sztuki i Techniki Manghha w Krakowie, gdzie w zwykły dzień zazwyczaj tłumów nie ma. We wtorki wstęp na wystawy jest wolny, więc często przychodzą tam turyści i grupy szkolne, ale w sierpniowe przedpołudnie dostałam szoku, widząc tłum, który niczym gąsienica wypełniał pawilon Galerii Europa - Daleki Wschód.



Kolejka ciągnęła się od wejścia, wzdłuż kasy, po czym skręcała w prawo i wiodła ku górze, przez schody, na których kolejkowicze (w tym ja także) co jakiś czas siadali umęczeni upałem i czekaniem. Co bardziej niecierpliwi zajmowali miejsce w kolejce i wychodzili zwiedzić wystawę, która kusiła przez otwarte drzwi widokami fantastycznego japońskiego miasta...


Na parterze znajduje się bowiem  wystawa "Tokio. Smok i smok" pełna komiksów, gadżetów typowych dla pop kultury japońskiej (godzille, którym można zaświecić oczy i poruszać głowami albo maski i stroje, w których można sobie zrobić zdjęcie), będąca komiksowym Tokio z uliczkami i zakątkami, gdzie nie tylko dzieci poczują się jak w wirtualnej rzeczywistości.

Po oczekiwaniu w kolejce do obejrzenia wystawy przygotowanej przez popularnego polskiego youtubera mieszkającego w Tokio, czyli Krzysztofa Gonciarza, trochę zmęczona weszłam do sali tuż przy windzie (wpuszczano po 2-3 osoby) i od razu znalazłam się w Japonii. Nie tej ze starych filmów Kurosawy czy Mizoguchiego, ale raczej z powieści Murakamiego.

Ta wystawa to prawdziwy hit i muszę przyznać, że chociaż mocno wkurzona stałam w tym ogonku ponad godzinę, to warto było. Wystawa składa się z 3 części. W głównej znajduje się zestaw mięciutkich szarych puf, na których trzeba zasiąść do oglądania filmu przestawiającego w skrócie z różnych perspektyw Tokio i jego mieszkańców filmowanych przez 24 godziny. Od świtu, do zmierzchu. Na ulicach, w tłumie, w deszczu, pośród charakterystycznych przezroczystych parasolek. W salach gier, w metrze, w restauracjach. Krzysztof Gonciarz zagląda do tokijskich brudnych miejsc, gdzie wśród śmieci żerują szczury, ale i do świątyń i parków, w których medytują i relaksują się mieszkańcy Tokio. Zmęczeni, bladzi, niewyspani, karnie sunący do firm lub stoisk usługowych. Ludzie, przedmioty, miejsca, ślady... Tokio przez całą dobę.


Film z ciekawą muzyką, nakręcony trochę jak słynny niegdyś dokument "Kojaaniscoatsi". Po obejrzeniu "Tokio 24" wchodzę do ciemnej salki z neonami.



To raj dla amatorów selfie. Japońskie litery niebieskie, czerwone, żółte. Neonowe koty, najczęściej chyba fotografowane w tym miejscu. Potem  idę do trzeciej z sal.
Znajduję się w ciemnym pomieszczeniu, gdzie wirtualna rzeczywistość miesza się z fotografującymi się w środku zwiedzającymi. Klatka, po której wędrują kadry z filmu albo przenikające się fale. Światła kołyszą się na podłodze i twarzach zwiedzających. Srebrzyste kwadraty pokrywają się nowymi obrazami.


Na podłodze pojawiają się lampiony niczym pomarańczowe i białe kule. Jesteśmy w Japonii, jesteśmy w Tokio, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. W półmroku jest jak na  kosmicznej dyskotece. Głosy, muzyka, światła, filmowe kadry wypełniają salę wprowadzając widza w trans. To nowoczesna wystawa, na którą nastolatki, dzieci i dorośli  przychodzą zwabieni chęcią zobaczenia czegoś nowego, innego, czegoś czego jeszcze chyba mury Muzeum Sztuki i Techniki Manghha nie widziały. Ta wystawa jest raczej pokazem pełnym dźwięków, szybkości, migawek ze świata jakże dalekiego od Krakowa, niż tradycyjnie przygotowaną ekspozycją. Tokio, jakie oglądamy to takie miasto jak z filmu "Wasabi" z Jeanem Reno, który w swojej biografii opowiadał, że na ulicach nikt się za nim nie oglądał i chciał autografów, po które ustawiały się kolejki fanów do jego filmowej partnerki, młodziutkiej japońskiej piosenkarki...
W Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manghha zobaczyć można kawałej prawdziwej Japonii.

Wystawę można oglądać do 29 września 2019 roku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik, Ewa Partum, Zdzisław Jurkiewicz, Maria  Pinińska-Bereś, Teresa Kelm i Zygmunt Krauze — prace tych i innych klasyków  polskiej sztuki współczesnej zobaczyć można będzie na przekrojowej wystawie Przestrzenie  w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa "Przestrzenie" przybliży ważne zjawisko w sztuce drugiej połowy XX wieku, w którym  tworzywem i tematem realizacji łączących różne media stała się przestrzeń. Termin  environment (ang. — otoczenie) wyprzedza o kilka dekad pojęcie instalacji artystycznej  i charakteryzuje wykreowane przez twórców „światy”, w których zmysły widza poddawane  są działaniu różnych bodźców. Będzie to opowieść o artystycznych eksperymentach, w których  malarstwo łączy się z architekturą, dźwiękiem i działaniami performatywnymi.  W ramach wystawy prezentowanych będzie pięć rekonstrukcji historycznych realizacji  environment, powstałych ponad pół wieku temu — w tym trzy pokaza...

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Na czerwcowej konferencji prasowej w Operze Wrocławskiej zapowiedziane zostały premiery (4 operowe, 2 baletowe) zaplanowane na nadchodzący sezon 2025/2026 oraz spektakle upamiętniające wybitne, lecz nieżyjące już postacie związane z wrocławską Operą: Ewę Czermak ( koncert 30 sierpnia) i Macieja  Krzysztyniaka (8 października).  W latach 1988-2015 Ewa Czermak wykreowała na deskach wrocławskiej sceny wiele pamiętnych ról. Widzowie do dziś wspominają jej sopran liryczny z takich kreacji jak Micaela (Carmen), Mimi (Cyganeria), Hanna (Straszny Dwór), Desdemona (Otello), Pamina (Czarodziejski Flet), Agata (Wolny Strzelec), Zuzanna (Wesele Figara) i wielu innych. B yła również pedagogiem, profesorem wokalistyki na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie kształciła studentów odnoszących dziś sukcesy na operowych scenach w kraju i za granicą. To właśnie ich występy usłyszymy w trakcie koncertu. Ponadto na skrzypcach towarzyszyć im będzie syn solistki, Adam Czerma...