Wileńscy artyści, wytworni dżentelmeni, piękne kobiety w MN w Krakowie


Podchodząc do schodów Muzeum Narodowego, najpierw widzimy wielki pomnik Adama Mickiewicza projektu Zbigniewa Pronaszki (replikę tę wykonali w 2021 r. litewscy artyści Tomas Valentinaitis, Vejas Aliukas, Matas Janusonis) przywieziony z Wilna i ustawiony przed wejściem do krakowskiego MN. Monumentalny i surowy 6-metrowy formistyczny wizerunek samotnego wieszcza widziany ze szczytu schodów zdaje się dominować nad placem, na którym z boku dużo skromniej prezentuje się kilku postaciowa grupa z 10-metrowego pomnika Stanisława Wyspiańskiego autorstwa Mariana Koniecznego (1982).

Kraków i Wilno uosobione w rzeźbiarskich wizerunkach najsłynniejszych poetów zdają się symbolicznie wchodzić w interakcję z otoczeniem. Wyspiański, któremu kilka lat temu zorganizowano gigantyczną genialną ekspozycję obejmującą trzy piętra krakowskiego gmachu głównego Muzeum Narodowego, od 24 maja ustąpił miejsca mistrzowi z Wilna, autorowi "Pana Tadeusza" i " Dziadów". Obaj nie toczą ze sobą pojedynku, lecz współistnieją, z szacunkiem prezentując dwa najwspanialsze oblicza polskiej kultury - mickiewiczowski romantyzm i secesję w wykonaniu twórcy "Wesela".  To współistnienie dostrzec można również wewnątrz muzealnego gmachu. Na pierwszym piętrze w intrygująco zaaranżowanych salach gości ekspozycja o znaczącym tytule. "Wilno, Vilnius, Vilne 1918-1948. Jedno miasto-wiele opowieści" zorganizowana przez MN w Krakowie i Litewskie Narodowe Muzeum Sztuki w Wilnie z okazji 700-lecia Wilna. Ten  tytuł sugeruje wielowątkowość ekspozycji, która pokazuje Wilno jako miasto wielokulturowe, wielowyznaniowe i niezmiernie barwne. Przed wejściem na wystawę wyświetlany jest krótkometrażowy film dokumentalny "Piove a Vilno" (W Wilnie pada deszcz) w reżyserii Giorgia Ruggeriego i Igne Narbutaite.



Wilno to miasto, w którym kwitła awangarda, splatająca się z art deco i nutami folkloru. Miasto, w którym romantyczne krajobrazy pełne bujnej soczystej zieleni pokazywały urodę miejskich widoków, urokliwych zaułków z nieodłącznymi kościołami, wzgórzem Giedymina i  wielką katedrą ustawioną pośrodku rozległego placu (to właśnie tu co roku zimą stoi bajecznie przyozdobiona choinka  rozświetlająca mrok dziesiątkami lampek). Do dziś pamiętam jak z przyjaciółmi zwiedzaliśmy to miasto błądząc po nieznanych uliczkach i natrafiając a to na gotycki kościół świętej Anny z czerwonej cegły, a to unickie cerkwie czy synagogę. Wilno zwane jest miastem świątyń, wszak mieli tu swoje miejsca kultu i katolicy i wyznawcy prawosławia i Żydzi. Wilno z jego Ostrą Bramą i Madonną, do której wierni wspinają się po schodach lub idą na kolanach prosząc o łaski, ma w sobie coś z  Częstochowy z Jasną Górą, gdzie króluje cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wilno jest także miejscem, gdzie powstał cudami słynący obraz "Jezu, ufam Tobie", którego niebywale popularna, powielana wielokrotnie ikonograficzna wersja prezentowana jest obecnie na krakowskiej wystawie. Jednak Wilno to nie tylko mistycyzm i religijność, nie tylko mickiewiczowski duch mesjanizmu i piękno świątyń wypełnionych dziełami sztuki, ale i awangarda (Władysław Strzemiński, Witold Kajruksztis, Mojżesz Worobiejczyk, Uma Olkienicka). Na krakowskiej wystawie prezentowane są  dzieła wybitnej wileńskiej graficzki Krystyny Hirschberg-Wróblewskiej, absolwentki Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, gdzie ukończyła wydział sztuk pięknych. Jej nazwisko  znane jest zapewne wielu miłośnikom sztuki, gdyż  Krystyna Hirschberg-Wróblewska była matką utalentowanego artysty Andrzeja Wróblewskiego, malarza urodzonego w Wilnie i studiującego po II wojnie światowej na krakowskiej ASP razem z Andrzejem Wajdą. 


Na mnie największe wrażenie zrobiły jednak malarskie dzieła Ludomira Slendzińskiego. Po II wojnie światowej artysta ten mieszkał i tworzył w Krakowie. Od 1948 roku  przez 8 lat był rektorem Politechniki Krakowskiej. Jego wspaniałe wyrafinowane i pełne elegancji klasyczne wizerunki portretowe przedwojennych dżentelmenów mają w sobie coś z klimatu dzieł Tamary Łempickiej, której prace w tych samych pomieszczeniach mogliśmy podziwiać jeszcze kilka miesięcy temu. Slendziński ma w sobie przedwojenną skłonność do oddawania najdrobniejszych detali strojów, wytworności dodatków i  subtelności póz portretowanych postaci. Przed jedną z prac stałam długą chwilę przypominając sobie filmową wersję powieści "Zazdrość i medycyna" Michała Choromańskiego. Byłby to doskonały odtwórca roli doktora Tamtena, pomyślałam.

Tych stylowo odzianych, zamożnych dżentelmenów patrzących wyniośle na otoczenie, warto dokładnie obejrzeć, przypominając sobie portret męża Łempickiej, prezentowanego na wystawie "Łempicka", o której wspomniałam wcześniej. Jedna ze zwiedzających  wystawę "Wilno, Vilnius, Vilne 1918-1948", patrząc na portrety autorstwa Ślendzińskiego westchnęła: "Mogłabym się w nich zakochać". 


Drugim fascynującym twórcą na tej ekspozycji jest formista Tymon Niesiołowski. Jego kolorowe sceny z życia codziennego, martwa natura, od której dosłownie nie można oderwać wzroku i subtelny akt kobiety widzianej od tyłu to prawdziwa uczta dla oczu. Niesiołowski zamieszkał w Wilnie w 1926 r., gdzie aż do 1932 r. pracował jako nauczyciel w Szkole Rzemiosł Artystycznych. W 1937 r. objął stanowisko docenta malarstwa monumentalnego na wydziale sztuk pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego.


Na wystawie można także obejrzeć kwiaty, np. krwisto czerwone tulipany w pięknej ramie i inne kwietne motywy, a także prace o charakterze propagandowym i mnóstwo dzieł graficznych i fotografii dokumentujących wileński targ zwany kaziuki, czyli odbywający się od 400 lat jarmark odpustowy w dzień św. Kazimierza obchodzony w Wilnie 4 marca.


Na wystawie w krakowskim muzeum możemy obejrzeć ok. 270 prac, w tym 71 obrazów, 106 prac na papierze i grafik, 5 rzeźb, 47 fotografii, 23 książki, 6 medali i archiwalia. Jest co oglądać.

Ta wystawa dla starszych widzów może być wycieczką w przeszłość, nostalgiczną, ale i bolesną, natomiast młodzi oglądający z pewnością zwrócą uwagę na piękno i wyrafinowanie sztuki tworzonej przez artystów, których związki z Polską, a zwłaszcza z Krakowem, były bardzo silne.


Wystawa czynna jest do 3 września.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O malarstwie Waldemara Libery

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"