"Złe baśnie" w Piekarni




Premiera spektaklu "Złe baśnie" w reżyserii i adaptacji Marcina Libera, na podstawie "Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm" w wyborze i przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej, z niemal całą obsadą Wrocławskiego Teatru Pantomimy ukrytą pod niesamowitymi makijażami i kostiumami (scenografia i kostiumy Mirek Kaczmarek) jest jak bankietowe ciasteczko - słodkie w środku, a czarne i brudzące na zewnątrz. Delektujemy się tym co w środku, ale i tak musimy się pobrudzić. Ten spektakl w każdym z nas zostawia ślad.

Surrealistyczna, piekielna, black metalowa stylizacja, zachwyciła by zapewne Salvadora Dali i Ozzy'ego Osbourne' a, którego koncertowo sparodiował fenomenalny Jan Kochanowski jako Ksiądz.
Ten spektakl to baśń dla niegrzecznych nastolatków i szalonych pięćdziesięciolatków, dla których "Piekło już płonie" i gotowi są rzucić się w koncertowy wir metalowych dźwięków (bez obawy - przed spektaklem rozdawane są zatyczki do uszu, dla tych którym przeszkadza zbyt głośna muzyka).
"Złe baśnie" balansują między bardzo czarnym humorem, podszytą prawdziwym lękiem kpiną z rzeczywistości (strach przed wojną i śmiercią) a frenetycznym pragnieniem zabawy bez ograniczeń, w której "Szatan to szmata", a gdy z grobu wystaje rączka martwej córki, którą mordercza matka usiłuje pochować, pojawia się usłużny człowiek z piłą...

Baśnie te zostały dopasowane do osobliwej narracji rodem z obrazów Hieronima Boscha i poruszająco (dosłownie) pantomimicznie wykreowane, po raz pierwszy w WTP, przez choreograficzny duet Hashimotowiksa, który doskonale wpasował się w klimat "Złych baśni" tworząc jeden wielki baśniowo-horrorowy film. Gesty pojedynczych postaci (często niekompletnych, bo np. bez rąk!) płynnie stawały się częścią historii o miłości, podstępach, grzesznych pragnieniach (genialnie perwersyjny Krzysztof Szczepańczyk jako kazirodczy król), morderstwach i aktach kanibalizmu (córkobójczyni zagrana z dużą dozą surrealizmu przez Agnieszkę Kulińską i upiorny zbrodniczy tatuś z piłą stworzony przez Artura Borkowskiego).

Jest tu też świetny jak zawsze duet Karolina Pewińska i Jakub Pewiński z dodatkiem debiutującego siedmioletniego Adasia Gorzelewskiego w roli blackmetalowego dziecka. Każda z baśni opowiada osobną historię (w tle wyświetlają się tytuły, np. "Dziewczyna bez rąk" czy "Wieloskórka"), ale razem tworzą swoiste panoptikum składające się na zdominowany przez ZŁO świat, widzianego w krzywym zwierciadle.

Na scenie od początku spektaklu leżą trzy wielkie nagie mózgi, stoi zwierzę bez głowy, leje się krew, a aktorzy pantomimy na pierwszym planie tańczą swój obłąkany taniec, w którym tylko pozornie panuje chaos zdominowany przez głośną metalową muzykę, growl i headbanging. Widz czuje się momentami jak na koncercie łagodniejszej wersji Meyhem, ale to tylko teatr i nie ma się co spodziewać szaleństw Varga Vikernesa, który naprawdę spalił trzy norweskie kościoły i trafił na 21 lat do więzienia... Warto przyjrzeć się przed spektaklem zawieszonym na ścianach foyer zdjęciom wykonanym przez reżyseria Marcina Libera. Jest tam trochę takiego blackmetalowego, a raczej deathmetalowego, surowego norweskiego klimatu. Ale tylko trochę.

Pantomimiczna wersja baśni braci Grimm mimo mrocznych podtekstów zmierza w zupełnie inną stronę. Konfrontuje tradycyjnie bajkowe postaci, jak Król i Królowa (frenetycznie nadaktywni Jakub Pewiński i Karolina Pewińska - oboje w upiornym makijażu) czy elf (pozornie nieszkodliwie romantyczna postać grana przez Eloya Moreno Gallego, który niczym zmysłowy półnagi faun wynurza się ze skały z nożem) z okrucieństwem, jakie ich spotyka i z jakim muszą się zmierzyć. Biblijna zasada "oko za oko, ząb za ząb" jest tu wcielana w życie. Bez litości. Wieloskórka dokonuje zemsty na kazirodczym ojcu-królu, a karuzela postaci przy cyrkowej muzyce bez oporów pożera jedną ze swego grona. Postacie są przerysowane i groźne, choć pozornie wyglądają jak zwykli bohaterowie, którzy zmagają się ze światem, który wcale nie jest dobry. Tyle że w "Złych baśniach" zła się nie boimy.
Widzowie chichoczą, bo kanibalistyczno-turpistyczne nadzienie baśni jest kompletnie odjechane i zamiast grozy jaką nasycone są te opowieści, wywołują jedynie śmiech. Zestawienie blackmetalowej muzyki (THVN) i szatańskiego image'u, z uroczą balladową melodią "Sound of silence" śpiewaną przez wrocławskich aktorów (oryginał wykonywał duet Simon& Garfunkel w latach 60.), świadczy o tym najlepiej. Wszystko co oglądamy jest tylko oniryczną baśnią.
To spektakl dla dorosłych, którzy chcą znów być młodzi i bawiąc się odczarować przerażające i prawdziwie demoniczne zło tego świata. To po prostu trzeba zobaczyć na żywo.

Twórcy:

Reżyseria i adaptacja: Marcin Liber 

Scenografia, kostiumy i reżyseria świateł: Mirek Kaczmarek 

Choreografia: Paulina Jaksim i Katarzyna Kulmińska | Hashimotowiksa  

Muzyka na żywo: T H V N /band/ w składzie Marcel Pociecha (gitara, wokal), Jarosław Jazienicki (perkusja), Michał Jarosz (perkusja live), Marceli Hryniewicki (bas, wokal), Maciej Rzońca (wokal, ambienty)

Sound design i ambienty muzyczne: Maciej Rzońca

Projekt plakatu: Adam Jedynak, w plakacie został wykorzystany obraz "Diabeł" Macieja Salamona 

Mieszkańcy wsi Griny: Artur Borkowski, Izabela Cześniewicz, Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Jan Kochanowski, Sandra Kromer-Gorzelewska, Agnieszka Kulińska, Eloy Moreno Gallego, Karolina Pewińska, Jakub Pewiński, Monika Rostecka, Krzysztof Szczepańczyk, Julia Totoszko (gościnnie), Adam Gorzelewski (gościnnie).  

„Złe baśnie” na podstawie “Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm” w wyborze i przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej. 


Premiera: 9 stycznia 2026 r. 

Wrocławski Teatr Pantomimy na scenie Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi