Przejdź do głównej zawartości

O miłości syreny i nie tylko

 


                                               Foto: Filip Wierzbicki

Amanda Lee Koe to singapursko-amerykańska pisarka, której debiutancka książka "Delayed Rays of A Star" zyskała status kultowej w Singapurze. Jako autorka została też najmłodszą laureatką Nagrody Literackiej Singapuru za tom "Ministerstwo moralnej paniki", z którego pochodzi opowiadanie na podstawie którego stworzony został scenariusz (Zuzanna Bojda) do spektaklu "Syrena. Anatomia miłości" w reżyserii Darii Kopiec, zagrany niezwykle subtelnie i delikatnie na scenie Na Strychu Wrocławskiego Teatru Współczesnego. 

Akcja rozgrywa się w nocnym barze, przypominającym klimatem ten ze słynnego obrazu amerykańskiego malarza Edwarda Hoppera. Kilka postaci niczym we śnie opowiada historie z dzieciństwa i pokazuje swoje obecne nastroje, w źle znoszonej dorosłości, w której samotność i pragnienie bliskości przenika potrzeba bycia kochanym. 

Tytułowa syrena (Ewa Niemotko o złowieszczej urodzie wodnicy z romantycznych opowieści) jest dość okazałą i groźną istotą z nieznanej wyspy. Wynurzyła się z głębin, by pokochać śmiertelnika (wyluzowany Rafał Cieluch w hawajskiej koszuli i japonkach na gołych stopach) i odrzucając typową dla swego gatunku chęć zabicia człowieka, z którym związała ją namiętność, decyduje się urodzić mu dziecko. Tym dzieckiem, pół rybim, pół ludzkim, jest Marl (łagodny Tomasz Taranta przypominający pisarza Michała Witkowskiego), istota podwójna, odmienna, niedookreślona i nie znajdująca w swoim otoczeniu podobnych sobie. Jako dwunastolatek wyśmiewany przez otoczenie, zakochuje się w koledze (Cocolino Miłosza Pietruskiego wygląda jakby zbiegł z "Ferdydurke" Gombrowicza w swoich krótkich spodenkach i podkolanówkach). Głęboko w sobie ukrywa tę  zakazaną miłość, obawiając się zranienia. Jego ojciec jest marynarzem, któremu syrena zostawiła syna, sama zaś, objawiając się ludziom, została schwytana i poddana badaniom medycznym. Ludzie próbują zrozumieć organizm syreny, poddając ją  oględzinom. Syrena zostaje więc zakładnikiem innego gatunku. Miłość odbiera jej swobodę i wolność, separuje od sióstr syren i sprawia, że staje się samotna. Prawie tak samotna jak inna z bohaterek snujących swoją opowieść w barze. 

Nauczycielka (Anna Kieca, wizualnie nieco podobna do grającej syrenę Ewy Niemotko, jakby jej starszej wersji, równie szczupłej, długonogiej, wyalienowanej) jest znudzona i żyje pracą, licząc popołudniowe godziny spędzane na zabijaniu czasu kąpielą, marzeniami o miłości i myśleniu o kimś kto ją pokocha. Czy ktoś mnie jeszcze zechce?, zastanawia się, przeglądając się w lustrze i zauważając upływ czasu i niezmienne osamotnienie. 

Dziwną i niejasną postacią jest androgyniczna Panika w lateksowym czarnym stroju o mocno umalowanych oczach (Mariusz Bąkowski). Momentami wciela się w toksyczną matkę Nauczycielki, nakłaniając ją do przywabienia sobie mężczyzny. Rzuca jej lśniącą suknię, w której ma zaprezentować się bardziej seksownie. Zamiast tego Nauczycielka czuje się w tym przebraniu nieswojo, naciski matki budzą w niej wyrzuty sumienia, że nie dość się starała i tak naprawdę nie potrafiła się wyzwolić z konwencjonalnej monotonnej egzystencji. Nauczycielka zarówno pragnie zmian, jak i się ich obawia, nie potrafiąc wyjść ze swojej strefy komfortu. Strach wypełnia jej życie - obawa przed tym, żeby nie została wiecznie samotną starą panną, żeby się nie zestarzała w pojedynkę. Również Mino (Przemysław Kozłowski), który pojawia się niczym spełnienie niewypowiedzianych marzeń Nauczycielki, ma traumatyczne  wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to za byle przewinienie karany był zamykaniem w piwnicy. Mino jest skrótem od Minotaura, zatem pojawia się tu kolejny, po syrenie kuszącej żeglarzy i wiodącej ich do zguby, wątek mitologiczny, dość perwersyjny zresztą - Mino jest owocem romansu napalonej ludzkiej matki i jurnego byka. Minos rozwścieczony zdradą żony, zamyka Marla w labiryncie. Jak w mitologii greckiej tak i w spektaklu ludzie parzą się ze zwierzętami i stworami z głębin, płodząc dzieci hybrydy, z ogonami i płetwami zamiast nóg. Te międzygatunkowe romanse są tyleż ekscytujące, co niszczące i to zarówno ulegających żądzy, jak i ich potomków, którzy sami nie wiedzą, kim lub czym są, i nie znajdując podobnych sobie, czują się nieszczęśliwi.

Pozornie Mino jako dorosły, stał się pewnym siebie eleganckim facetem, ale tak naprawdę agresywnym zachowaniem pokazuje, że wciąż tkwi w nim słaby chłopiec, który zamiast czułości otrzymał taką dawkę bólu, że nie potrafi otworzyć się na innych, ani pozbyć się agresywnych zachowań, prześladując i wyśmiewając Marla. 

Syrena i otaczająca ją aura istoty innego gatunku, staje się wieczną tęsknotą Lwa, który z jednej strony chciałby, aby znów wróciły czasy beztroskiej miłości na egzotycznej wyspie z równie egzotyczną istotą, a z drugiej boi się reakcji otoczenia i wciąż czuje się inwigilowany, obserwowany, niczym królik doświadczalny. Nikt mu nie wierzy, że spłodził potomka z syreną i choć on sam akceptuje swojego dziwnego syna, któremu maluje paznokcie i powtarza "to tylko dziecko", to ma świadomość, że inni prześladują dziwacznego odmieńca Marla, podobnie jak chcą rozgryźć tajemnicę syreny.

W jednej z pierwszych scen spektaklu Lew mówi: "To będzie opowieść dziwna, lecz prawdziwa". I tak ją należy potraktować. Bohaterowie są naszkicowani delikatną kreską, poruszają się w półmroku z lśniącymi, niczym światełka na falach oceanu, ozdobami. W akwariowym świetle słyszymy wyznania istot udręczonych, nadwrażliwych, poranionych, ale wciąż mających nadzieję na szczęście i miłość, zrozumienie i tkliwość zapamiętaną z dzieciństwa na równi z prześladowaniami, szyderstwami i kpinami rówieśników i dorosłych. Tak do końca nie wiemy też czy Szaman (Jerzy Senator) jest tu Bogiem, greckim bóstwem, jakimś hippisowskim wcieleniem sumienia czy całkiem realnym pocieszycielem starającym się ukoić lęki, wypełniające szukających nadziei, przerażonych bezwyjściowością swojej sytuacji, bohaterów. 

Doskonałym dopełnieniem podwodnego świata pełnego skrywanych emocji jest muzyka grana  na żywo. Michał Litwiniec i Aleksandra Gronowska tworzą tu specyficzny duet muzyczny tak mocno stapiający się z akcją rozgrywającą się na scenie, że w pewnym momencie widz już tylko  wsłuchuje się w dźwięki gongu, gitary czy perkusji, czekając na rozwój akcji, na wybuch wściekłości czy gniewu lub szokujące wyznanie aktorów. Zdajemy się bezwiednie obcować z tą hipnotyzującą muzyką duszy, towarzyszącą uwalnianiu tego, co najgłębiej skrywane, a momentami wybuchom emocji i sadystycznym śmiechom towarzyszącym słownym napaściom na Marla. Spektakl bardzo subtelnie zagrany, jest niczym wieloryb wynurzający się z ciemności głębin na powierzchnię oceanu, by na koniec ponownie skryć się w mroku. "Syrena. Anatomia miłości" to spektakl, który warto zobaczyć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

„Natchnienie jest czymś ulotnym” – wywiad z krakowską malarką Ewą Kutermak-Madej

Artystyczne spojrzenie: Pochodzi Pani z rodziny artystycznej, czy zawsze wiedziała Pani, że będzie malarką?  Nie chciała się Pani zbuntować? Ewa Kutermak-Madej: Rzeczywiście pochodzę z rodziny artystycznej. Mój ojciec był pedagogiem ASP. Uczył rysunku i malarstwa na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Krakowie. Nie wyznaczało to jednak moich przyszłych wyborów. Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyłam Tatusiowi, dzierżąc szkicownik, w wypadach na łono natury i biorąc udział w plenerach, które prowadził dla studentów. Zapełnione szkicowniki nie były początkiem dalszej drogi.  Od 4 roku życia brałam udział w teatrzyku, który prowadził znany aktor Jan Niwiński. Z tej „stajni” wyrośli znani aktorzy Monika Niemczyk, Ryszard Filipski, poetka Halina Poświatowska, Mietek Grąbka, Anna Dymna, Jan Frycz.   Nie zdecydowałam się na tę drogę pomimo albo dlatego, że w wieku 9 lat zagrałam główną rolę w „Cudzie w Alabamie” w Starym Teatrze. Świadomie myśląc o przebytyc...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...