Warzywnik Gaby Herman w krakowskim DYMie


W ciągu ostatnich kilku miesięcy widziałam kilka fantastycznych wystaw malarstwa uznanych krakowskich artystów, którzy swoje prace pokazali we wnętrzach popularnych kawiarenek. Znakomita wystawa prac Ewy Kalinowskiej Bajek w "Kolorach" na Kazimierzu, świetna ekspozycja obrazów Magdaleny Nałęcz w "Czekoladzie" na Brackiej i wyrafinowany pokaz fotografii Agnieszki Kuci w kultowym DYMie -  to przy okazji towarzyskiego spotkania przy kawie także możliwość obcowania ze sztuką.


W DYMie przez cały maj gości wystawa obrazów Gaby Herman, artystki która już wcześniej eksperymentowała z podobraziami - malowała na tekturach (cykl pokazywany w ubiegłym roku w galerii Floriańska 22), wzbogacała też malarstwo obiektami takimi jak kamienie (niedawno zakończona niezwykle interesująca wystawa w Pałacu Sztuki prezentująca twórczość Jana Szancenbacha i jego uczniów z Pracowni 303 na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych). Krakowska artystka tym razem w na ścianach DYMu zawiesiła swój Warzywnik - namalowany na tak nieprawdopodobnych podłożach jak patelenki, stolnice czy blaszki do pieczenia ciast. Wchodząc do wnętrza kawiarni człowiek staje przed umieszczonymi na ścianach warzywami - kapustkami, bakłażanami, rzodkwią białą (?), porami, które jakby zeszły z obrazów postimpresjonistów i zapragnęły ułożyć się wygodniej na tych nietypowych przedmiotach, które pełnią funkcję tac czy talerzy. Można tam zobaczyć urokliwe żółciutkie cytryny i (usmażone) jaja czy ryby na patelniach - efekt iluzji jest zachowany, a smakowitość potraw umiejętnie podsycona. Na zewnątrz przy dymowych stolikach siedzą kawiarniani goście - sporo artystów, znanych krakowian rozmawia przy espresso i serniku, a ci którzy wchodzą do wnętrza natykają się na napis-szyld wykonany przez Gabę, głoszący iż w DYMie jest jak w domu. Bo taka jest prawda. To malarstwo doskonale wpasowuje się w ten swojski klimat i właściwie wygląda jak stała ozdoba ścian. Nie sposób go nie zauważyć, chyba że się jest wyjątkowo zamyślonym poetą, który po złożeniu zamówienia zasiada na zewnątrz i zabiera się za pisanie... Gdy przez kilkanaście minut siedzę z Gabą przy stoliku przechodzą inni  artyści, witają się z malarką, zaglądają do wnętrza, gratulują wystawy... Ulica świętego Tomasza to miejsce, gdzie wciąż ktoś się z kimś spotyka, wchodzi do DYMu na kawę albo zatrzymuje się na krótką pogawędkę. Sztuka  czeka wewnątrz i prowokuje do pytań. A dlaczego na patelenkach? A dlaczego nie na płótnie? Nietypowe podobrazia nie są w sztuce niczym nowym czy nowatorskim, ale pokazują, że także artysta może uprawiać recycling, wtórnie wykorzystywać wyrzucone na śmietnik przedmioty, pogardzane, wysłużone, skazane na ostateczne zniszczenie. Trzeba naprawdę wielkiej fantazji, aby dostrzec w tych brzydkich,  nieprzydatnych rzeczach coś artystycznego, jakiś zalążek piękna, które dumnie ozdobi kawiarniane ściany. I muszę przyznać, że nawet tak prozaiczne warzywa jak kapusta czy por namalowane są tak pięknie, że przyglądać się im można z wielką  przyjemnością. Na tej  "kulinarnej" wystawie najbardziej spodobały mi się bakłażany. Od razu przypomniałam sobie jak ich ciemnofioletowe skórki rozkosznie lśniły w słońcu na greckim targu, gdzie po raz pierwszy wiele lat temu przyglądałam się ich niezwykłym kształtom, zastanawiając się co to właściwie jest i jak to się przyrządza, choć przecież jadłam już wtedy musakę i jakoś w ogóle nie skojarzyłam jej z tymi "ogórkowatymi" warzywami... Ten gabowy warzywnik pokazywany w maju, niedługo przed wakacjami, skłania do wspomnień z minionych, wakacyjnych  podróży, ale też zachęca do wybrania się do krajów takich jak Grecja, Włochy czy południowa Francja, czyli tam, gdzie malarstwo często sięgało po takie owocowo-warzywne inspiracje, a artyści z upodobaniem uwieczniali to co jedli w tawernach, przy stolikach na wolnym powietrzu, wdychając zapach ziół, oliwy i wina, popijając mocną kawę.
Przyglądanie się wystawie Gaby Herman jest trochę jak takie śródziemnomorskie rozkoszowanie się potrawami, chwilami przyjemności, dobrym towarzystwem przy maleńkiej filiżance kawy i sztuką, która kusi do wypraw do ciepłych, południowoeuropejskich krajów. W tych kawiarnianych  klimatach, w zapachu świeżo zaparzonego espresso sztukę krakowskiej artystki ogląda się doskonale.
Wystawę oglądać można będzie jeszcze do końca maja 2018 r..

Foto: dzięki uprzejmości artystki

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz