Figurki mistrza Vonki

Jaroslav Vonka urodził się w Czechach i od dziecka chciał zostać kowalem, a że miał ku temu zdolności w końcu dopiął swego. Z rodzinnych Horzic przybył do Breslau w 1903 roku, po długiej wędrówce. Był i w Niemczech i Rosji, a nim trafił do Wrocławia zahaczył też o Kraków, gdzie płacono mu zbyt słabo, by mógł się utrzymać, dlatego zdecydował się ruszyć dalej. Wciąż doskonalił warsztat i jako rzemieślnik zyskał sporą renomę. Gdy we Wrocławiu w Miejskiej Szkole Rzemiosła Artystycznego (mieściła się przy ulicy Bernardyńskiej, obok obecnego Muzeum Architektury) poszukiwano nauczyciela kowalstwa do klasy metaloplastyki, natrafiono w końcu na Vonkę, którego wszyscy zleceniodawcy wychwalali jako twórcę wysokiej klasy wyrobów kowalskich. Czeski kowal został nauczycielem, a po latach także profesorem w MSRA, co trzeba przyznać nie zdarzało się często.
Mieszkał przy ulicy Mazowieckiej, nieopodal szkoły, w której uczył i pracował na zlecenie zarówno dużych instytucji jak i prywatnych osób. Jego dziełem była krata z Piwnicy Świdnickiej z postaciami diabła, mnicha, grajka z małpą, wędrowca z kosturem, staruszki z koszem i anioła. Niedawno odnaleziono ją w magazynach warszawskiego Muzeum Narodowego, gdzie spoczywała zapomniana od czasów tuż powojennych. Vonka wykonał  też kratę ozdobioną figurami  dla banku w Prudniku i  furtkę dla prywatnej osoby, z ulicy Sokolskiej we Wrocławiu, gdzie dotrwała do dziś, pełniąc funkcję użytkową dla mieszkańców domu.
Figurki Vonki znaleźć można również na drzwiach do budynku Elektrowni Wodnej we Wrocławiu ("Neptun") oraz jako ozdoby w wykonanej przez niego chrzcielnicy z 1933 roku z kościoła św. Józefa Rzemieślnika przy ulicy Krakowskiej we Wrocławiu. Kościół co prawda podczas Festung Breslau został podpalony przez obrońców twierdzy, ale chrzcielnica z żelaza zachowała się i do dziś zdobi to skromne wnętrze.
Wszystkie te dzieła podziwiać możemy do połowy czerwca we wrocławskim Muzeum Narodowym na wystawie "Stwórcze ręce. Sztuka metalu doby modernizmu we Wrocławiu". Dzieła rzemiosła artystycznego, którego ośrodkiem w I połowie XX wieku był Wrocław, nie były dotąd przedmiotem tak dużego zainteresowania, dlatego autorzy wystawy mieli nie lada problem z odnalezieniem wielu dzieł i informacji o ich twórcach. Na wystawie pokazano przedmioty ze zbiorów prywatnych, z kościołów, a także odnalezione w magazynach muzealnych. Rzemiosło, które traktowane bywa nieco po macoszemu, jako coś użytkowego, niewiele mającego wspólnego z prawdziwą sztuką, jak się okazuje, także ma swoich mistrzów.
Oprócz kowalstwa reprezentowanego przez Vonkę, na wystawie można zobaczyć także kunsztownie wykonane przedmioty będące dziełem złotnika Alberta Greinera czy Ericha Adolfa, pracującego dla wrocławskich kościołów. Kiedyś natknęłam się na wpis internauty, z województwa opolskiego, opisującego fragment znaleziska sygnowanego "Frich Adolf, Breslau". Zastanawiał się do czego mógł służyć fragment znalezionego przedmiotu. Prawdopodobnie chodziło tu o element naczynia z sakralnego wyposażenia jakiejś wrocławskiej świątyni autorstwa Ericha Adolfa. Wiele takich małych przedmiotów misternie zdobionych można obejrzeć na wystawie, na której zgromadzono aż 200 eksponatów.Warto je zobaczyć, aby przekonać się że i rzemiosło może być sztuką. Jak twierdzi zajmujący się kowalstwem artystycznym wrocławski rzemieślnik Ryszard Mazur, takich krat już się nie robi. Jaroslav Vonka był znakomitym rzemieślnikiem, ale i utalentowanym dydaktykiem, który umiał przekazać swoje umiejętności  studentom.Gdy Vonka stracił podczas wojny wszystko, pomogli mu jego uczniowie, którzy zrobili kariery i powyjeżdżali za granicę - z wdzięczności, bo tak dobrze nauczył ich rzemiosła, że stali się cenionymi fachowcami.
Po wystawie można, spacerując po Wrocławiu, poprzyglądać się bramom, ozdobnym elementom kutym z żelaza, furtkom i innym elementom kowalskim, a więc temu, na co zwykle nie zwracamy większej uwagi, i choć mało prawdopodobne jest znalezienie jeszcze jakiegoś nieodkrytego dzieła Vonki, bo przygotowujący wystawę dokładnie przeczesali miasto, to jednak  warto zwrócić uwagę na kunszt dawnych mistrzów kowalskich, którzy wykonali balustrady starych kamienic czy obudowy latarń.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz