Przejdź do głównej zawartości

Wodecki w kasynie, albo Teatr Polski w OVO




Muszę przyznać, że w kasynie zdarzyło mi się być tylko raz, za to chyba w tym najsławniejszym w Monte Carlo. Bynajmniej nie w celach hazardowych, lecz typowo turystycznych - wejście do środka na parterze z automatami było  dostępne gratis, a budynek robił wrażenie nie tylko z zewnątrz (zbudował go Charles Garnier, architekt paryskiej Opery), ale i podczas zwiedzania przestronnego holu. 

Po raz drugi miałam okazję być wewnątrz kasyna, a właściwie ex-kasyna, w sobotę 4 lipca. Sala, w której kiedyś mieściło się wrocławskie kasyno w budynku OVO zachowała swój specyficzny kształt, ale sam lokal ma już inne przeznaczenie. I z przepychem wnętrza w Monte Carlo nie ma nic wspólnego. 

Z uwagi na remont sceny kameralnej przeniósł się do OVO tymczasowo Teatr Polski, a na inaugurację   wybrano miejsce, które ma szczególny  "minionoepokowy" charakter, do którego dobrze pasuje  kameralny spektakl, a właściwie koncert piosenek Zbigniewa Wodeckiego "Wodecki. Dobry wieczór Państwu" przeplatany króciutkimi humorystycznymi scenkami i monologami opowiadającymi o hotelowych zdarzeniach, złamanych  sercach i zranionych miłościach, a także tym wszystkim, co stanowiło treść wykonywanych utworów Zbigniewa Wodeckiego. Taka kronika wypadków miłosnych, aby posłużyć się tytułem książki Tadeusza Konwickiego.

W lipcowy sobotni wieczór w ex-kasynie było romantycznie i nostalgicznie. Czwórka artystów Teatru Polskiego (Klementyna Umer i Błażej Michalski, Jakub Biel i Marika Klarman-Gisman) wykonała najbardziej znane szlagiery Wodeckiego. Wysłuchaliśmy m.in.: "Lubię wracać tam gdzie byłem", "Z tobą chcę oglądać świat", a także nieśmiertelne "Chałupy Welcome to", zaś na koniec słynną "Pszczółkę Maję" (wszyscy śpiewający pojawili się na scenie w wielkich okularach). 

Spektakl  trwał 100 minut, z piętnastominutową przerwą i miał formę raczej kameralną.  Na kilka minut przed rozpoczęciem na fortepianie grał Tomasz Kaczmarek, potem, w trakcie koncertu, dołączył do niego grający na wiolonczeli Adam Garnecki. Widownia pogrążona była w półmroku. Tylko scena była dość mocno oświetlona, wydobywając błyszczącą fakturę materiału sukienek obu pań, które nie tylko śpiewały, monologowały i przekomarzały się z partnerami, ale też grały w karty i kości. 

Spektakl z piosenkami Wodeckiego wciągnął do zabawy część publiczności (m.in. do szukania  nagrody-niespodzianki pod krzesłami), a widzowie z pierwszego rzędu, żartobliwie i spontanicznie, zainicjowali "falę" z  dawnych festiwali (Opole, Sopot), a także podśpiewywali z aktorami znane na pamięć dawne przeboje. Wodecki znany był z tego, że nieustannie podróżował po Polsce (i nie tylko) i jak pisano w ówczesnej prasie chętnie "chałturzył" i  śpiewał w małych i maleńkich miejscowościach, dzięki czemu zarabiał dobre jak na owe czasy pieniądze. I, jak można było przeczytać w książkowej wersji reportażu "Tak mi wyszło" Kamila Bałuka i Wacława Krupińskiego, zawsze ulegał, gdy ktoś z widzów poprosił o "Maję". 

Podczas wrocławskiego spektaklu  obie  aktorskie pary kilka razy celowo zaczynały w finale  śpiewać refren "Pszczółki" i, jakby mrugając okiem do publiczności, pokazywały, że choćby nie wiem jak wzruszająco Wodecki śpiewał teksty Jonasza Kofty, Leszka Długosza czy Ryszarda Poznakowskiego, to w końcu i tak nie dane mu  będzie zejść ze sceny, bez wykonania słynnego dobranockowego hitu. 

"Wodecki. Dobry wieczór Państwu" przygotowany przez Teatr Polski we Wrocławiu to zupełnie odmienny sposób pokazania twórczości Zbigniewa Wodeckiego niż w wielkim show z akrobacjami, "Zbudujmy świat - utwory Zbigniewa Wodeckiego w nowym świetle" w reżyserii Kamila Przybosia, pokazywanym w ubiegłym roku we wrocławskim Imparcie, z capitolową obsadą (Artur Caturian, Magdalena Zawartko).  

W muzycznym spektaklu w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego jest trochę takich  aluzji do dawnych występów Wodeckiego, który śpiewał nie tylko własne aranżacje, ale też wykorzystywał utwory innych kompozytorów. Wielokrotnie prosił o teksty zaprzyjaźnionych artystów piwnicznych. Podczas sobotniego spektaklu interesująco i zupełnie odmiennie od oryginalnego wykonania zabrzmiał  "Motorek" Grechuty.

W dawnym kasynie można było także posłuchać bossanovy. Wprowadzone na polską scenę muzyczną  przez zafascynowanego nimi Wodeckiego, brazylijskie gorące rytmy, wcale się nie zestarzały. Przyjemny wakacyjny klimat, jaki się wytworzył (duża w tym zasługa muzyków) w sali wrocławskiego OVO sprawił, że po prostu miło i relaksująco można było spędzić te niecałe dwie godziny, które minęły szybko i w bezpretensjonalnej, lekkiej atmosferze. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...

„Natchnienie jest czymś ulotnym” – wywiad z krakowską malarką Ewą Kutermak-Madej

Artystyczne spojrzenie: Pochodzi Pani z rodziny artystycznej, czy zawsze wiedziała Pani, że będzie malarką?  Nie chciała się Pani zbuntować? Ewa Kutermak-Madej: Rzeczywiście pochodzę z rodziny artystycznej. Mój ojciec był pedagogiem ASP. Uczył rysunku i malarstwa na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Krakowie. Nie wyznaczało to jednak moich przyszłych wyborów. Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyłam Tatusiowi, dzierżąc szkicownik, w wypadach na łono natury i biorąc udział w plenerach, które prowadził dla studentów. Zapełnione szkicowniki nie były początkiem dalszej drogi.  Od 4 roku życia brałam udział w teatrzyku, który prowadził znany aktor Jan Niwiński. Z tej „stajni” wyrośli znani aktorzy Monika Niemczyk, Ryszard Filipski, poetka Halina Poświatowska, Mietek Grąbka, Anna Dymna, Jan Frycz.   Nie zdecydowałam się na tę drogę pomimo albo dlatego, że w wieku 9 lat zagrałam główną rolę w „Cudzie w Alabamie” w Starym Teatrze. Świadomie myśląc o przebytyc...