Ptaki i ludzie w ATLASIE PTAKÓW

 



O ptakach i ludziach, o pisklętach i niemowlętach, o traumatycznym dzieciństwie i pragnieniu miłości, opowiada ujęty w ramy groteskowego telewizyjnego programu dla dzieci spektakl "Atlas ptaków", który można było 11 kwietnia prapremierowo obejrzeć we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Ta przejmująca sztuka nagrodzona w 2025 roku w konkursie dramaturgicznym Strefy Kontaktu, zagrana została na Scenie na Strychu, która okazała się dziwnie przestronna i niepokojąco obszerna (otwarte okno). 

Fantastyczna muzyka (Helena Czerwińska-Drak) i piątka aktorów Wrocławskiego Teatru Współczesnego, zagrała wśród kamieni, poduszek, termometrów, oświetlona starymi telewizyjnymi reflektorami, w kolorowych strojach (Katarzyna Leks), wydając z siebie przerażające dźwięki.

W tym wszystkim bohaterka Ona (Lina Wosik) i jej partner, sptasiały ornitolog (a może tylko uczłowieczona amanda górska?) grany przez Krzysztofa Boczkowskiego. Historia jakich wiele (miłość, nieplanowana ciąża, śmierć), zagrana w tak specyficzny sposób, jakby przerzucała most między zachowaniami ludzkich i ptasich par, odchodząc od antropocentrycznego postrzegania świata.

Autorka tekstu Aleksandra Zielińska pokazuje życie grzecznej, nie sprawiającej kłopotów rodzicom, dziewczynki. Od dzieciństwa, kiedy to nie może okazać swoich prawdziwych uczuć, gdy traci domowe zwierzątka (kolejne chomiki znikające w dramatycznych okolicznościach, uciekająca z klatki papuga),  musi się  pogodzić  nie tylko ze śmiercią, ale i z tym, że to ona jest wszystkiemu winna, i to poczucie winy będzie jej towarzyszyło przez kolejne lata, aż do momentu, gdy  jako dorosła kobieta, próbując ogarnąć wszystko i  mając pod opieką własne dziecko, doprowadza do tragedii. Przemęczona, samotna, niewyspana próbuje podołać obowiązkom związanym z opieką nad niemowlęciem. Lina Wosik zagrała tę postać i jej przemianę bardzo realistycznie. Początkowo radosna i optymistyczna udaje, że panuje nad wszystkim. Z czasem staje się coraz bardziej zmęczona, wściekła, zaczyna przeklinać i ma dość. 

Jak to się dzieje, że  grzeczna  trzydziestopięcioletnia "szara myszka" ze stoickim spokojem znosi egoistyczne  zachowania partnera, który zafascynowany życiem piskląt i dorosłych ptaków, beztrosko oddaje się swojej pasji, nie zwracając uwagi na to, że  w opiece nad własnym dzieckiem, także i on powinien uczestniczyć? 

Krzysztof Boczkowski stworzył tu postać oderwanego od życia codziennego bujającego w chmurach  naukowca, dla którego ptaki są całym światem. To nie on  troszczy się o własne, "ludzkie", dziecko. Powoli ptasieje - wydaje ptasie dźwięki, świergoty, klekoty, udając ptaka, a przecież mówi się "wolny jak ptak"... To postać  niepoważna, niedorosła, infantylna. Taki ludzki Piotruś Pan w wersji pół ptasiej.

Ważną rolę odgrywa w spektaklu motyw katastrofy klimatycznej, która sprawia, że  temperatura staje się nie do zniesienia. To prowadzi do tragedii, gdy Ona zapomina o malutkim dziecku zamkniętym w samochodzie na parkingu. Ten końcowy akt tragedii jest w "Atlasie ptaków" jakby przedostatnim akordem dramatu Onej. Tyle że potem bohaterka dalej opowiada córeczce swoją historię, obiecując, że kupi jej chomika... Czy to już szaleństwo Onej, po stracie dziecka? To niejasne zakończenie, ale światła gasną i możemy jedynie zastanawiać się, jak potoczyły się jej dalsze losy.

Poza bohaterką, Oną, pozostali aktorzy przebrani są w groteskowe ptasie stroje. Ona ubrana w tiszert i ogrodniczki, z dziecinną fryzurą, monologuje niemal cały czas, zwracając się albo do swojej córeczki albo do widowni. Mówi  też do siebie, opowiadając tę brutalną historię. Czy ktoś jej słucha? Czy ktoś jej odpowiada? Widownia patrzy na nią niepewnie, gdy prosi o wodę, o butelkę wody... Nie wiemy już, co jest grą, a co jest prawdą.  

Ona przenosi się w przeszłość i przy dźwiękach katarynkowej melodii wspomina swoich rodziców i obiecuje sobie nie być dla swojego dziecka taka jak oni ("I kupię ci chomika", mówi na końcu).

W spektaklu towarzyszą  Onej: Dominik Smaruj jako drapieżny pingwin cesarski, Ewelina Paszke-Lowitzsch jako groźny ślepowron zwyczajny oraz mewa siwa grana przez Annę Błaut  (jej krzyk/wrzask/skarga jeszcze długo brzmiał mi w uszach po spektaklu). Cała ptasia czwórka stanowi zgrany zespół, który poprzez osobne retrospektywne wątki objaśnia, co się naprawdę stało i dlaczego.

Reżyserka  Barbara Bendyk otworzyła w tym spektaklu mroczną przestrzeń, rozciągającą się od dzieciństwa po macierzyństwo, w którym momentami emocje sięgają szczytu. W sztuce Aleksandry Zielińskiej odbijają się problemy współczesnych kobiet, ich nieustanne poczucie winy, pragnienie miłości, nie do końca przewidywalne macierzyństwo, samotność. Bardzo subtelnie, ale i dobitnie zobaczyć można jak w tym spektaklu losy ludzi i losy ptaków stają się podobne (motyw ptaków we Włoszech, które są zabijane dla rozrywki i przeganiane, bo wyżerają lokalnym włoskim ptakom "socjal"); jak śmierć dziecka powoduje rozpad związku, ale też jak dzieciństwo może być źródłem traum, których skutki, po latach mogą się okazach tragiczne. 

ATLAS PTAKÓW to kolejny po "Strefie O" spektakl pokazujący świat dzieciństwa poprzez pryzmat współczesnych  problemów dorosłości.

Foto: Filip Wierzbicki

PRAPREMIERA 11 kwietnia we Wrocławskim Teatrze Współczesnym


Reżyseria Barbara Bendyk

Scenografia Anna Oramus

Kostiumy Katarzyna Leks

Choreografia Agata Maszkiewicz

Światło Klaudia Kasperska

Muzyka Helena Czerwińska-Drak

Asystent reżyserki Dominik Smaruj

Realizacja światła Michał Partyka

Realizacja dźwięku Marika Kiełbowska

Inspicjentka Justyna Bartman-Jaskuła


OBSADA

Ona Lina Wosik

Amanda górska Krzysztof Boczkowski

Ślepowron zwyczajny Ewelina Paszke-Lowitzsch

Mewa siwa Anna Błaut

Pingwin cesarski Dominik Smaruj


Komentarze

  1. Świetny wpis! Bardzo trafnie ująłeś tę specyficzną więź między światem natury a naszą potrzebą katalogowania rzeczywistości. „Atlas ptaków” to rzeczywiście coś więcej niż tylko zbiór rycin i opisów gatunków – to często lustro, w którym przeglądają się nasze własne tęsknoty za wolnością i prostotą życia.

    Ciekawie piszesz o tym przenikaniu się ról. Czasem mam wrażenie, że to my, ludzie, jesteśmy bardziej „uwięzieni” w swoich schematach niż ptaki w swoich instynktownych trasach przelotów. Dzięki za tę chwilę zatrzymania i skłonienie do spojrzenia w górę, nie tylko na kartki książki, ale i na niebo. Czekam na kolejne takie literacko-przyrodnicze refleksje!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Rozpakowanie polsko-białoruskiej historii