"To człowiek, jego wizerunki przedstawiające i nieprzedstawiające są istotą naszej wspólnej kompozycji" – wywiad z krakowską artystką Aleksandrą Rudzką-Miazga.


W cyklu Wywiad z artystą 
 Aleksandra Rudzka-Miazga


Artystyczne spojrzenie: Czy najnowsza wystawa prac Pani i Tomasza Długosza w galerii Floriańska 22 będzie Państwa pierwszą wspólną ekspozycją? Kiedy pojawił się pomysł, aby pokazać prace w duecie? 

 

Aleksandra Rudzka-Miazga: Wystawa w duecie to ciekawe doświadczenie jako forma pomiędzy działaniem grupowym, a pojedynczym, jednak praca w duecie zharmonizowanym skłania bardziej w stronę myślenia indywidualnego. Z Tomkiem Długoszem to pierwsza wspólna kompozycja. Jej pomysł zainicjował Tomek już trzy lata temu, co było zgodne z moim wewnętrznym pomysłem. Za sprawą naszego poznania, zaczęliśmy poznawać wzajemnie swoją twórczość. Tomek podsyłał regularnie swoje prace. Niektóre z nich wydawały się bliskie formalnie, tematycznie, przede wszystkim wyrazowo. W odpowiedzi odsyłałam swoje rysunki, grafiki, malarstwo. Również wspólnie przeglądaliśmy prace, wystawy innych artystów, poświęcając temu dużo spójnej myśli. Z czasem pomysł wspólnoty wystawy stawał się jeszcze bardziej uzasadniony, realny, chciany. 

 

Artystyczne spojrzenie: Kiedy powstały te prace? Czy to efekt czasów pandemicznych, lockdownu, który wielu artystów poświęciło na wzmożoną pracę twórczą? 

 

Aleksandra Rudzka-Miazga: Wystawa prezentuje nasze prace z przełomu wielu lat. Odsłaniam wiele prac starszych, niektórych nawet ponad 10-letnich, zestawiając je w duecie. Ta reaktywacja pokazuje mały procent projekcji związanych z człowiekiem, czym zajmowałam się dość obficie przed wielu laty, przyglądając naturze ludzkiej. W związku z tym dużo figuracji, jednostkowej relacji ze światem, ogółem o kondycji ludzkiej. W niektórych pracach Tomka znajduję tematy, idee pokrewne. Pomiędzy tym na wystawie można też spotkać najnowsze moje obrazy, które powstają w bezpośrednim odniesieniu do muzyki, natury. Jedynie w tych pracach kalendarzowo zawiera się czas aktualnej epidemii. Ideą wystawy jest człowiek i zestawienie naszej twórczości niezależne od chronologii prac, czasu, aktualności problemów. Czas pandemii, w naszym założeniu wstępnie formującym wystawę, nie mógł mieć miejsca. Ów problem pojawił się nagle, nieprzewidywalnie i skutecznie odraczał ustalane terminy. Jednakże myślę, wystawa ta może dzisiaj korespondować z problematyką kondycji ludzkiej czasu pandemii, związanych z tym ograniczeń, problemu izolacji jako sytuacji natury psychologicznej. Wystawa może stwarzać pewne sugestie, a zatem niech otwiera na wolność interpretacyjną. Wizerunki człowieka nakreślane przez nas, należy raczej odnosić do czasów bardziej odległych niż ówczesna epidemia. Niewykluczone, że mogą odsyłać nawet do czasów epidemii za Marka Aureliusza, który z niezwykłą mądrością, godnością łączył sztukę strategii i ugruntowanej refleksji filozoficznej, przyglądając się z analityczną wnikliwością sobie i sobie naprzeciw światu. Ta wystawa nosi w sobie przede wszystkim kontekst XX wieku, a także świadomość tego, co było wcześniej. To skupienie na naturze ludzkiej poprzez szerokie spektrum zdarzeń, wojen, upadków, wznoszeń, czasu Zagłady, przemian, transformacji, a w związku z tym konsekwencji wszystkich procesów, wobec których człowiek zmuszony był zawsze odnajdować swą kondycję na gruncie społeczno-kulturowym, politycznym, religijnym, sięgając po różne formy wyrazu – próby "nasycenia", obojętności, czy rozpadu wewnętrznego. Doświadczenie i obserwacja tych przemian znajdowała odbicie w sztuce, literaturze, poezji, w muzyce, w architekturze..., co myślę kształtowało bardzo wyraźnie nasze pokolenie, jego świadomość zbiorową, a w tym indywidualną, tą nie podlegającą umasowieniu. Myślę, że w dużej mierze mogliśmy czerpać z podobnych zasobów, czytając choćby tą samą literaturę i mając zbliżone w niej upodobania.


Artystyczne spojrzenie: W znakomitej większości są to prace o charakterze abstrakcyjnym, skąd taki zwrot w Pani twórczości, wszak wielu bywalców wystaw zna głównie Pani obrazy o tematyce górskiej? 


Aleksandra Rudzka-Miazga: Na wystawę przeznaczyliśmy większość prac, w których dominuje skupienie na człowieku, jego postrzeganiu rzeczywistości. To człowiek, jego wizerunki przedstawiające i nieprzedstawiające są istotą naszej wspólnej kompozycji. To w nim i wokół niego wszystko się rozgrywa, napędzane siłą dośrodkową i odśrodkową jak wdech i wydech  przebieg funkcji życiowej. Nieustanne przenikanie świata zewnętrznego i wewnętrznego. Jeśli włączyliśmy do wystawy kilka naszych abstrakcji, to z uwagi na to, iż są one pochodną tego samego człowieka, który odczuwa, myśli, wyraża tę samą prawdę, niezależnie, czy sięga po formę figuracji, czy abstrakcji. Abstrakcja nadaje tu swój akcent, który momentami dopełnia brzmienia całości – wyrazu. Można jej przypisać stan bezdechu, zatrzymania w imię głębszego poznania tego, co nieuchwytne w człowieku i rzeczywistości... Prac z cyklu górskiego na tej wystawie nie ma, choć góry zawsze były i będą mentalnie, fizycznie obecne we mnie, w moim życiu. Podczas epidemii regularnie wyjeżdżałam z mężem w pustkowie gór, pobliskich Beskidów, by napełniać się spojrzeniem z tej wywyższonej rzeźby terenu. Stworzyłam dwadzieścia parę nowych wizerunków gór, co odczuwam jako temat niewyczerpany. Cykl prac górskich być może ostatnio przesłania moją twórczość z przeszłości, w której dużo czasu poświęcałam zarówno figuracji jak i abstrakcji. Zwrotu w stronę abstrakcji dokonałam zaraz po studiach na malarstwie. Był to czas gestu spontanicznego. Dawał nowe pole wyrazu, możliwości poszukiwania formy. Ten gest wdzierał się w świat przedstawieniowy, stopniowo pomiędzy wyraz gestu kontrolowanego, kontemplacyjnego, współistniał i współtworzył. Cykl „Byty niemożliwe”, prezentowany w Galerii Floriańska 22 w 2016 roku, chyba najpełniej odzwierciedla ten proces przejściowy. Forma abstrakcyjna pojawiła się również kilka lat temu w cyklu „Struktury liniowe”, który rozwijałam malarsko, rysunkowo, a także przestrzennie, podejmując działania w moim ogrodzie. Tak więc zwrot ku abstrakcyjnemu obrazowaniu jest mi bliski już od wielu lat. Od 2019 roku zajmuję się również czystą formą abstrakcji, tworząc cykl prac muzycznych.

 

Artystyczne spojrzenie:  Co bezpośrednio zainspirowało Panią do stworzenia tych prac? 

 

Aleksandra Rudzka-Miazga: Inspiracją stałą i niewyczerpaną w procesie twórczym jest życie, z którego sztuka wynika; życie, obserwacja życia. Życie jako codzienność, jako muzyka, koncert, literatura, poezja, film i miejsce człowieka w nich, natura, góry, historia, przekazująca swój „kod genetyczny”, na który jesteśmy otwarci, nie obojętni. Nasze wewnętrzne postrzeganie nieustannie zapisuje wybrane idee, treści, obrazy, dźwięki, sytuacje, nastroje, kolory, przejawy, lśnienia, uniesienia… To proces skomplikowany, narastający warstwowo, momentami odsłaniający, co wnosi nowe jakości w kontekst aktualny. Mechanizm obecnej wystawy ma coś z tym wspólnego jako zestawianie tego, co było wcześniej z tym, co teraz, a przy tym zestawienie z Innym. To styka się ze sobą poznawczo na nowej płaszczyźnie komunikacji, wymykając ciągłości twórczej, budując nowe skojarzenia, dialogi. Proces twórczy nosi w sobie znamiona geologicznych warstwowań, transgresji, wychodni… Intrygującym zjawiskiem w komponowaniu tej wystawy można by powiedzieć jest mechanizm tychże relacji wśród naszych prac, wzajemnego oddziaływania na siebie, odpowiedniego zestawiania. Jest to niezwykle inspirujące w przebiegu uruchamiającym nowe jakości. Odnoszę wrażenie, że dopiero montaż wystawy we wnętrzu galerii będzie ostatecznie wspólnym malowaniem nowego obrazu. Ale konkretyzując odpowiedź na Pani pytanie, pragnę zaznaczyć, że inspiracją do powstałych prac był i jest - człowiek i muzyka. Zamyślenie nad naturą i tajemnicą człowieka, i muzyki, którą tworzy. Ważnym jest element duchowości, metafizyki - wątku pozawerbalnego. 

 

Artystyczne spojrzenie: Jaki tytuł będzie miała ta wystawa? 

 

Aleksandra Rudzka-Miazga: „Południki duszy” to znajdowanie tego, co łączy. Metafora zaczerpnięta z poetyckiego języka Celana, posłuży jako tytuł naszej wystawy. Chodzi o „Południk”, o słynną przemowę Paula Celana w dniu otrzymania nagrody Georga Buchnera, podczas której nakreśla on istotę wiersza jako formy szalenie samotnej, przepełnionej pamięcią, która oczekuje Innego, próbującej się odnaleźć w teraz. Pojęcie wiersza, powtarzając za Celanem oraz za Walterem Benjaminem z eseju o Kafce, odnosi do istotnej - „uwagi, która jest naturalną modlitwą duszy”, do cytatu z Malebranche’a. Uwaga będąca formą wiersza oczekuje spotkania. Wiersz staje się za sprawą czyjegoś spostrzeżenia, spojrzenia w jego stronę…. inaczej popada w swą niemotę. Celan przyrównuje wiersz to gestu – uścisku ludzkiej dłoni – do której wiersz dociera lub nie. Podobne myślę o zjawisku jakim jest obraz, kontekst powstania, życia obrazu. Żyjąc i podejmując zagadnienia twórcze – podejmujemy nieustanny „gest” wobec Innego, ruch zakreślający podobne kręgi jak Południk Celana. Zakreślając kręgi, nie tyle zawieramy coś do środka, czym napełniamy swe dusze, co poszukujemy też domknięcia jak powrotu do domu, jak znaku szczególnego, pamięci, rozpoznania. Przekraczając to, co minione, mimo wartości dodanych wciąż odnosimy się do tego, co nas naznacza, co jest naszą pierwotną mitologią od narodzin. Tworzenie jest drogą skierowaną do przodu ze świadomością i aprobatą elementu wycofania. Można by tu przywołać Becketowską wierność przegranej. „Człowiek – pisze Proust - nie jest budowlą, której wciąż można czegoś przydawać, lecz drzewem, którego pień i listowie są wyrazem, czy formą najgłębszej żywotnej siły”. Podobną siłę wyzwala z siebie muzyka, której tchnienie nadaje człowiek, ta zakreśla swój południk, który łączy jak gest dłoni. 

Artystyczne spojrzenie: Czy najnowsza ekspozycja w Galerii Floriańska 22 będzie stanowić początek zupełnie nowego etapu w Pani twórczości? 

Aleksandra Rudzka-Miazga: Raczej nie... Choć tego nikt z nas nie może przewidzieć. Wiem natomiast, że jestem cały czas w drodze. Przede wszystkim na swojej drodze… Ta wystawa oczywiście może prowokować coś nowego i ważnego w mojej twórczości, na co jestem otwarta, być może nawet małym ogniwem w łańcuchu niosącym doświadczenie uniwersalne, ale nie musi. Patrzę bezinteresownie. Teraz moje myśli koncentruję wokół cyklu prac muzycznych, czyli tego, co rozpoczęte, co dla mnie wewnętrznie ważne, gruntowane od bardzo dawna. Myślę, by doprowadzić to do formy otwartej. To wypatrywanie czegoś na płótnie, do czego się dąży, jak szukanie formy absolutnej, jakkolwiek to brzmi nieosiągalnie. U żydowskiej poetki Maszy Kaleko znajduję znakomicie splecione słowa: Mój najpiękniejszy wiersz?/Nie napisałam go, nie./Z najgłębszych głębi rośnie./Nadal go milczę” (przeł. J. Roszak, D. Tomczak). Przede wszystkim poruszam się śladem języka wyłącznie swojego. Wystawa wspólna z Tomkiem, jak wspomniałam, jest rewizją w prace sprzed kilku lat, do których dołączam kilka swoich prac aktualnych. Jest w tej wystawie dla mnie jednak czytelny i intrygujący zwrot w przeszłość, w której nie znaliśmy się, a wyrażali w niemałym procencie coś podobnego. Dzisiaj eksponujemy wynik ruchu wstecznego w twórczości, współtworząc cichy dialog, kompozycję harmonii, dopowiadanie rzeczywistości na gruncie nowej wystawy. Twórczość, co ważne, głęboko zapisuje w siebie element przeszłości. Jest temu wierność. Zakreślając krąg dotykamy ponownie tego, co było, zmieniając zwrot, łączymy z tym, co obecne. Nasze „południki” zakreślają ruch swych krągłości. W życie jak i twórczość wpisany jest element powtórzeń. Czasem człowiek kręci się w kółko jak Becketowski Molloy zagubiony w borze, nie podejmujący próby wyjścia, gdyż ów akt łączy z ryzykiem niepowodzenia. W przypadku tej wystawy – myślę - element wsteczny przemawia do continuum i prowadzi dalej. 

Artystyczne spojrzenie: Niektórzy artyści mają swoje ulubione obrazy. Niełatwo im się z nimi rozstać i niezmiernie rzadko zostają wystawione na sprzedaż. Czy na wystawie w Galerii Floriańska 22 pojawi się taka praca?

 Aleksandra Rudzka-Miazga: Wiele moich obrazów oddaję w ręce bliskich, czy dalszych mi osób. Świadomość tego daje poczucie czegoś bardzo ważnego wewnętrznie. To momentami trudne - rozstanie z własnymi obrazami, szczególnie z niektórymi. To trudne i niezależne od tego, czy obraz powstaje długo, czy krótko, czy w wyniku paru chwil, które prowokują na płótnie powstałą formę z łatwością, czy proces ciągnie się miesiącami, latami... Jednak spojrzenie na to zagadnienie z drugiej strony, przywodzi cudowne antidotum w postaci ludzkiej interakcji, spojrzeń, słów, emocji związanych z danym obrazem. Wypowiadane wówczas słowa pogłębiają sens tego, że się tworzy. Tworzę, aby dzielić się kawałkiem siebie z odbiorcami. 

Artystyczne spojrzenie: Ważną rolę w Pani twórczości odgrywa muzyka. Czy na wystawie pojawią się obrazy, które powstały przy konkretnych utworach muzycznych? 

Aleksandra Rudzka-Miazga: Rzadko malowałam, czy maluję bez muzyki. Jednak czas absolutnej ciszy, która rozpoznaje dźwięk wewnętrzny w człowieku, czy w naturze jest równie potrzebny, by malować, żyć. To uważność na ciszę i to, co nagromadzone wewnętrznie. Tu rodzi się sugestia. Muzyka zawsze odgrywała bardzo ważną rolę w moim życiu, tym samym w twórczości odgrywa. Mam bardzo dobre wspomnienia lat wczesnodziecięcych doświadczeń związanych z muzyką. Pamiętam też obrazy dźwiękowe, pełny kolorów przedpołudnia, przy których lubiłam bawić się sama. Muzyka, myślę, wnosi swój istotny kształt w życie. W domu zależnie od nastroju słucham najwięcej muzyki poważnej, współczesnej, minimalizmu, jazzu, muzyki filmowej, poezji śpiewanej. Lubię również słyszeć muzykę ciszy, muzykę lasu, drzew, natury. Żyjąc w Krakowie, pamiętam, że w dobrostan wprowadzał mnie zawsze gwar życia miasta, kościelnych dzwonów połączonych z melodią tramwaju, szumem drzew, stukotem obcasów. Ów gwar dawał poczucie czegoś dobrego, oswojonego od dzieciństwa. Dzisiaj potrzebuję coraz więcej ciszy. Z ciszy wywodzi się i do niej zmierza - muzyka. Wsłuchanie w muzykę jest bardzo istotne, momentami kompletnie absorbujące. Słuchając muzyki i natury – tworzę aktualny cykl prac - uwalniając język twórczy, wprowadzając siebie w stan zasłuchania, w to, co niezwykle piękne, mądre, inspirujące - medytuję nad tym, powracam do ulubionych utworów, fraz. Malując przy muzyce, wchodzę w bezczasowość podobnie jak przebywając w wysokich partiach gór, czy wnikając w gęstwinę lasu. Prace aktualne, muzyczne dołączone do wystawy powstały z materiału nagromadzonego w pamięci. Nie zawsze pracuję przy konkretnej kompozycji, choć jeden z obrazów powstawał w bliskim kontekście muzyki francuskiej – dużo powtarzających się kompozycji Debussy’ego, Ravela, popołudnia majowe przepełnione „Popołudniem fauna”, „Dafnis i Chloe” i wielością kompozycji obfitujących w kolory, emocje, nastroje ujmujące to, co trudno wyrażalne.

Artystyczne spojrzenie: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Mecner

Foto: dzięki uprzejmości Artystki

 

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi