Statek Robinsona w klasztorze


Wystawa "Statek Robinsona" przygotowana przez wrocławską Galerię Miejską w Muzeum Architektury mieszczącym się w dawnym klasztorze bernardynów to metafora współczesności, świata, który tonąc ratunku może szukać wyłącznie w sztuce. Społeczeństwo jawi się tu jako  zbiorowisko jednostek odizolowanych, samotnych w tłumie, wegetujących, żyjących w biedzie i przerażeniu, w oczekiwaniu na rychły upadek i śmierć. Artyści i ich prace są lustrem odbijającym problemy nurtujące dziś właściwie większość ludzi.


Ta wystawa, gigantyczna, bo prezentująca 190 prac, wykonanych przez 55 artystów z Polski, Węgier, Słowacji i Czech jest uniwersalnym zwierciadłem, w którym przegląda się świat. Czas odmierzają niezwykłe skomplikowane mechanizmy Jarosława Kukowskiego (w kwietniu ubiegłego roku w Galerii Miejskiej można było oglądać prace tego artysty i jego uczniów), a zaklęte w obrazy traumy Miry Żelechower -Aleksiun umieszczone zostały nieopodal wielkiego obrazu Ostatniej Wieczerzy Mariusza Mikołajka, w którym głowy apostołów są zdeformowane. Na wystawie zaaranżowanej w przemyślny sposób, tak by dawna nawa kościelna stała się wrakiem zdruzgotanego żaglowca,  zgromadzono dzieła współczesnych artystów.


Szklane prace Kazimierza Pawlaka obok gadziego obrazu Marceliny Groń, rzeźnia namalowana przez młodego węgierskiego artystę Dallosa Adama, który pokazuje dramatyczną, eschatologiczną wizję świata rozkładu, upadku, cierpienia i beznadziei.
- Nasz świat jest czymś w rodzaju statku i powinniśmy cenić te dobra, które mamy wokół siebie. Dzieła sztuki są dobrami, które  ratują nasze społeczeństwo - powiedział na konferencji prasowej kurator wystawy, dyrektor Galerii Miejskiej we Wrocławiu Mirosław Jasiński. Do stworzenia koncepcji wystawy impulsem był dla niego esej G.K.Chestertona "Etyka krainy elfów" z tomu "Ortodoksja", w którym przywołany został Robinson Cruzoe wyławiający przedmioty przydatne mu do życia na bezludnej wyspie. Cywilizacja  przypomina dziś taki wrak statku, a człowiek może ocalić siebie wyławiając dla siebie to co mu potrzebne do istnienia. Taką funkcję pełnić dziś może sztuka.
-Wierzę głęboko, że takie wartości jak Prawda, Piękno i Dobro są nam niezbędne, abyśmy mogli przetrwać jako ludzkość. Chciałem więc stworzyć taką wystawę, w której pokażemy historię ratowania tego dobra, ratunku, jaki płynie ze sztuki nam współczesnej - powiedział Mirosław Jasiński.
-To był trudny wybór, ale tych pięciu wybranych przeze mnie artystów węgierskich to pięciu uznanych już twórców - mówi współkuratorka ze strony węgierskiej, historyczka sztuki Krisztina Jerger.


 - Raboczky Judit  to rzeźbiarka, który w swojej twórczości podejmuje tematy osobiste, w sposób radykalny, niezwykle ostry analizuje współczesną rolę kobiety. Feher Laszlo zajmuje się rodziną, młodością, dzieciństwem, a jego czarno-białe portrety mówią o nim samym, ale i o dziedzictwie żydowskim. Robi fotografie, które stają się podstawą jego obrazów, ale w pewien sposób je "przemeblowuje", nakładając na siebie różne warstwy - mówi Krisztina Jerger.


-Dallos Adam to młody rzeźbiarz, homoseksualista, który tematem swoich prac uczynił ciało; pokazywał już swoje cztery  prace na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie. Bukta Imre to artysta, który mieszka teraz na wsi, gdzie przyjechał kilka lat temu z Budapesztu, pokazuje życie w miejscu, gdzie zostali sami starzy ludzie, jest wielkie bezrobocie, a ludzie całe dni spędzają pijąc w knajpach i patrząc w telewizor. Piątym z artystów, których wybrałam na tę wystawę, jest Ujhazi Peter, który przyjmuje perspektywę z lotu ptaka i na swoich obrazach pokazuje także siebie, jako część otoczenia, które maluje. Wszyscy ci artyści podejmują tematy osobiste, wewnętrzne, malują swoją własną sytuację, ale są to też problemy uniwersalne.
Ta wystawa pokazuje to co najbardziej dotyka artystów, którzy  na swój własny sposób próbują w swoich pracach pokazać świat, który ich otacza i dotyka, w sposób który najczęściej nie jest miły i przyjemny, lecz budzący lęk, zakłopotanie, cierpienie, obawy i wiele innych negatywnych odczuć. Na tych obrazach widzimy wszystko to co dręczy także zwykłych ludzi, co sprawia, że życie staje się piekłem, a przyszłość rysuje się w ciemnych barwach, choć na pozór otoczenie pełne jest jaskrawych ekspresyjnych kolorowych scen. Tyle że to co się na nich rozgrywa nie jest ani optymistyczne ani zachwycające. Nasz świat jest jak tytułowy wrak Robinsona, na pokładzie którego pojawiają się malarskie sceny z codziennego piekła.


Wystawa czynna będzie do 8 września.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz