"Obrazom nadaję eteryczności i lekkości" - wywiad z Lubomirem Tomaszewskim

Artystyczne spojrzenie: Rzeźba, malarstwo, ceramika – która z tych dziedzin jest dla Pana najważniejsza? 

 Lubomir Tomaszewski: Niezależnie od tego jakich form wyrazu używam – rzeźby, malarstwa, ceramiki – najważniejsze jest dla mnie, aby przekazać w twórczości siebie jako człowieka. Co jest mi najbliższe? To trudno orzec. Z dziedzinami mojej twórczości jest tak jak z dziećmi; jak ma się trójkę, to które kocha się najbardziej? Wszystkie kocha się jednakowo. Uwagę koncentruje się w danym momencie na tym, które jest najbliżej nas, które nas w danym momencie absorbuje. I tak jest też ze mną. Pracując nad trzema wymiarami (rzeźbami czy porcelanowymi figurkami) oddaję się temu bezgranicznie. Ale gdy tworzę obrazy ogniem i dymem również zatracam się i oddaję całego siebie. Natomiast prawdą też jest, że już  kiedy miałem kilka lat i usłyszałem od  wuja: „Lubek, ty jesteś urodzonym rzeźbiarzem”, to te słowa zapamiętałem na całe życie.

Artystyczne spojrzenie: W Pana pracach z metalu, ale i malarstwie pojawiają się oryginalne, autorskie techniki  – czy mógłby Pan opowiedzieć jak powstały, np. obrazy wykonane z udziałem ognia i dymu, czy małe formy rzeźbiarskie wykonane metodą na mokry brąz? 


Lubomir Tomaszewski: Zawsze poszukiwałem drogi własnej, niepowtarzalnej, właściwej tylko dla mnie. Świadomie nie podążam za żadnym wielkim mistrzem. Chciałem tworzyć w pełnym tego słowa znaczeniu, eksperymentować, doświadczać, odkrywać. Łączyć inżynierię, umiejętności techniczne z wrażliwością i moją wyobraźnią.  Właściwą drogę  odnalazłem dla siebie w ogniu. Używam go do tworzenia rzeźb  i obrazów, bo pozwala on wyrażać emocje, które są dla mnie w sztuce najważniejsze. Obrazom nadaję niezwykłej eteryczności i lekkości, jeśli akurat tego potrzebuję. Ale ogień sprawia, że mogę wyrazić też koszmar i dramat wojny, pokazać zniszczenie, dramaturgię przeżyć. Mokry brąz to technika częściowo malarska, której używam dla uzyskania większego efektu w rzeźbie, swoistej iluminacji światłem. Dążyłem i myślę, że mi się to udało, do tego, aby moje prace były na tyle charakterystyczne i niepowtarzalne, by  mogły być rozpoznawane bez podpisu autorskiego.



Artystyczne spojrzenie: W Pana pracach widać fascynację ruchem i tańcem, są też, jak sądzę, bardzo muzyczne zarówno w tematyce ("Samotny skrzypek") jak i formie. Skąd u rzeźbiarza takie inspiracje?


Lubomir Tomaszewski: Uwielbiam ruch i  taniec, bo angażuje całą osobowość artysty. Połączenie muzyki i ruchu daje taniec, który interesował mnie od zawsze; był zawsze dla mnie źródłem inspiracji. Prace tuszem na papierze, które stworzyłem podczas obserwowania tancerzy tańca nowoczesnego na ich próbach (a trwało to prawie 10 lat) z Grupy Kathryn Kollar uważam za doskonale oddające tę dziedzinę sztuki. Jedno lub dwa pociągnięcia pozwalają wyrazić ekspresję, napięcie ciał, wygięcie w łuk, finezję i delikatność. Tu w Stanach  Zjednoczonych jeden z krytyków nazwał mnie „rzeźbiarzem ruchu” i nie sposób mi się z tym nie zgodzić. Jeśli chodzi o muzykę  i tematy muzyczne, szczególnie tematy skrzypcowe, sprawa jest bardziej skomplikowana. W młodości byłem zanurzony w muzyce, bo mój młodszy brat, Jurek,  był niezwykle utalentowanym skrzypkiem i już w wieku 11 lat grał poważny repertuar skrzypcowy, łącznie z utworami Paganiniego. Słuchałem jak ćwiczył w domu i jak grał na koncertach. Byłem tą muzyką przesiąknięty, towarzyszyła mi na co dzień. Niestety on zginął w ostatnim dniu Powstania Warszawskiego, na moich rękach. Wtedy muzyka nabrała dla mnie znaczenia nie tylko jako sztuka, ale jako odczuwanie straty, tragedii ludzkiej.


Artystyczne spojrzenie:W niektórych Pana pracach widoczne są motywy sakralne (odwołania do świętych, np. św. Sebastian), w innych mitologiczne (np."Ikar"), a więc takie wątki ikonograficzne, które w sztuce pojawiają się od wieków. Czy współczesny  artysta wciąż może znaleźć w tych tematach coś interesującego?


Lubomir Tomaszewski: Czepię z wielu kultur, odnoszę się do wielu religii i tradycji. Rzeczywiście bliska jest mi klasyczna kultura grecka, jestem wychowany w duchu humanizmu. Dzięki temu mogę posługiwać się symbolami zrozumiałymi dla większości odbiorców. Ale mam w swoim dorobku tematy związane z kulturą Bliskiego Wschodu, chrześcijańską i innymi. Czerpię z wielokulturowości inspirację, niezależnie skąd ona płynie; sygnały docierające do mnie w danym momencie, przetworzone przez moją wyobraźnię dają mi  szerokie spektrum tematów i wątków.


Artystyczne spojrzenie: Podejmuje Pan tematy aktualne –  np. odnosi się Pan w swojej sztuce do terroryzmu (praca "Atak na WTC"). Czy uważa Pan, że artysta może coś swoją sztuką zmienić?


Lubomir Tomaszewski: Uważam, że jako artysta mam obowiązek wypowiadania się w sprawach ważnych… Czy to może coś zmienić – nie mnie oceniać, ale tworząc mam taką nadzieję… Zawsze wypowiadam się w sprawach, które mnie poruszą, dotkną, przyciągną moją uwagę.


Artystyczne spojrzenie: W Pana sztuce dominuje postać kobieca, którą, mam wrażenie, stawia Pan trochę na piedestale. Jaki jest Pana ideał kobiety? Jakie kobiece przedstawienie rzeźbiarskie pokazuje Pana zdaniem kobietę idealną?


Lubomir Tomaszewski: Kobiety mnie zawsze interesowały, były źródłem inspiracji. Ich piękno zewnętrzne porusza moją wyobraźnię, ale oddziałują na mnie również walory umysłu, ich duchowość, która nierzadko okazuje się najbardziej interesująca. To co mają do powiedzenia również jest ważne. Pamiętam śpiewaczkę operową „nieoczywistej urody”, która jednak mnie tak zafascynowała swoim śpiewem, swoim głosem, swoim wykonaniem opery, że czułem się nią absolutnie zafascynowany. Pamiętam, że stworzyłem cały cykl jej portretów. Do dziś jak o niej pomyślę, to mam ciarki na plecach i już chcę lecieć do pracowni, aby tworzyć…


Artystyczne spojrzenie: Sławne stały się Pana projekty, np. serwis Dorota, dla fabryki w Ćmielowie  czy mógłby Pan opowiedzieć o specyfice pracy z porcelaną, która w Polsce powszechnie traktowana jest raczej jako użytkowa, a nie artystyczna część designu? Jak Pana prace ceramiczne odbierane są przez amerykańską publiczność? 


Lubomir Tomaszewski: Tutaj moje projekty nie są w ogóle znane, nikt nie wie o moim dorobku w rzeźbie kameralnej. W Polsce nie jestem znany jako rzeźbiarz i malarz, lecz wyłącznie jako twórca projektów designerskich. A w ogóle ciężko mówić, że figurki z porcelany były tylko wzornictwem. Kiedy je tworzyliśmy w Polsce w latach 50. i 60. w naszych głowach to były wielkogabarytowe rzeźby, prawdziwe  dzieła sztuki, tyle że w mikroskali. My traktowaliśmy je jednak jak prawdziwe dzieła sztuki, bez  szczególnych walorów użytkowych. Po prostu miały nieduży rozmiar, bo duża forma przestrzenna zarezerwowana była dla idoli komunistów. To były prawdziwe  rzeźby, tylko wykonane w szlachetnym materiale, jakim jest porcelana, a że produkowane były masowo, to należy tylko się cieszyć, że tak wiele osób może mieć dzięki temu małe dzieła sztuki w swoich domach, że może z nimi obcować na co dzień. To dla mnie bardzo ważne.


Artystyczne spojrzenie: Co Panu sprawia najwięcej przyjemności podczas pracy twórczej  wymyślanie projektu, realizacja, czy efekt finalny?


Lubomir Tomaszewski: Pierwszy proces tworzenia, kompozycja, złapanie sensu, naszkicowanie idei zawsze  były najbardziej intensywne, stanowiły największe wyzwanie, wymagały największego skupienia, zaangażowania całego siebie, oddania całego siebie, oddania świata, który chcę przedstawić. To czasem momenty, które przychodzą znienacka, w środku nocy albo podczas prowadzenia auta. Realizacja owszem jest istotna, efekt końcowy jest ważny, ale najważniejsze było zawsze naszkicowanie, wstępna walka z materią, tak aby formami wizualnymi przekazać to co w głowie, to co we wnętrzu. To  zawsze było najbardziej frapujące.


Artystyczne spojrzenie: Jakie prace uważa Pan za najważniejsze w swojej twórczości?


Lubomir Tomaszewski: Wszystkie, które pozwolą nawiązać więź z odbiorcą, które pozwolą moją sztukę przeżywać wielokrotnie, wzbudzając wciąż nowe przeżycia i emocje.


Artystyczne spojrzenie: Wiele z Pana prac jako materiał wykorzystuje drewno i kamień – skąd biorą się te przedmioty, które potem zostają łączone ze szkłem lub metalem? 


Lubomir Tomaszewski: To czego używam do tworzenia przychodzi do mnie, jest dane przez naturę. Natura jest dla mnie współtwórcą. Kiedyś któryś z krytyków napisał, że tworzę ”w duecie z naturą” i  to jak najbardziej jest  prawda. Reszta to wina mojej nieokiełznanej wyobraźni, na koszt której żyłem przez całe życie. Oczywiście staram się nie ingerować w elementy naturalne – kamień czy skałę. Nie obrabiam ich, nie poprawiam natury. Oczywiście muszę te części wyrwane naturze utrwalić, aby stały się niemal wiecznotrwałe. Używam do tego żywic epoksydowych, ale to nie zmienia „ducha” moich prac.


Artystyczne spojrzenie: Od lat 60. XX w. mieszka Pan w Stanach Zjednoczonych, czy czuje się Pan  bardziej artystą amerykańskim czy polskim?


Lubomir Tomaszewski: Przede wszystkim  zawsze czuję się artystą, po prostu, bez konkretnego przypisania do narodowości i  miejsca. Ale jeśli koniecznie miałbym odpowiedzieć to tak 50/50. Jestem obywatelem dwóch narodów. Czasem bardziej czuję się Polakiem, czasem Amerykaninem, w zależności od tego, jaka tematyka została poruszona, jaka tematyka mnie akurat dotyka i dotyczy.  Polskie tematy są w mojej twórczości zaczerpnięte z dawnych czasów, mam wrażenie, że z dalekiej przeszłości i dotyczą określonego, szczególnego czasu. Ameryka dotyczy mnie tu i teraz. Obydwa kraje dały mi bardzo dużo, zarówno w sferze artystycznej, jak i czysto ludzkiej. Tak jak mówię, czasem przynależność do jednego narodu jest ważniejsza, czasem do drugiego, w zależności od danego momentu, od tego co jest mi w danej chwili bliższe.


Artystyczne spojrzenie: Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.


Rozmawiała: Ewa Mecner
Foto: Art & Design Lubomir Tomaszewski Foundation

Serdeczne podziękowania dla pani Katarzyny  Rij, wiceprezesa Art & Design Lubomir Tomaszewski Foundation za pomoc przy przeprowadzeniu wywiadu.

--

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz