O Egonie Kwiatkowskim

Jerzy Kwiatkowski urodził się w Chorzowie w 1928 roku. Na chrzcie dostał imię Egon i w towarzystwie rodziny i przyjaciół wszyscy tak do niego mówili. W czasach gdy niemiecko brzmiące imiona były źle widziane na Śląsku Kwiatkowski spolszczył swoje imię i wpisane miał w dowodzie Jerzy. Taką w każdym razie historię rzeźbiarz ten przedstawił mi pod koniec lat 90. XX wieku, kiedy odwiedziłam go w jego pracowni w Mikołowie. Miał już wtedy za sobą lata sławy i chwały, które przypadły na okres PRLu. W czasach gdy nie było co prawda wielu potrzebnych do pracy składników, trudno było o materiały i narzędzia, w myśl ówcześnie obowiązującej zasady "Polak potrafi" twórcy kombinowali i dzieła powstawały. W latach 60. na Śląsku stawiano liczne pomniki, organizowano plenery, a rzeźbiarze dostawali zlecenia. Wielkie pomniki  na placach i skwerach miejskich i to nie tylko te uwieczniające bohaterskich żołnierzy i jedynie słusznych posągowych towarzyszy  robotników, projektowano obok  kompozycji abstrakcyjnych, obłych "moorowskich" wizerunków o monumentalnych rozmiarach. Jednym ze szczególnie zapracowanych w owym czasie artystów był absolwent wrocławskiej PWSSP (jeszcze wtedy nie noszącej dumnego miana Akademii Sztuk Pięknych) Egon Kwiatkowski. Ogromne zlecenie dla zbudowanej w latach 50. katowickiej katedry obejmowało budzący do dziś podziw  ogromny ekspresjonistyczny niemal wizerunek Chrystusa zawieszonego nad ołtarzem głównym oraz inne elementy wystroju wnętrza tej świątyni. Prócz realizacji sakralnych dla śląskich kościołów (m.in. dla kościoła św.Piotra i Pawła w Katowicach czy  kościoła w Jastrzębiu Zdroju), Egon Kwiatkowski zafascynowany organicznymi kompozycjami Henry'ego Moore'a zaczął projektować rzeźby przedstawiające temat kobiety i mężczyzny oraz rodziny z dzieckiem. Taką pracę wykonał m.in. do Galerii Rzeźby Śląskiej w WPKiW, a także na placyk przed chorzowskim Pałacem Ślubów. Niegdyś wielka biała sylweta Zakochanych widoczna była z okien każdego autobusu przejeżdżającego obok galerii Extravagance w Sosnowcu.  Galeria Extravagance już nie istnieje w budynku przed wiaduktem, za którym rozciąga się Park Sielecki. Rzeźby też już tam nie ma. Co się z nią stało? Nie wiadomo. Być może została gdzieś przeniesiona. Materiały, z których wykonywano te prace były nietrwałe, więc rzeźby, których nie odnawiano, niszczały. W 1960 roku na jednym z katowickich placów ustawiono  kilkumetrową "Rodzinę", zwaną przez katowiczan Pomnikiem rodziny. Egon Kwiatkowski przedstawił parę rodziców-gigantów czule obejmujących dziecko, które jakby nic sobie z tej rodzicielskiej ochrony nie robi - ma splecione na piersiach ręce, jakby chciało pokazać, że jest osobnym, niezależnym bytem. Słowem ma charakterek...  Kompozycja ta stojąca na skraju Galerii Artystów,  przez wiele lat była najpierw biała, a potem szara. Teraz jednak została odnowiona w dość osobliwy sposób, a mianowicie pokryto całą jej powierzchnię upiornie żółtawą farbą. Na zdjęciach wygląda to całkiem nieźle, jednak w rzeczywistości budzi, a przynajmniej we mnie obudziło, obrzydzenie. Czyżby uznano, że "Pomnikowi rodziny"  najlepiej w kolorze jajecznicy (bezwiednie ciśnie się na usta piosenka Ali Janosz o jajecznicy na śniadanie). Mimo upływu lat dzieło Kwiatkowskiego całkiem nieźle się trzyma - nic z niego nie odpadło, a dziecię wciąż gnieździ się lekko niezadowolone na rękach rodziców, których gigantyczne nogi twardo stąpają po ziemi. W ostatnich latach życia  Egon Kwiatkowski, zajmował się głównie małymi formami rzeźbiarskimi. W całym Mikołowie można znaleźć  zaprojektowane przez niego tablice upamiętniające postacie poetów związanych z tym miastem. Najbardziej znanym był Rafał Wojaczek, w którego domu mieści się obecnie Instytut Mikołowski. Zapewne dla wielu młodych rzeźbiarzy Kwiatkowski jest reliktem epoki, w której przyszło mu żyć - artystą miotającym się między zaleceniami ówczesnych mecenasów, fascynacją abstrakcją, której fala zalewała europejskie miasta, a indywidualnymi poszukiwaniami, typowymi dla Ślązaka, jakim się czuł aż do śmierci. Tradycyjna rodzina, jakiej pomnik pozostawił, Chrystus balansujący nad kolistym ołtarzem,  dynamiczna rzeźbiarska dekoracja na budynku katowickiego BWA  - to wszystko przesycone jest bardzo indywidualnym rysem. Mnie on kojarzy się z miejscem, gdzie tworzył. Innym, być może, z czasami, które uwarunkowały tę twórczość, chyba już dosyć zapomnianą. Egon Kwiatkowski zmarł w 2005 roku i został pochowany w Rudzie Śląskiej. Czy ktoś jeszcze o nim pamięta? Zaglądając do katowickiej katedry, przechodząc obok budynku BWA czy zmierzając do kina Kosmos na ulicy Sokolskiej warto spojrzeć na te monumentalne realizacje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wystawa Abakanowicz w Wałbrzychu

„Określiłabym siebie raczej jako peintre-graveur” – wywiad z krakowską artystką Agnieszką Łakomą.

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem