WARTO ZOBACZYĆ w polskich galeriach i muzeach, odc.27


Wrześniowy odcinek cyklu WARTO ZOBACZYĆ zdominują wystawy poświęcone fotografii. Na pierwszą z nich polecam wybrać się do Wrocławia, gdzie w Synagodze pod Białym Bocianem prezentowane są fotografie Tadeusza Rolke "Tu byliśmy", na których obejrzeć można ślady obecności Żydów w miastach i miasteczkach dawnej Rzeczypospolitej, choć nie tylko.


Widoki opuszczonych domów i świątyń, a także zarastających zielskiem cmentarzy żydowskich na tych czarno-białych bardzo sugestywnych, choć oszczędnych, "minimalistycznych", zdjęciach robią wstrząsające wrażenie.


Zachwyciła mnie aranżacja wystawy w sali na II piętrze synagogi, z fotografiami, które umieszczone są tradycyjnie na ścianach (warto zwrócić uwagę na piękne witraże w oknach!), na dekoracyjnych kratach balustrad albo zawieszone na sznurku i poprzyczepiane drewnianymi spinaczami.


Między nimi umieszczono karteczki ze słowami  rabinów, jak rabbi Mendel z Rymanowa, rabbi z Opatowa czy rabbi Dow Ber z Radoszyc. Odrapane ściany domów, odpadające tynki, sople lodu zwisające z powały drewnianego budyneczku, wnętrza zdewastowane i pozbawione ochrony dachu... Najbardziej wstrząsające wrażenie zrobiło na mnie jednak zdjęcie zarośniętego chwastami i trawą kirkuta, na którym beztrosko pasie się młody cielak. Wystawa czynna jest do końca października. Wstęp wolny.


Drugą z wystaw, które warto zobaczyć jest pokaz fotogafii śląskiego fotografa Michała Szalasta "Albinosi" w Dziale Teatralno-Filmowym Muzeum Historii Katowic (ul. Kopernika 11). Trzy sale starej katowickiej kamienicy wypełniają czarno-białe zdjęcia wykonane w Tanzanii na wyspie znajdującej się na jeziorze Wiktorii, gdzie żyją albinosi - ludzie, dla których kontakt ze słońcem może okazać się śmiertelny. Ich delikatna biała skóra łatwo ulega poparzeniom, co prowadzi do nowotworów. Michał Szalast pokazał życie w ciemności, gdy białe jak śnieg kończyny wynurzają się z mroku i skontrastowane są z innymi, ciemnoskórymi członkami tej społeczności. Często na fotografiach pokazywane są dzieci w ramionach matek. Niczym duchy, ale nie potępiane i odrzucane przez społeczeństwo, jak to czasem przedstawiają media, albinosi żyją pośród innych, kontaktują się z nimi, pracują (podczas wernisażu można było usłyszeć historię o albinosie, który sprzedaje ryby na targu)...
Michał Szalast nie epatuje grozą, nie akcentuje tragedii tych ludzi, skazanych na życie w mroku, ale robi zdjęcia artystyczne, ukazujące ich codzienność, jedyny świat w którym mogą sie poruszać. Te prace wizualnie tak wysmakowane i piękne, z silnymi kontrastami światła i cienia, poruszają widza, a ich bohaterów uwieczniają w taki sposób, by nie naruszyć ich godności, co jest niezwykle trudne przy takim temacie jak choroba, bliskość śmierci, pogrążenie w mroku. Wystawa czynna jest do 11 października. Wstęp płatny.


Trzecia ekspozycja, którą polecam to wystawa "Mistyka codzienności" Michała Płoskiego w Galerii Fra Angelico mieszczącej się w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach. Artysta zajmuje się malowaniem ikon, jak skromnie zaznaczył, nie ośmielając się użyć określenia ikonopisanie, choć przepiękne ikony, jakie można obejrzeć na wystawie stworzone w oparciu o stare ukraińskie wzory z XV i XVI wieku, przyciągają wzrok bogactwem i intensywnością kolorów, różnorodnością typów ikonograficznych uwiecznionych przez artystę. Jednak najbardziej zainteresowały mnie na tej wystawie ikony malowane na drewnianych furtkach, stolnicach i innych podłożach, na których twórca umieścił też napisy, np. Furtka do nadziei (na ikonie przedstawiającej Matkę Boską z Dzieciątkiem) czy Furtka sąsiada (na ikonie przedstawiającej świętych Cyryla i Metodego).


Michał Płoski maluje też na kamieniach znalezionych w Górach Świętokrzyskich, gdzie ma swoją "pustelnię". W galerii możemy  obejrzeć je wraz ze świeczkami ustawionymi w kącikach sali oraz na schodach. Przedstawiają temat Chrystusa i Matki Boskiej w różnych ujęciach. Ta ekspozycja pokazuje żywą obecność ekumeniczną w przestrzeni dedykowanej sztuce. Nie jest to pierwsza wystawa, którą w Muzeum Archidiecezjalnym zorganizowano, aby pokazać inne religie i inne kultury. Wernisaż uświetnił koncert chóru prawosławnego, a zapalone świece dodawały sakralnego nastroju do wizyty w tej galeryjnej przestrzeni, nad którą, w salach na piętrze, można obejrzeć niedużą. ale ciekawą kolekcję sztuki sakralnej, zarówno artystów dawnych (Zurbaran) jak i współczesnych (Duda-Gracz, Delekta, Grzywaczyk). Wstęp bezpłatny, ale warto wrzucić datek na potrzeby muzealne. Wystawa czynna do 17 października, kiedy to odbędzie się uroczysty finisaż i można będzie kupić upatrzone ikony.

Foto:mat.pras.MNK

Czwarta polecana ekspozycja to wystawa "Uwaga! Fałszerstwo" otwarta w Muzeum imienia Emeryka Hutten- Czapskiego w Krakowie. Proceder fałszowania monet jest stary jak świat i parali się nim i bogacze z wyższych sfer i biedacy. Wystawa poświęcona jest temu kontrowersyjnemu tematowi i może zaciekawić nie tylko fachowców, ale też okazjonalnych kolekcjoneów, którzy uważają, że przywieźli z zagranicznych wojaży wyjątkowo cenny rarytas, a potem okazuje się, że zrobili marny biznes, dając się oszukać. Takich egipskich czy chińskich monet, rzekomo oryginalnych "z epoki" produkuje się współcześnie na kilogramy, a i w Gabinecie Numizmatycznym ich nie brakuje - jest ich  obecnie  około 7 tysięcy.  Na wystawie prezentowane są "fałszywki" z czasow antycznych, ale i z lat 90. XX w. Warto zwrócić uwagę na dziewiętnastowieczny falsyfikat z pracowni słynnej grupy fałszerzy Hausmanna, Fajna i Igla. Są to dwa dukaty koronne Zygmunta Starego z 1533 r. Oczywiście fałszywe. Wystawa  czynna jest do końca maja 2020 roku. Wstęp płatny.

Foto: A.Stankiewicz

Ostatnią z polecanych do obejrzenia we wrześniu wystaw jest ekspozycja miśnieńskiej porcelany ze zbiorów wawelskich w salach Zamku Królewskiego na Wawelu. Zbiorów zapoczątkowanych jeszcze w latach 60. XX wieku. Ta krakowska ekspozycja to pokaz wspaniałych zastaw stołowych, bogato dekorowanych, ale też wyrafinowanych figurek, które zdobiły obficie zastawiane stoły. Miśnieńska porcelana to marzenie wielu współczesnych zwiedzających, jednak nie każdego stać na takie serwisy i zastawy stołowe  niewątpliwie uatrakcyjniające posiłki. Delikatność  porcelany, a także subtelność motywów dekoracyjnych (chińskich, floralnych), ktore prezentowane są na wystawie budzą podziw i zastanowienie nad tym, jak to możliwe, że przetrwały do dziś, choć są tak kruche i tak łatwo je stłuc. Jak to możliwe, że nasi przodkowie umieli się z nimi obchodzić, tak by nie spadły i nie uległy zniszczeniu. Właściwie przez cały czas oglądając wystawę  i delektując się wdziękiem figurek czy malutkich rzeźb czy prześlicznych filiżanek, myślałam, że podawanie do stołu przez służbę było niegdyś wyzwaniem nie lada. Znawcy porcelany znajdą tu budzące podziw przedmioty, które stworzyli tacy mistrzowie jak choćby Kaender, twórca wielopostaciowego "Ukrzyżowania".  Wystawa czynna do 1 grudnia. Wstęp płatny.

Kolejny odcinek cyklu WARTO ZOBACZYĆ ukaże się w październiku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz