Przejdź do głównej zawartości

Malarskie szaleństwo w Muzeum Architektury

Znaczącą część wrocławskiego Muzeum Architektury "zagarnął" dla siebie jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich malarzy, któremu tradycyjne działania na płótnie czy papierze nie wystarczają. Leon Tarasewicz, malarz związany z miejscowością Waliły na Podlasiu, artysta popularyzujący kulturę białoruską w Polsce, absolwent i wykładowca warszawskiej ASP, gdzie prowadzi Pracownię Przestrzeni Malarskiej na Wydziale Sztuki Mediów, swoimi  działaniami objął niemal całe wrocławskie muzeum. Po pierwsze wirydarz - najpiękniejsze miejsce dawnego zespołu pobernardyńskiego, pełne zieleni, roślinności pnącej się wokół ścieżek, które dzięki Tarsewiczowi są teraz bajecznie kolorowe. Bujna wiosenna roślinność otoczona została żółtymi, niebieskimi, zielonymi i czerwonymi plamami przenikających się barw, tworząc jakiś misternie stworzony szlak.

Właściwie po obejrzeniu tego miejsca zastanawiałam się dlaczego dotąd żaden malarz nie pomyślał, by w taki sposób wykorzystać szare kamienne podłoże, po którym zwykle spacerują zwiedzający, a ostatnio również... nowożeńcy. Oświetlone słońcem miejsce wewnątrz klasztornych murów nabrało teraz jakiegoś optymistycznego, radosnego klimatu. Spacerując miałam wrażenie jakbym weszła do średniowiecznej iluminowanej księgi.
Jednak główna część wystawy umieszczona została w dawnym średniowiecznym kościele. W nawie głównej umieszczono obrazy z różnych etapów twórczej aktywności Tarasewicza - od dzieła dyplomowego aż po wielkoformatowe prace z lat 80. i 90. XX w. i dzieła najnowsze, które oddziela niejako świetlny słup - pasiasty i niepokojący, niczym znak ostrzegający, że tu właśnie jest granica między malarstwem tradycyjnym a działaniami, z jakich artysta zasłynął w ostatnich latach (w 2015 r. zbudował instalację "Modry" wewnątrz katowickiego Muzeum Śląskiego, a wcześniej na placu przed krakowskim Muzeum Narodowym ustawił wielki 200-metrowy labirynt składający się z pasiastych słupów).
Wchodząc po schodkach do części prezbiterium już z daleka przyglądamy się umieszczonym wysoko na ścianach czerwonym świetlnym instalacjom, mijamy także coś w rodzaju gigantycznej skrzyni z desek, po których spływa czerwona farba nakrapiana zielonymi "odpryskami".
Ta drewniana instalacja "obudowuje" zniszczoną makietę Wrocławia. Przypomina wielki drewniany ołtarz, na którym odbywa się ofiara  z krwi. Tarasewicz prawdopodobnie zainspirował się tragicznymi wydarzeniami z przeszłości Wrocławia i postacią kontrowersyjnego włoskiego franciszkanina  Jana Kapistrana, który w 1453 r. przebywał tu jako inkwizytor generalny. We Wrocławiu wygłaszał płomienne kazania, które skłoniły mieszczan do spalenia na placu Solnym wszelkich zbytków, takich jak lustra, szachy, kości do gry. Jego wystąpienia przeciwko judaizmowi doprowadziły do wypędzenia z miasta 41 Żydów, a kilkunastu oskarżonych o kradzież i sprofanowanie hostii zostało osądzonych przez trybunał pod przewodnictwem Jana Kapistrana i skazanych na poćwiartowanie lub spalenie na stosie.

Czerwień jest w prezbiterialnej instalacji ostra i porażająca. Patrząc na białe "niewinne" podłoże widzimy niczym na miejscu zbrodni krwawe rozpryski. Od czasu do czasu są niczym symbol nadziei zielone ślady. Artysta zafascynowany jest kolorem i to nie tym stonowanym, subtelnym, jaki pojawia się na wielu jego na poły abstrakcyjnych obrazach inspirowanych pejzażem, ale kolorem "mocnym", budzącym szok, odwołującym się do śmierci i rytualnego mordu. Właściwie ta wielka krwawa instalacja zbudowana specjalnie do tego miejsca i nim inspirowana budzić może największe emocje odbiorcy. W dodatku  "kwadraty" oświetlające całość z góry sugerują, że należy zatrzymać się tu (jak przy przechodzeniu przez jezdnię, gdy pojawia się czerwone światło) przyjrzeć się temu miejscu uważnie. Tarasewicz nie byłby sobą, gdyby nie zagarnął tego miejsca całkowicie, a przy tym rozmyślnie nie pokazał, że obecne miejsce ekspozycyjne (muzeum) formalnie wciąż jest kościołem, miejscem sakralnym,  w którym odbywa się przemienienie, dokonujące się w każdym kto tu przebywa... Widz wkracza tu przecież w sferę sakralną, w strefę, w której powinien zatrzymać się i pomyśleć. Na przykład o historii tego miejsca, o tym co wydarzyło się dawno temu, o tych czasach gdy odbywały się w tym miejscu msze, a bernardyni przychodzili tu z różnych miejsc klasztoru... Ten duch średniowiecza, który unosi się nad tą przestrzenią, przypomniał mi sceny z "Imienia Róży" Umberta Eco.  Surowość murów dawnej świątyni w dziwny, niepokojący sposób stała się tłem dla współczesnej sztuki - stanowiąc oprawę dla malarstwa, które ma  wstrząsnąć, obudzić widza "grzecznie" oglądającego obrazy umieszczone w nawie i oczarowanego spacerem po wirydarzu, gdzie depcze piękne malarskie przestrzenie.
Widz w prezbiterium doznaje zgoła odmiennych uczuć, wkraczając brutalnie tam gdzie pod stopami ma krwawe ślady. Ekspozycja prac Leona Tarasewicza jest nie tylko przeglądem retrospektywnym, ale też bardzo interesująco, intrygująco, a nawet szokująco ogarnia malarskim szaleństwem przestrzeń stanowiącą najczęściej miejsce wystaw architektonicznych. Ciekawe jest też przenikanie się malarstwa i architektury, tego co dawne i tego co najnowsze, tradycyjnego podejścia do procesu powstawania dzieła i bardzo  swobodnego, a nawet radykalnego potraktowania wystawienniczej przestrzeni, która nie ogranicza się do obiektów sztuki (instalacje), ale zagarnia też widza, wkraczającego mniej lub bardziej świadomie w świat sztuki i stającego się jego częścią. Wystawa fascynująca i emocjonująca. Warto zobaczyć.

Ekspozycja czynna będzie do 26 sierpnia 2018 r.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik, Ewa Partum, Zdzisław Jurkiewicz, Maria  Pinińska-Bereś, Teresa Kelm i Zygmunt Krauze — prace tych i innych klasyków  polskiej sztuki współczesnej zobaczyć można będzie na przekrojowej wystawie Przestrzenie  w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa "Przestrzenie" przybliży ważne zjawisko w sztuce drugiej połowy XX wieku, w którym  tworzywem i tematem realizacji łączących różne media stała się przestrzeń. Termin  environment (ang. — otoczenie) wyprzedza o kilka dekad pojęcie instalacji artystycznej  i charakteryzuje wykreowane przez twórców „światy”, w których zmysły widza poddawane  są działaniu różnych bodźców. Będzie to opowieść o artystycznych eksperymentach, w których  malarstwo łączy się z architekturą, dźwiękiem i działaniami performatywnymi.  W ramach wystawy prezentowanych będzie pięć rekonstrukcji historycznych realizacji  environment, powstałych ponad pół wieku temu — w tym trzy pokaza...

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Na czerwcowej konferencji prasowej w Operze Wrocławskiej zapowiedziane zostały premiery (4 operowe, 2 baletowe) zaplanowane na nadchodzący sezon 2025/2026 oraz spektakle upamiętniające wybitne, lecz nieżyjące już postacie związane z wrocławską Operą: Ewę Czermak ( koncert 30 sierpnia) i Macieja  Krzysztyniaka (8 października).  W latach 1988-2015 Ewa Czermak wykreowała na deskach wrocławskiej sceny wiele pamiętnych ról. Widzowie do dziś wspominają jej sopran liryczny z takich kreacji jak Micaela (Carmen), Mimi (Cyganeria), Hanna (Straszny Dwór), Desdemona (Otello), Pamina (Czarodziejski Flet), Agata (Wolny Strzelec), Zuzanna (Wesele Figara) i wielu innych. B yła również pedagogiem, profesorem wokalistyki na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie kształciła studentów odnoszących dziś sukcesy na operowych scenach w kraju i za granicą. To właśnie ich występy usłyszymy w trakcie koncertu. Ponadto na skrzypcach towarzyszyć im będzie syn solistki, Adam Czerma...