Ferysze fitnessu Macieja Kasperskiego

Żyjemy w czasach dyktatury ciała,  doskonałego wyglądu, dominacji  cielesnego piękna. Wysportowane sylwetki, wyrzeźbione na siłowni ciała otaczają nas w social mediach, gdzie co drugi post lub zdjęcie przedstawia  sylwetkę w sportowym stroju, adidasach, prezentującą wyższość cielesności nad duchowością. Na internetowych forach ludzie prześcigają się w poradach jak zbić wagę, jak ładnie i szczupło wyglądać, jakich sposobów używać by upodobnić się do nowych ikon pop-kultury, takich jak Ewa Chodakowska  jak Anna Lewandowska ćwicząca nawet w zaawansowanej ciąży czy trenerzy personalni, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu promując muskulaturę, opaleniznę i  swoje zajęcia.
Instagram wypełniają młode ćwiczące dziewczyny specjalizujące się w fotkach różnych niebywale efektownych części swego idealnego ciała. W takim świecie żyjemy, zdaje się stwierdzać wrocławski artysta Maciej Kasperski, który w galerii SiC we Wrocławiu pokazuje jak fitness stał się współczesnym fetyszem.
Na wystawie widzimy ceramiczne hantle, ciężarki i inne sprzęty typowe dla  siłowni - tyle że z racji użytego materiału dużo lżejsze niż autentyczne. Wykonane z ceramiki, poukładane na galeryjnych stołach niczym na stołach do operacji czekają jak żywy wyrzut sumienia na widzów. Widz wchodzi i zastanawia się, czy to na pewno z ceramiki, czy to może należałoby zdjąć ze ściany lub podnieść ze stolika i zacząć sesję fitnessową.
Wiele ludzkiego potu należałoby wycisnąć, by stworzyć idealne ludzkie ciało. Młodzi i starsi patrząc na te prace myśleć mogą o swoim ciele - może trzeba by poćwiczyć, może zapisać się na zajęcia, może należy wziąć się za siebie? A siłowni w każdym dużym i mniejszym mieście jest coraz więcej.
W galerii SiC schodząc do części podziemnej wchodzimy w świat fetyszystowskiej wizji ciała. Oglądając stylizowane fotografie widzimy prężące się seksowne męskie torsy, widzimy facetów przeglądających się w lustrze (i w telefonie komórkowym, którym robią sobie selfie), współczesnych narcyzów zachwycających się sobą, podniecająco prężących muskuły w jasno oświetlonej (niczym w prawdziwej sali do fitnessu) sali.
A obok w mroku fetyszystowskie przyrządy, skórzane fartuchy, jakieś podejrzane przyrządy sado-maso, duszna atmosfera podziemia, nad którym unosi się duch markiza de Sade. Schodząc po stopniach galerii z miejsca jasnego, czystego, nad którym sportowy wysiłek i duch zmagań czysto fizycznych unosi się niczym wyrzut sumienia, dostajemy się do mrocznego świata pożądania, brudnego, perwersyjnego, ukrytego przed wzrokiem niepowołanych.
Dwoistość natury ludzkiej, do pokazania której artysta użył ceramicznych akcesoriów. Świat niczym z powieści austriackiej pisarki, noblistki Elfriede Jelinek, gdzie powierzchownie, zewnętrznie czyste istoty potrzebują bólu i upokorzenia, aby doświadczyć spełnienia. Wszak bohaterką "Pianistki" była grana przez subtelną Isabelle Huppert (znaną z filmu "Koronczarka") fetyszystka, masochistka i voyeurka.
Ekspozycja, która nie jest komentarzem do tego co nas otacza, lecz odbiciem zachowania współczesnych ludzi zapatrzonych w siebie i pragnących osiągnąć fizyczną doskonałość.
Ekspozycja czynna będzie do 26 czerwca 2017 r..

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz