Przejdź do głównej zawartości

Lin Wang i tatuaże na porcelanie

We wrocławskiej galerii SiC, jedynej w Polsce galerii szkła i ceramiki, gości ekspozycja artystki, która wywodzi się z tradycji dalekowschodniej, ale z uwagi na to, iż od kilku lat tworzy w Europie, ma również pewien europejski "fluid", którym obdarowuje swoje dzieła.
Lin Wang to ceramiczka, która od lat mieszka w Norwegii, w Bergen, ale wciąż wraca do Chin, gdzie realizuje swoje projekty wraz z tamtejszymi mistrzami ceramiki.  Nieustannie stara się łączyć w swoich pracach wartości Wschodu i Zachodu, miesza je ze sobą, co daje ciekawe efekty, o czym przekonać się można przychodząc na wystawę "Exotic dreams and poetic Misunderstunding". 
Prace, jakie można obejrzeć w galerii SiC, powstały w Jingdezhen (ośrodek produkcji porcelany we wschodnich Chinach), do którego w XVII wieku importerzy z Europy przywozili szkice i formy zastaw stołowych. Wykonywane na zamówienie repliki europejskich naczyń były często obce chińskiej mentalności. Europejczycy zwykli  zlecać tradycyjne kobaltowe malatury charakterystyczne dla chińskiej porcelany, zamawiając jednak sceny związane z rodzimą tradycją i historią. Pomieszanie wątków mitologicznych i ikonograficznych zaczerpniętych z tradycji Wschodu i Zachodu można zobaczyć na ceramicznych naczyniach Lin Wang, która zdaje się bawić konwencjami i zastanawiać się nad skutkami zderzenia kultur.





Tytułowe "egzotyczne marzenia i poetyckie nieporozumienia" powodują subtelne ceramiczne naczynia - misy, talerze i sosjerki ozdobione niebieskimi wzorami zaczerpniętymi z marynarskich tatuaży. Na białym tle kobaltowe wzorki w stylistyce nawiązującej do tradycyjnych chińskich rysunków prezentują się bardzo interesująco.  Postacie i przedmioty zarówno fikcyjne jak i rzeczywiste istnieją na jednej płaszczyźnie - syreny, marynarze, postacie Chińczyków w tradycyjnych długich szatach i charakterystycznych fryzurach, elementy dziwacznych płaskich pejzaży niczym z chińskich malowideł, a przy tym  kotwice, czaszki i ćmy oraz prężące się seksowne nagie lub skąpo odziane dziewczyny w typie Betty Boop (pin-up girls) i serca przebite strzałą, jakie często można spotkać we wzornikach tatuażystów... Tatuaże na sosjerkach, kościach, a także fragmentach szkieletu. Tatuaże namalowane niebieską farbą na plecach chińskiej artystki sfotografowanej podczas sesji przed wystawą "Exotic dreams...". Ogromne ceramiczne kotwice połączone ceramicznym łańcuchem, sugerujące, że Lin Wang zakotwiczyła w obu kulturach -  Wschodu i Zachodu - równocześnie. I wreszcie niezwykła instalacja z porcelanowych różyczek połączonych srebrzystym drutem odbijającym się niepokojąco w lustrze, w ciemnawym pomieszczeniu galeryjnej piwnicy... Wszystko to oglądać można słysząc szum wody z towarzyszeniem melodii, która wydobywa się z włączonej fontanny, której centrum stanowi białe porcelanowe serce. Na wernisażu zamiast wody z aort sączyło się czerwone wino.
Artystka tworząc te  na poły poetyckie na poły przynależące do subkultury marynarskiej  egzotyczne obrazki  zdobiące  porcelanowe dzieła przekracza granice między sztuką a rzemiosłem i  między tym co wyrafinowane i charakterystyczne dla kultury mieszczańskiej (salony, porcelanowe zastawy) a tym co właściwe trywialnej, nasyconej erotyzmem symbolice dominującej w subkulturze miast portowych. Delikatność i kruchość porcelany kojarzącą się z subtelnością, wyrafinowaniem starej kultury (Chiny) zestawia Lin Wang z typowo zachodnioeuropejskimi bohaterami kultury popularnej, zaczerpniętymi jakby z komiksów i filmów o Popeye'u (w 1980 r. powstał film fabularny o przygodach tego kochającego szpinak marynarza, którego zagrał Robin Williams) albo odwołujących się do postaci z filmów R.W.Fassbindera ("Lili Marlen"). Niebieskie wzory nałożone zostały na gigantyczne talerze, dziwaczne naczynia, porcelanowe kości.
"Exotic dreams end Poetic Misunderstunding" to jedna z ciekawszych prezentacji ceramiki, jakie gościły ostatnio we Wrocławiu. Warto zobaczyć.
Ekspozycja czynna będzie do 27 kwietnia 2017 r.
Foto: mat.pras.BWA Wrocław

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jubileuszowa premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek – zapowiedź

    2026 to dla Wrocławskiego Teatru Lalek bardzo ważny – jubileuszowy – rok, w którym obchodzone jest 80-lecie WTL. Teatr chce uczcić nie tylko  swoją długą historię jako instytucji, lecz przede wszystkim osiem dekad ciągłego rozwoju, konsekwentnego budowania programu  artystycznego i pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej.  Premiera „Wyobraź sobie…” wraz z uroczystą Galą i otwarciem 8. Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci to kluczowe wydarzenia obchodów. Ten jubileuszowy program ma być przede wszystkim spotkaniem: mieszkańców Wrocławia, obecnych i byłych pracowników, współpracowników i przyjaciół  Wrocławskiego Teatru Lalek, a także przedstawicieli władz oraz zaproszonych gości.  W trakcie uroczystej Gali zostaną uhonorowani pracownicy, których wieloletni wysiłek i zaangażowanie stworzyły fundamenty artystycznej tożsamości teatru. O spektaklu: WYOBRAŹ SOBIE... adresowany jest dla dzieci powyżej 9 roku życia. W zapowiedzi spektaklu czytamy:...

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...

„Natchnienie jest czymś ulotnym” – wywiad z krakowską malarką Ewą Kutermak-Madej

Artystyczne spojrzenie: Pochodzi Pani z rodziny artystycznej, czy zawsze wiedziała Pani, że będzie malarką?  Nie chciała się Pani zbuntować? Ewa Kutermak-Madej: Rzeczywiście pochodzę z rodziny artystycznej. Mój ojciec był pedagogiem ASP. Uczył rysunku i malarstwa na Wydziale Architektury Wnętrz ASP w Krakowie. Nie wyznaczało to jednak moich przyszłych wyborów. Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyłam Tatusiowi, dzierżąc szkicownik, w wypadach na łono natury i biorąc udział w plenerach, które prowadził dla studentów. Zapełnione szkicowniki nie były początkiem dalszej drogi.  Od 4 roku życia brałam udział w teatrzyku, który prowadził znany aktor Jan Niwiński. Z tej „stajni” wyrośli znani aktorzy Monika Niemczyk, Ryszard Filipski, poetka Halina Poświatowska, Mietek Grąbka, Anna Dymna, Jan Frycz.   Nie zdecydowałam się na tę drogę pomimo albo dlatego, że w wieku 9 lat zagrałam główną rolę w „Cudzie w Alabamie” w Starym Teatrze. Świadomie myśląc o przebytyc...