Muzeum z barokowymi skarbami

Wystawa "Skarby baroku. Między Krakowem a Bratysławą" została zorganizowana na parterze gmachu głównego Muzeum Narodowego w Krakowie z prawdziwie barokowym  przepychem. Ekspozycja prezentująca ok. 160 eksponatów ze zbiorów Słowackiej Galerii Narodowej, Muzeum Narodowego w Krakowie i Warszawie i innych  kolekcji muzealnych i kościelnych, przygotowana została niezwykle starannie. Trwający obecnie generalny remont Słowackiej Galerii Narodowej wykorzystano, by wypożyczyć pochodzące ze zbiorów tego muzeum dzieła (eksponowane dotychczas na wystawie stałej, ale i te ukryte dotąd w magazynach) należące do kręgu sztuki słowackiej od XVII do XVIII wieku.
Prezentowane dzieła powstały w trzech ośrodkach artystycznych: w zachodnich Węgrzech (w okolicach Wiednia wraz z Bratysławą, Trnawą i Nitrą), w górniczych miastach Słowacji oraz w historycznych regionach Spisza, Szarysza i Abówa.
Za szklanymi drzwiami krakowskiego muzeum zaaranżowany został  mroczny i  teatralny świat "Skarbów baroku". Natrafić tu można na patetyczne i egzaltowane przedstawienia świętych, które podziwiać możemy na wielkich obrazach zawieszonych na ścianach muzealnych sal, zaś rzeźby  (np. pełne ekspresji koszyckie dzieła  Dionizego Reissmaiera) porozstawiane niczym aktorzy na  teatralnej scenie, zdają się obserwować, zarówno widzów zwiedzających wystawę, jak i postacie namalowane na obrazach.
Korzystający z przyjemności doczesnego życia władcy, arystokraci  i zamożni mieszczanie spoglądają z obrazów w jednej z sal, gdzie obok pięciu portretów autorstwa Jana Kupecky'ego, znalazły się wielkie przedstawienia Franciszka I Stefana Lotaryńskiego i  Marii Teresy (ok.1750 r.), na których prawdziwy zachwyt budzi wspaniałość namalowanych strojów, obuwia, fryzur i innych detali.
Jednak w prezentowanej na wystawie sztuce widać również lęk przed śmiercią. Motywy eschatologiczne i wanitatywne pojawiają się zarówno w rzeźbie, jak i malarstwie. W sali po lewej od wejścia wzrok zwiedzającego przyciąga  naturalnej wielkości portret pośmiertny Elżbiety Rakoczy, która zmarła mając 35 lat. Obraz przedstawia trupio bladą martwą kobietę w kosztownej szacie spoczywającą na katafalku okrytym orientalną tkaniną, a u jej stóp namalowany został niewielki krucyfiks. Dzieło to najprawdopodobniej na zlecenie córki Elżbiety wykonał nieznany mnich benedyktyński do kaplicy w pałacu w Topolczankach, którą Elżbieta urządziła w swej rezydencji na krótko przed śmiercią.
Wizje śmierci i choroby na wystawie "Skarby baroku" są liczne i różnorodne.  Od  rzeźbiarskiej wersji tematu "Święty Marcin i żebrak" Simona Reitera po osiemnastowieczny krucyfiks morowy niejako "otwierający" wystawę. Niektóre z prezentowanych dzieł stopniem ekspresji i emocjonalnością nawiązują do prac późnogotyckich.
Równie łatwo można odkryć w sztuce słowackiego baroku wpływ włoskich obrazów dewocyjnych, jakie z upodobaniem malowano w owych czasach (np. prezentowany na wystawie feretron ze Świętą Rodziną i św. Heleną albo obraz  Antona Schmidta "Śmierć świętego Józefa").
Niezwykły jest też zespół groteskowych "Głów charakterystycznych" wykonanych przez Franza Xavera Messerschmidta, zmagającego się z chorobą psychiczną artystę zaprzyjaźnionego z  lekarzem i uzdrowicielem Franzem Antonem Mesmerem, badającym mimikę ludzkich twarzy. Warto przyjrzeć się tym  wykonanym z ołowiu i cynku ciemnym rzeźbiarskim głowom o powykrzywianych ustach ni to ironicznych ni to szalonych i porównać je z niewielkimi białymi płaskorzeźbionymi wizerunkami z alabastru, które stanowią odmienne, bardziej eleganckie, upamiętnienie portretowanych postaci.
Obok obrazów ogromnych i pełnych przepychu,  choć przedstawiających sceny religijne, są też  na wystawie dzieła niewielkie, skromniutkie rozmiarami pejzaże i scenki alegoryczne i mitologiczne, jak np."Przyjęcie Wenus na Olimpie" wypożyczone z warszawskiego Muzeum Narodowego.
Oprócz malarstwa jasnego i pełnego blasku są też dzieła ciemne, mroczne, posępne (wspaniały, choć niemal monochromatyczny "Chrzest Chrystusa" Franza Antona Maulbertscha, ale i krwistoczerwony, piekielny obraz "Ofiarowanie Izaaka").
Obok niezwykle popularnych w epoce baroku obrazów z kwiatami reprezentowanych przez martwą naturę autorstwa nadwornego malarza króla angielskiego Jakoba Bogdaniego - tego samego, którym tak zachwycał się węgierski kolekcjoner Gabor Kovacs, z kolekcji którego pochodziły obrazy na niedawnej ekspozycji malarstwa węgierskiego pokazywanej w krakowskim Muzeum Narodowym, wśród "Skarbów baroku" można też zobaczyć przykład iluzjonistycznego malowidła typu trompe l' oeil.  Obraz ze zbiorami biskupa  Paulusa Forgacha de Ghymes z otwartą szafką pełną naczyń, puzderek, rycin, kluczy i zegarków na łańcuszkach namalowany został przez Eliasa Moegela.
Warto też zwrócić uwagę na  wielkie  monstrancje lśniące złotem i emalią (dzieła  Jana Szilassy'ego) oraz prawdziwe złotnicze cacko, czyli "Handstein" z przedstawieniem kopalni wyrzeźbionej w rudzie i  umieszczonej na podtrzymywanej przez lwy złoconej tacy ze srebra.
Na wystawie jest też mnóstwo innych barokowych wątków, nie sposób ich tu wszystkich omówić, ale z pewnością warto ekspozycję obejrzeć, bo pełna jest nie tylko pięknych obrazów i przedmiotów rzemiosła artystycznego, ale też, dzięki zastosowaniu teatralnych efektów w aranżacji, zwiedzać ją można poznając właściwie wszystkie artystyczne motywy i ścieżki, jakimi kroczyli środkowoeuropejscy artyści żyjący między Krakowem i Bratysławą - zarówno ci wielcy, uznani i doceniani za życia jak portrecista Jan Kupecky, jak i nieznani jak mistrz morowego krucyfiksu czy też zapomniani jak Messerschmidt.

Wystawa czynna będzie do 23 kwietnia 2017 r.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz