Przejdź do głównej zawartości

"Nie szukam obrazów, to obrazy szukają mnie".Wywiad z Gaborem Kovacsem


Gabor Kovacs jest kolekcjonerem dzieł sztuki, właścicielem jednej z największych i najbardziej prestiżowych kolekcji sztuki na Węgrzech, a także założycielem Fundacji Sztuki Gabora Kovacsa, która powołana do życia w 2003 r. ma trzy cele: popularyzowanie dzieł sztuki węgierskiej, wspieranie młodych artystów oraz tworzenie i rozwijanie kolekcji malarstwa.Ten węgierski finansista, bankier i filantrop, swój pierwszy obraz kupił w roku 1991, nie myśląc jeszcze o stworzeniu kolekcji. "Gdy się wzbogaciłem chciałem dać coś od siebie innym, zacząłem gromadzić dzieła powstałe od XVIII wieku do końca II wojny światowej", powiedział słynny kolekcjoner na konferencji prasowej w Muzeum Narodowym w Krakowie, zorganizowanej z okazji otwarcia wystawy "Złoty wiek malarstwa węgierskiego (1836-1936)". Na ekspozycji niemal połowa obrazów pochodzi z kolekcji Gabora Kovacsa, którego poprosiłam o krótki wywiad dla Artystycznego spojrzenia.
Jaką epokę lub styl w sztuce ceni Pan najbardziej? Którą uważa Pan za najbardziej interesującą?
Gabor Kovacs: Najpierw zakochałem się w sztuce XIX w., w obrazach i pejzażach romantycznych, potem zainteresowałem się portretami, a następnie realizmem i naturalizmem. Zafascynowało mnie też malarstwo plenerowe. A teraz to się zmieniło, bo spodobał mi się węgierski fowizm.
Która z prac z Pana kolekcji była najtrudniejsza do zdobycia?
Gabor Kovacs: Odpowiem anegdotą. Sztuka węgierska zaczęła istnieć właściwie dopiero w początkach wieku XIX, ale już w wieku XVIII tworzyło na Węgrzech czterech wybitnych malarzy. Jednym z nich był Jakob Bogdany, malarz brytyjskiej rodziny królewskiej i arystokracji. Książę Karol ma jego obrazy i ja je widziałem. Chciałem mieć obrazy Bogdany'ego od wielu lat. Długo jednak nie trafiały na rynek sztuki. Na Węgrzech te prace są w zbiorach narodowych. Nie do kupienia. A jednak się udało. To był przypadek. Pewnego dnia byłem na Polach Elizejskich w Paryżu, spacerowałem i nagle poczułem, że muszę skorzystać z toalety. Najbliższym W-C było to w Christie's, w którym leżało mnóstwo katalogów aukcyjnych. Otworzyłem jeden z takich katalogów, a tam widzę dwa obrazy Bogdany'ego wystawione na aukcję. Kompletny przypadek. Była godzina 11, a aukcja w nowojorskim Christie's zaczynała się tego samego dnia, więc szybko chwyciłem za telefon do mojego biura, zaczęła się licytacja i kupiłem. Oba obrazy. Piękne egzotyczne ptaki i owoce, w jakich specjalizował się Bogdany.
Ile kosztowały?
Gabor Kovacs: Około pół miliona dolarów za oba.
Czy może Pan opowiedzieć historię jednego z obrazów, który znajduje się na tej wystawie? Może taki, z którym wiąże się jakaś historia?
Gabor Kovacs: Opowiem jak dostał się do mojej kolekcji obraz Bertalana Szekelyego, portret Zseni Szekely. Było to dziesięć lat temu. Pewnego dnia przyszła do mojego biura starsza pani. Niezapowiedziana. A ja przypadkiem tego właśnie dnia byłem w biurze. Pani poprosiła o rozmowę. Chciała sprzedać obraz, który miała w swoim posiadaniu, gdyż jej ojciec był znanym malarzem i choć był sporo młodszy to przyjaźnił się z Bertalanem Szekelym. Szekely nie sprzedawał obrazów na rynek aukcyjny, obrazy zostawały w jego rodzinie. Dopiero po śmierci artysty rodzina sprzedała kilka prac. Wtedy ojciec tej starszej pani kupił portret córki malarza jako pamiątkę, żeby nie dostał się w obce ręce. Starsza pani potrzebowała pieniędzy, aby kupić mieszkanie dla wnuka. Zwróciła się do mnie, bo chciała by obrazem nie handlowano, by nie przechodziły z rąk do rąk, ale by znalazły godne miejsce i były eksponowane.To nie ja szukam obrazów, to obrazy szukają mnie. Do mnie przychodzą ludzie, którzy chcą sprzedać obrazy, często pamiątki albo zbiory rodzinne.
Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ewa Mecner
Ekspozycję obrazów z kolekcji Gabora Kovacsa należącej do Fundacji Sztuki Gabora Kovacsa można oglądać w krakowskim Muzeum Narodowym do 22 stycznia 2017 r.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekarz was zeżre na kolację, czyli o "Złej dziewczynce"

  Premiera "Złej dziewczynki" we Wrocławskim Teatrze Lalek zasłużenie została nagrodzona wielkimi brawami widzów i tych małych i tych dorosłych, choć treści, które były w spektaklu poruszane do najbłahszych nie należały. Trudna tematyka relacji między pierwszakami w szkole podstawowej, w której pojawia się kłopotliwa, nowa uczennica, zadająca raniące wszystkich pytania, nie rozumiejąca słów "o tym się nie mówi", w momentach stresu przemieniająca się w smoczą bestię, doprowadzającą do płaczu inne dzieci, pokazana została w niezwykle nowoczesny sposób, tak by bawiąc widzów, zwracać ich uwagę na problemy, z którymi niemal każdy kto chodził lub chodzi do szkoły się zetknął w mniejszym lub większym stopniu. Adresowana do dzieci powyżej 7 roku życia sztuka w reżyserii Jakuba Krofty na podstawie tekstu Marii Wojtyszko to kolorowy, rozbuchany emocjonalnie światek dzieciaków, które nie są idealne (nawet ta z bohaterek o znaczącym imieniu Idealka), ale jakoś ze sobą funkcj...

Wystawa "Przestrzenie" w Zachęcie - zapowiedź

Wojciech Fangor, Stanisław Zamecznik, Ewa Partum, Zdzisław Jurkiewicz, Maria  Pinińska-Bereś, Teresa Kelm i Zygmunt Krauze — prace tych i innych klasyków  polskiej sztuki współczesnej zobaczyć można będzie na przekrojowej wystawie Przestrzenie  w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki. Wystawa "Przestrzenie" przybliży ważne zjawisko w sztuce drugiej połowy XX wieku, w którym  tworzywem i tematem realizacji łączących różne media stała się przestrzeń. Termin  environment (ang. — otoczenie) wyprzedza o kilka dekad pojęcie instalacji artystycznej  i charakteryzuje wykreowane przez twórców „światy”, w których zmysły widza poddawane  są działaniu różnych bodźców. Będzie to opowieść o artystycznych eksperymentach, w których  malarstwo łączy się z architekturą, dźwiękiem i działaniami performatywnymi.  W ramach wystawy prezentowanych będzie pięć rekonstrukcji historycznych realizacji  environment, powstałych ponad pół wieku temu — w tym trzy pokaza...

Czekając na SALOME w Operze Wrocławskiej, czyli premiery i zapowiedzi

Na czerwcowej konferencji prasowej w Operze Wrocławskiej zapowiedziane zostały premiery (4 operowe, 2 baletowe) zaplanowane na nadchodzący sezon 2025/2026 oraz spektakle upamiętniające wybitne, lecz nieżyjące już postacie związane z wrocławską Operą: Ewę Czermak ( koncert 30 sierpnia) i Macieja  Krzysztyniaka (8 października).  W latach 1988-2015 Ewa Czermak wykreowała na deskach wrocławskiej sceny wiele pamiętnych ról. Widzowie do dziś wspominają jej sopran liryczny z takich kreacji jak Micaela (Carmen), Mimi (Cyganeria), Hanna (Straszny Dwór), Desdemona (Otello), Pamina (Czarodziejski Flet), Agata (Wolny Strzelec), Zuzanna (Wesele Figara) i wielu innych. B yła również pedagogiem, profesorem wokalistyki na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, gdzie kształciła studentów odnoszących dziś sukcesy na operowych scenach w kraju i za granicą. To właśnie ich występy usłyszymy w trakcie koncertu. Ponadto na skrzypcach towarzyszyć im będzie syn solistki, Adam Czerma...