Ikony w Muzeum Śląskim

W katowickim Muzeum Śląskim otwarta została wystawa ikon ze zbiorów tegoż muzeum oraz z kolekcji Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Są dzieła odzyskane przez celników w latach 80. i 90. XX wieku. Zakupiono je nielegalnie, dosłownie za grosze, na terenie ówczesnego Związku Radzieckiego, z zamiarem (szczęśliwie udaremnionym) wywiezienia do Europy Zachodniej, a zwłaszcza do Włoch, gdzie  stanowić mogły łakomy kąsek dla kolekcjonerów, gromadzących dzieła nie zawsze ze sprawdzonych źródeł.
Dzięki temu ikony trafiły do Cieszyna. Muzeum Śląska Cieszyńskiego, mające w swoich zbiorach około 70. tysięcy eksponatów, wzbogaciło się o  kolekcję 400 ikon.
W większości ikony,  jakie można obejrzeć na wystawie " Obrazy światłem pisane", pochodzą z wieku XIX i I połowy wieku XX, choć trafiła się również ikona z  XVIII w. Ikony poddano konserwacji w Muzeum Śląskim, gdyż cieszyńskie muzeum nie miało odpowiednich specjalistów, którzy mogliby przywrócić je do dawnej świetności. Na odzyskanych ikonach czas odcisnął swe piętno - nie wszystkie lśnią pięknymi kolorami i emanują blaskiem właściwym tego typu malarstwu.
Ekspozycja  ikon w muzeum mogłaby budzić pewne kontrowersje - wszak najlepszym miejscem dla tego rodzaju prezentacji jest świątynia. Nie tak dawno we Wrocławiu przez miesiąc można było oglądać ikony napisane  przez lwowskiego artystę Danylo Movhana - dzieła te wypełniły ściany tuż przy wejściu do cerkwi greko-katolickiej pw. św. Wincentego. Wzorowane były na prawosławnych ikonach autorstwa Jerzego Nowosielskiego.
W salach muzealnych ikony tracą swoją funkcję kultową na rzecz zabytkowej, a jednak oglądanie ich, poza wartościami czysto estetycznymi, gdy podziwiamy kolejne wersje wizerunków maryjnych, chrystologicznych czy ikony przedstawiające świętych, daje nam również sporo doznań czysto duchowych.
Poznawanie tak  obfitego zestawu ikonograficznego  (ikony wielopostaciowe, trójrzędowe, czteropolowe itp.) daje widzom  możliwość uświadomienia sobie, że ikony są  różne  i nie ograniczają się wyłącznie do  wizerunków maryjnych, z jakimi naczęściej bywają kojarzone (najpopularniejszym jest bez wątpienia cudowny obraz Czarnej Madonny, czyli Matki Boskiej Częstochowskiej w klasztorze paulinów na Jasnej Górze).
Związane ze sztuką prawosławną  dziewiętnasto- i dwudziestowieczne ikony wywodzą się z tradycyjnych wielokrotnie powielanych wizerunków rozpowszechnionych  na Rusi już w wiekach średnich.
Słynna Matka Boska Włodzimierska, jaką w kilku wersjach można obejrzeć na katowickiej wystawie reprezentuje typ Eleusy (Matka Boska obejmuje i przytula do policzka dzieciątko o poważnej dorosłej twarzy). Pierwowzorem był XV- wieczny wizerunek wykonany przez sławnego rosyjskiego malarza ikon Andrieja Rublowa, kopiujący układ z XII - wiecznej ikony przywiezionej  z Bizancjum i umieszczonej w Soborze Zaśnięcia na Kremlu.
Innym typem ikonograficznym, jaki znalazł się na wystawie w Muzeum Śląskim, jest Matka Boska Smoleńska - należąca do najbardziej czczonych  ikon rosyjskich. Powstanie pierwozoru  przypisywane jest świętemu Łukaszowi Ewangeliście, którego dzieło z Bizancjum na Ruś przywiozła księżniczka Anna, córka bizantyjskiego władcy Konstantyna IX Monomacha. Jak zauważymy przyglądając się ikonom z wizerunkiem Matki Boskiej Smoleńskiej  jest to typ zwany Hodegetria -  dzieciątko o twarzy dorosłego, trzyma w lewej ręce zwinięty  zwój, a prawą wykonuje gest błogosławieństwa. Wizerunki maryjne dominują na wystawie i  reprezentują typy najbardziej różnorodne.
Na ekspozycji można również obejrzeć liczne wizerunki chrystologiczne, m.in. Chrystusa Pantokratora, ale i ikony kalendarzowe  i świąteczne, o charakterze narracyjnym. Warto zwrócić uwagę również na niewielkich rozmiarów   ikony podróżne,  dekorowane motywem Deesis (Chrystus - Pantokrator, Maryja i św. Jan Chrzciciel).
Ostatnia sala poświęcona jest wizerunkom świętych - są tu więc zarówno  ikony z bohaterskim świętym Jerzym walczącym ze smokiem, ikony ze świętym Mikołajem Cudotwórcą,  jest też niezwykła ikona przedstawiająca  motyw odnalezienia głowy świętego Jana Chrzciciela, niewielkie ikony przedstawiające św. Jana Ewangelistę z carskich wrót oraz dwie kioty, czyli ozdobne drewniane szafki (czasem przeszklone), w których umieszczano ikony ( na wystawie można obejrzeć wersje z pojedynczymi ikonami, choć bywało, że  znajdowało się tam również kilka ikon). Kioty, zwane też kiwotami, znajdowały się nie tylko w świątyniach, ale i w domach prywatnych, w tzw. pięknych kącikach (zajmowały wówczas wschodni róg głównej izby).
Wystawa jest znakomicie zaaranżowana  za pomocą czarnych i złotych ścianek, w których w czarnych ramach przypominających półkoliście zamknięte okienka zawieszono obrazy malowane temperą i czasem dodatkowo okryte srebrną ryzą wzbogaconą o klejnoty, koraliki i  hafty.  Wystawa prezentuje sztukę rzadko pokazywaną. Warto ją obejrzeć, by uświadomić sobie, że to tylko część z udaremnionego przemytu dzieł sztuki, które w przeszłości masowo wywożone były przez handlarzy.
Ekspozycja czynna będzie do 31 grudnia 2016 r.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz