Cholernie spadam. Tadeusz Kantor

Najlepiej wjechać windą. Albo wejść po schodach, spoglądając na rzekę przez maleńkie otwory w ażurowych ścianach "zardzewiałej" nowej "Cricoteki". Ponad  Wisłą widać wieże kościelne i kamienice Kazimierza. Na trzecim piętrze wkraczamy w świat Tadeusza Kantora. Słychać jego głos z charakterystyczną artykulacją. "A wszyscy czekają, żebym sobie poszedł", mówi Kantor. Widzimy manekina przedstawiającego Kantora w czarnym stroju z trumną. Przegląda się w lustrze, podobnie jak wielkie obrazy namalowane przez twórcę "Wielopola, Wielopola" i "Umarłej klasy". Widzimy Infantki Velazqueza, które niczym hiszpańskie dziewczynki ze snu artysty towarzyszą Kantorowi, narcystycznie uwiecznionemu na wielu obrazach i zwielokrotnionych przez lustra. Bo lustra na wystawie porozstawiano wszędzie. Znów słyszymy głos Kantora.
"Zawsze stałem przy drzwiach, stałem i stałem, a teraz siedzę".  A na obrazach widzimy Kantora. "Ścieram obraz, na którym jestem namalowany jak ścieram obraz", "Pewnej nocy weszła do mego pokoju Infantka Velazqueza" i " Pewnego dnia żołdak z obrazu Goyi wtargnął do mego pokoju" - wszystkie z cyklu "Dalej już nic". Znakomita, charakterystyczna nerwowa kreska, szkicowe nerwowe ruchy... Kantor był świetnym malarzem i rysownikiem, zakochanym w historii sztuki, wielkiej sztuki, którą wielbił i celebrował w swoim teatrze i w swoim malarstwie.
Pojawiają się w jego sztuce wielkie nazwiska:  Velazquez, Goya, Malczewski. Pojawiają się autoportrety, multiplikacje. Pojawia się miłość i śmierć, wspomnienia z dzieciństwa, wymyślone kreacje stwarzane na potrzeby utrwalania własnej legendy, własnej teatralnej biografii... Tadeusz Kantor na wystawie w nowej Cricotece  ożywa. Mówi, osacza nas wieloma portretami, przypomina swoje własne obsesje.
Machina miłości i śmierci sprowadzona na wystawę z Museo Internazionale delle Marionette  w Palermo na tle wielkiego lustra obserwuje widza, który obchodzi ją dookoła. Machina śledzi widza i wciąga go w swoją przestrzeń. W swoje terytorium, na którym Kantor niczym Wielki Mag zza grobu śmieje się, odrzuca swój słynny szalik do tyłu, zapala papierosa, wrzeszczy na artystów, ekscytuje się,..
Ta wystawa to nie tylko hołd wielkiemu artyście, ale też jakby jego własny ślad.  Nawiązując do tytułu można by powiedzieć, że to "Cholerne spadanie" w śmierć, która jest wieczna i nieubłagana, ale też jest teatrem, pośmiertnym spektaklem, dzięki któremu Kantor ożywa. Spadanie jest tematem serii obrazów pokazanych na wystawie - mężczyzna lecący głową w dół, bosy, półnagi, a tam ziemia jałowa, pustka, na której stłoczone małe niewyraźne kościółki niczym u Chagalla, albo mały chłopiec, który spada wraz z nim ("Powrót do domu" z norymberskiej kolekcji prywatnej).
"Nie zagląda się bezkarnie przez okno" i "Z tego obrazu już nie wyjdę" to tytuły które pokazują że artysta miał świadomość własnej śmiertelności, zaklinał ją malując i starając się ją ujarzmić, choć wiedział, że i tak przyjdzie i jak w cyklu obrazów pokazanych na krakowskiej wystawie - "Dalej już nic".
Ekspozycja czynna będzie do 15 maja 2016 roku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Sztuka nie znosi oszustwa" - rozmowa z krakowskim malarzem Iwo Birkenmajerem

"Kostium jest także ubiorem" - wywiad z krakowską artystką Dorotą Morawetz

Z wizytą w pracowni - Iwona Ornatowska-Semkowicz i Paulina Semkowicz