Ahasver u Szołajskich

Przed II wojną światową  Drohobycz liczył niecałe 40 tysięcy mieszkańców. Jednym z najbardziej znanych był Bruno Schulz,  pisarz i grafik, twórca "Sklepów cynamonowych" i "Sanatorium  Pod Klepsydrą" oraz autor rewelacyjnej, choć mało znanej i niedocenianej  "Xięgi bałwochwalczej".
Innym wybitnym twórcą, który urodził się w Drohobyczu, był malarz Maurycy Gottlieb, syn zamożnego właściciela rafinerii naftowej.  Kształcił się w szkole bazylianów w rodzinnym mieście, a następnie w lwowskim gimnazjum, skąd go wyrzucono za narysowanie karykatury jednego z nauczycieli. Aby studiować wyjechał do Wiednia. Od początku studiów podjętych na tamtejszej akademii interesował się historią i zafascynowany był tym jak ją malował Jan Matejko, którego obraz "Rejtan" pokazywany był w ówczesnej stolicy Monarchii Austro-Węgierskiej.  Co ciekawe, podczas późniejszych studiów w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych Maurycy Gottlieb został ulubionym uczniem właśnie twórcy "Bitwy pod Grunwaldem". Epizody  historyczne i tematyka żydowska wypełniają obrazy Gottlieba z okresu krakowskiego. Powstały wówczas "Przysięga Kościuszki w Krakowie" oraz "Autoportret w stroju szlachcica polskiego", a także zachwycający  "Shyllock i Jessyka".
Drugim ważnym artystą, który oddziałał na Gottlieba, był akademicki malarz Carl von Piloty. Jego historyczne wielopostaciowe kompozycje, drobiazgowe odtwarzanie strojów i ozdób, a także tematyka wywarły wpływ na młodziutkiego artystę, który w Monachium cyzelował swój warsztat.
Maurycy Gottlieb zmarł w 1879 roku, a więc bardzo młodo, mając zaledwie 23 lata. Został pochowany w Krakowie na cmentarzu żydowskim, który znajduje się przy ulicy Miodowej na Kazimierzu. Pozostało po nim niewiele prac, ale za to jakich! Na krakowskiej wystawie można  zobaczyć  46 dzieł. Najpiękniejsze są portrety i to zarówno kobiece (np. wizerunek siostry artysty), jak i męskie (niesamowity portret Ignacego Kurandy, wiedeńskiego rabina, którego twarz jest jakby wyjęta z obrazów Rembrandta), ale i autoportrety.
Warto zwrócić uwagę na dzieło wypożyczone ze zbiorów  Muzeum Sztuki w Tel Avivie  "Żydzi modlący się w synagodze", gdzie artysta sportretował siebie w 3 fazach życia - jako dziecko, chłopak i mężczyzna. Jest to jakby zapowiedź typowo secesyjnego motywu 3 faz życia człowieka, który znany jest choćby z twórczości wiedeńczyka Gustawa Klimta. Zastanawiające zresztą jak bardzo Maurycy Gottlieb pasuje do kręgu twórców galicyjskich - zarówno poprzez sposób malowania, jak i tematykę, czy wybór miejsc kształcenia - poruszających się w ramach ówczesnej Monarchii  Austro - Węgierskiej.
Moim ulubionym dziełem, które można obejrzeć na krakowskiej wystawie, jest niemal barokowy portret Maurycego Gottlieba jako Ahasverusa (źródło zdjęcia: Wikipedia). Ahaszwerosz (Ahasverus) to hebrajska forma imienia króla perskiego Kserksesa, który po oddaleniu pierwszej żony Waszti (za nieposłuszeństwo), poślubił piękną  żydowską dziewczynę Esterę.  Kiedy pierwszy raz widziałam to dzieło przedstawiające zamyślonego, a może pełnego smutku mężczyznę o orientalnych  rysach, w ciemnym stroju na tle jaśniejszej czerwonawej draperii, wydał mi się ucieleśnieniem mitu o Ahaswerze, Żydzie Wiecznym Tułaczu, który według legendy za znieważenie Jezusa idącego na Golgotę został ukarany niekończącą  się wędrówką po świecie.
Maurycy Gottlieb namalował siebie jako legendarnego Ahaswera, władcę (o czym świadczy królewski diadem na głowie)  rozdartego pomiędzy dwiema kulturami, przynależącego do obu, ale żyjącego w świecie,  na którym ktoś taki jak on musi wywalczyć sobie własne miejsce.
Właściwie rozpatrując jego twórczość z perspektywy czasu widać, że ten młodziutki malarz z Drohobycza mógłby być ojcem artystów młodopolskich. Jego brat Leopold, urodzony już po śmierci Maurycego, również został malarzem, wyjechał do Paryża i tam związał się z grupą określaną jako "Ecole de Paris".  Jednak  jego twórczość nie  jest nawet w połowie tak dobra jak to co stworzył w swoim krótkim życiu jego brat. Portrety namalowane przez Maurycego Gottlieba nie mają sobie równych i to zarówno w czasach, kiedy powstały, jak i współcześnie. Aby się o tym przekonać warto wybrać się  do Krakowa.
Wystawę prac "Maurycy Gottlieb. W poszukiwaniu tożsamości" można oglądać  do 3 maja w kamienicy Szołajskich, która jest obecnie Oddziałem  Muzeum Narodowego w Krakowie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Myślę, że obrazy powinno się oglądać, przeżywać je, czuć wszystkimi zmysłami” – wywiad z artystką Agnieszką Safińską

"Moje kobiety nie odgrywają żadnych ról, opowiadają o prawdziwych emocjach i uczuciach" - wywiad z katowicką artystką Moniką Starowicz.

„W malarstwie profesora urzeka mnie przede wszystkim kolor” – wywiad z Gabą Herman, kuratorką wystawy „Profesor Jan Szancenbach i jego uczniowie. Pracownia 303”.